Biznes pedałuje po zyski

opublikowano: 09-08-2013, 00:00

Rowery to nie tylko moda. Coraz więcej firm wplata dwa kółka w swoją strategię. Zielony transport ma być dla nich źródłem dodatkowych profitów

Piątkowe, letnie popołudnie. Krajową „siódemką” ciągnie się sznur zapchanych samochodów, jadą w stronę Wybrzeża i Mazur. Od lat scenariusz się powtarza — z jedną różnicą. Od niedawna na dachach samochodów pełno jest rowerów. Socjologowie taki widok kwitują wzruszeniem ramion, ot rowerowa moda dotarła do Polski. Jednak biznes w dwukołowcach napędzanych siłą ludzkich mięśni widzi szansę na naprawdę duże zyski. Na szczycie piramidy siedzą oczywiście producenci ekologicznych pojazdów. Kross, największa fabryka w naszej części Europy, pracuje pełną parą.

Zobacz więcej

ŁAŃCUCH ZYSKÓW: Veturilo, system miejskich rowerów w Warszawie, to najlepszy dowód na to, że biznes i ekologia mogą tworzyć efektywny ekosystem. Warszawiacy pedałują, miasto dostaje za to pieniądze, a do tego Nextbike zarabia na reklamach. [FOT. TR]

— W tym sezonie nasza sprzedaż wzrosła o 20 proc. To bardzo dobry okres dla producentów markowych rowerów — twierdzi Zbigniew Sosnowski, prezes i właściciel przasnyskiego Krossa. Prosperity oznacza zysk roczny na poziomie 8 mln zł i plany kolejnych dwucyfrowych zwyżek.

— Jest nie tylko moda, ale również powstaje infrastruktura — cieszy się Zbigniew Sosnowski.

Stolica przejezdności

Coraz więcej powodów do radości ma też druga najmocniejsza marka rowerowa w Polsce. To Nextbike, operator systemów rowerów miejskich, m.in. w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu. Jeszcze niedawno spółka nie była w najlepszej kondycji. Okazało się, że koszty logistyczne i wysoka liczba bezpłatnych, krótkich wypożyczeń jednośladów zabijają rentowność biznesu. W maju właścicielem polskiej gałęzi Nextbike została giełdowa spółka Cam Media, wyspecjalizowana m.in. w niestandardowych formach reklamy. Okazało się, że po doinwestowaniu i reorganizacji miejski rower może na siebie zarabiać.

— W tym roku nasze przychody wzrosną z 3 mln zł do 8-9 mln zł — ocenia Tomasz Wojtkiewicz, prezes Nextbike. Właśnie w tym tygodniu spółka przebiła barierę 200 tys. użytkowników w systemie i 2 mln wypożyczeń. Tylko co miesiąc do kasy Warszawy wpływa 300 tys. zł z przychodów generowanych przez stołecznych rowerzystów.

— Gdy startowaliśmy, straszono w mediach, że Warszawa z rowerami zamieni się w stolicę nieprzejezdności. Tymczasem włodarze dużych miast chcą dalej rozwijać systemy rowerowe. Bo oznacza to niższą emisję spalin, mniej zniszczone drogi, niższy poziom hałasu, nową jakość miejskiego życia — zaznacza Tomasz Wojtkiewicz i przyznaje zarazem, że nie ma w Polsce miasta infrastrukturalnie gotowego na 100 proc. na przyjęcie rowerzystów.

Zaproszenie pod prysznic

W jednym każde miasto jest gotowe: by zaprząc rowerzystów do roli ekologicznych rozwozicieli mobilnej reklamy. I to właśnie reklama na planszach zakrywających tylne koło ma być motorem zysków dla spółki zależnej Cam Media. Marketing wokół rowerowego szału wykorzystują też firmy na pozór niezwiązane z dwoma kółkami, np. Skanska. Szwedzki deweloper i firma budowlana w jednym w niemal każdym nowym biurowcu i budynku oferuje udogodnienia dla pracowników i mieszkańców korzystających z jednośladów. Są więc zadaszone parkingi, szatnie i prysznice przeznaczone specjalnie dla cyklistów. W ten sposób spółka pozycjonuje się jako dostawca rozwiązań typu premium, dedykowanych firmom oczekującym czegoś więcej niż szare ścianki działowe w open space. Okazuje się przy tym, że rowery w firmie są podatkowo (obok skuterów i motocykli) najbardziej atrakcyjnymi środkami transportu.

3 zł za endorfiny

Księgowe ucieszy zapewne fakt, że rowery mogą stanowić uzupełnienie dla firmowych samochodów.

— Jeżeli profil działalności firmy wymaga od przedsiębiorcy przemieszczania się np. na spotkania z kontrahentami albo przejazdu w celu nadzorowania posiadanych punktów handlowych, nic nie stoi na przeszkodzie, by wydane na zakup jednośladu kwoty zaliczyć do kosztów firmowych i tym samym zmniejszyć podatek dochodowy. Jeśli przedsiębiorca sam nie może przemieszczać się na dwóch kółkach, na przykład ze względu na to, że wozi ze sobą narzędzia czy materiały lub po prostu ze względów prestiżowych, może rozważyć taki zakup dla swoich pracowników — wyjaśnia Katarzyna Rola- Stężycka z Tax Care.

Część pracodawców, zamiast kupować rowery, woli uzdrawiać swój biznes, stosując wiele zachęt dla cyklistów. Pracownicy Ganymede, krakowskiego dewelopera gier, mogą do pensji dorobić 3 zł dziennie. Tyle firma płaci za przyjechanie do pracy na rowerze. Rekordziści są w stanie dorobić nawet 700 zł rocznie.

— Pracują u nas młodzi ludzie, długo przesiadują przed komputerem. Rower to często dla nich jedyna forma aktywności w ciągu dnia — tłumaczy Marek Wylon, prezes Ganymede. Rower w firmie ma redukować liczbę zwolnień grupowych, pobudzać kreatywność, wyzwalać endorfiny tak potrzebne w branży rozrywkowej. Czyli napędzać zyski, zgodnie z zasadą: im szybciej pedałujesz, tym szybciej dojedziesz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu