Zarabiają na literaturze komercyjnej, ale bliskie ich sercom są te książki, na których tracą.
Dziecko marzeń magistra psychologii Tomasza Szpondera urodziło się w 1990 r. Wtedy były asystent Zakładu Psychologii PAN w Poznaniu i słuchacz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Edytorstwa na UW wziął sprawy w swoje ręce. Miał kilkunastoletniego opla kadetta, pieniądze pożyczył od rodziny i wraz z kolegą z pracy, Tadeuszem Zyskiem, ustalili, że priorytetem Domu Wydawniczego Rebis będzie dostarczanie czytelnikom lektury różnorodnej — od literatury komercyjnej po ambitną, od poradników po książki naukowe — i zawsze najlepszej w swoim gatunku. Tej zasadzie poznańskie wydawnictwo hołduje do dziś.
Różnorodność oferty zawiera nawet nazwa firmy: rebis to renesansowy symbol alchemiczny, oznaczający dwoistość w jednym.
Szersza oferta
Zaczynali od literatury komercyjnej, bo jak mówi prezes Szponder, miała ona kilka zalet: szybko i niewielkim kosztem się ją przygotowywało do druku, a rozchodziła się w ogromnym nakładzie.
Pierwszą wydaną książką były „Pasożyty umysłu” Colina Wilsona. Ale największy rozgłos przyniosły oficynie w jej początkowym okresie działalności poradniki seksuologiczne Grahama Mastertona.
W końcu 1993 r. Tadeusz Zysk założył własne wydawnictwo. Od tej pory firmę prowadzi małżeństwo Grażyna i Tomasz Szponderowie, zarazem główni udziałowcy spółki. Umiejętności i wiedza Grażyny, absolwentki handlu zagranicznego poznańskiej Akademii Ekonomicznej i historii sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, okazały się niezastąpione.
Książki najbardziej wówczas popularne, czyli fantastyka, horrory, powieści sensacyjne i poradniki seksuologiczne, szybko zarobiły na poszerzenie oferty o tytuły poważniejsze z tzw. literatury środka (seria „Z Salamandrą”) i popularnonaukowej, np. psychologii.
— To nam się przydało w kolejnych latach, gdy czytelnicy znudzili się literaturą komercyjną — przyznaje Tomasz Szponder.
Prezes ujawnia tajemnice
Zdarzało się, że na początku Rebis tracił spore pieniądze z powodu bankructwa współpracującej z nim hurtowni książek czy księgarni. W 1992 r. splajtowała połowa z nich. Oficynę uratowały hity książkowe oraz drukarnie, które wiedziały, że jest rzetelnym partnerem w biznesie.
— Później tak trudnych sytuacji już nie było, a rozwój firmy opieraliśmy wyłącznie na własnych środkach — wspomina prezes Rebisu.
Dzięki Rebisowi fenomenalną karierę zaczął w Polsce robić autor „Ptaśka” William Wharton, Amerykanin mieszkający we Francji na rzecznej barce. Połowa ubiegłej dekady bezapelacyjnie należała do Whartona, który na dłuższy czas zdominował wszystkie polskie listy bestsellerów.
— W pewnym momencie ich książki dawały nam prawie połowę obrotu — prezes ujawnia pierwszą tajemnicę.
Od 1994 r. do Whartona dołączył drugi z wziętych autorów wydawanych w serii „Z Salamandrą” — Jonathan Carroll. Tygodnik „Polityka” ogłosił go najpopularniejszym pisarzem w Polsce 1994 r.
— O sile wydawnictwa decyduje wiele tytułów z różnych dziedzin. Sporo z nich przynosi niezłe zyski. Cieszymy się z tego, że mamy kilkadziesiąt pozycji, które wznawiamy co roku i które zapewniają nam stabilny poziom sprzedaży, niezależnie od hitów — odsłania drugą tajemnicę Rebisu Tomasz Szponder.
Złote Fair Play
Co tydzień na biurka Tomasza i Grażyny Szponderów trafia około stu książek. Do publikacji wybierają kilka. Przez 15 lat istnienia firmy wydali 1484 tytuły 714 autorów. Oficyna zdobywa liczne nagrody, ale właściciele najbardziej cieszą się z zainteresowania czytelników i uznania krytyki.
Rebis jest firmą nietypową. Bywa, że decyduje się na opublikowanie jakiegoś tytułu, chociaż wiadomo, że nie przyniesie on zysku. Publikują, bo uważają, że warto.
— Pilnujemy, żeby posłannictwo nie przesłoniło całkowicie biznesu, bo można byłoby wtedy szybko stracić płynność finansową. Ale do dobrych książek często dokładamy — uchyla rąbka trzeciej tajemnicy Tomasz Szponder.
W przestronnych pomieszczeniach firmy przy ul. Żmigrodzkiej w Poznaniu widać, że jest ona prowadzona w swoisty sposób, nawet nieco staromodny.
— Nie szukamy możliwości rozwoju za wszelką cenę. Większą wartością dla nas jest dobre samopoczucie, niż to, czy mamy rentowność wyższą o 5 proc. To nie ma znaczenia — stwierdza prezes.
Ten sposób prowadzenia biznesu znajduje uznanie. Dowodem są zdobywane przez pięć lat z rzędu nagrody Fair Play, przyznawane przez Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym.
Ten rok jest dla wydawnictwa bardzo dobry. Prezes twierdzi, że zakończy go wzrostem obrotów. Wydał przecież kilka bestsellerów, m.in. „Monte Cassino” Matthew Parkera i „Historię piękna” Umberto Eco. Do tego dojdą najnowsze powieści Paula Austera, Johna Updike’a czy Salmana Rushdiego.
Prezes prócz żony i Rebisu ma też trzecią miłość: Akademicki Związek Sportowy. Od 18 lat jest wiceprezesem zarządu głównego, a od kilku prezesem AZS Poznań. Ale to historia na inną opowieść.
