Intensywne kursy Business English dla osób uczących się tego języka w celach zawodowych organizowane są w krajach anglojęzycznych, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Irlandii oraz na Malcie. Cieszą się zróżnicowanym zainteresowaniem. Na taki kurs wyjeżdża od 2 proc. do 30 proc. klientów danej szkoły językowej. Większość z uczestników to menedżerowie, głównie średniego i wyższego szczebla, którym naukę za granicą opłaca pracodawca. Są też biznesmeni inwestujący z własnej kieszeni. Dorośli wyjeżdżają na kursy przez cały rok, ale największym powodzeniem cieszą się terminy między wrześniem a czerwcem, ponieważ w tym okresie nauka w wielu zagranicznych ośrodkach językowych jest tańsza.
Z reguły program Business English obejmuje zagadnienia z zakresu bankowości i finansów, prowadzenie rozmów służbowych, udział w dyskusjach, rozmowy telefoniczne, udział w spotkaniach oraz ich organizację, negocjacje, prezentacje, prowadzenie rozmów towarzyskich i zawieranie znajomości. Nauka odbywa się w sposób praktyczny, z wykorzystaniem telefonu i faksu, w salach wyposażonych w kamery wideo, pomocne w analizie prezentacji i symulowanych negocjacji. Niektóre ośrodki organizują również wizyty w miejscowych firmach i spotkania ze specjalistami różnych dziedzin. Poza treningiem umiejętności komunikacyjnych niezbędnych w pracy, uczestnicy kursów powtarzają też gramatykę i słownictwo ogólne.
— Dorosłych, którzy chcą odświeżyć wcześniej nabytą wiedzę i rozszerzyć ją o leksykę specjalistyczną, interesują głównie dwutygodniowe, bardzo intensywne kursy. Nauka obejmuje od 20 do 40 lekcji tygodniowo i odbywa się w grupach 3-6-osobowych różnych narodowości. Są to głównie prezesi i dyrektorzy firm różnych branż z całego świata, więc dodatkową korzyścią takich wyjazdów jest możliwość wymiany doświadczeń biznesowych. Jak opowiadają klienci, którzy brali udział w kursach tego typu, kontakty te są bardzo pomocne w dalszej karierze zawodowej — twierdzi Agnieszka Pawlak, dyrektor ds. oferty zagranicznej w firmie JDJ Bachalski.
Dodaje, że nie mniejszym powodzeniem cieszą się lekcje indywidualne, a zwłaszcza oferta mieszkania i nauki w domu nauczyciela.
— Kursant przebywa z nauczycielem przez cały dzień. Poza normalnymi lekcjami ma więc możliwość konwersacji w języku angielskim także podczas wspólnych posiłków i wycieczek — uzupełnia Agnieszka Pawlak.
Zazwyczaj zagraniczne szkoły językowe wymagają, aby uczestnicy kursu Business English reprezentowali poziom co najmniej średnio zaawansowany. Dlatego przed wyjazdem klient musi określić swoją znajomość języka. Jeśli ma z tym trudności wypełnia test, co gwarantuje, że trafi na kurs dobrany do swoich możliwości.
— Osoba zainteresowana wyjazdowym kursem biznesowym musi legitymować się opanowaniem języka przynajmniej w zakresie szkoły średniej. Wymagana jest znajomość gramatyki, rozumienia tekstu i pewna orientacja w słownictwie biznesowym. Natomiast umiejętność płynnego mówienia nie jest konieczna. Z naszego doświadczenia wynika, że najczęściej na kurs języka biznesowego decydują się osoby, które wcześniej zdały egzamin First Certificate — mówi Iwona Kostecka, dyrektor Agencji Turystyki Językowej Lingwista.
Jeśli klient reprezentuje poziom uniemożliwiający zakwalifikowanie się na kurs dla profesjonalistów, wtedy szkoła proponuje mu naukę języka ogólnego w pierwszym tygodniu pobytu za granicą i uczestnictwo w zajęciach Business English w drugim, lub odbycie kursu doszkalającego w kraju.
— Największe efekty nauki za granicą nie są wynikiem samego kursu, ale pobytu w angielskim środowisku. Jednak aby móc z niego skorzystać, trzeba w miarę sprawnie porozumiewać się w tym języku. Dlatego wysłanie osoby początkującej za granicę mija się z celem, bo nie będzie ona w stanie skorzystać ze wszystkich możliwości, jakie daje pobyt w domu angielskiej rodziny. Radzimy więc mniej zaawansowanym osobom zapisanie się na kurs w Polsce. Poziom nauczania, jego intensywność, metody, materiały dydaktyczne, nie odbiegają od tego, co może zaoferować nasz angielski partner — zapewnia Timothy Darby, dyrektor sprzedaży i marketingu w Szkole Języka Angielskiego Target.
Studenci z zagranicy mają do wyboru zakwaterowanie w rezydencji szkolnej, hotelu lub w pokoju przy rodzinie. Klienci wyjeżdżający na kurs języka biznesowego do Wielkiej Brytanii z reguły wybierają tę ostatnią opcję.
— Decydują się zwykle na jednoosobowy pokój o podwyższonym standardzie, czyli z własną łazienką i dobrym wyżywieniem, obejmującym np. wino do kolacji. Rodziny, które przyjmują studentów, to zwykle ludzie wykształceni, na stanowiskach, z którymi kursanci mogą porozmawiać o życiu w Wielkiej Brytanii i tamtejszym biznesie. To przesądza o popularności zakwaterowania tego typu — potwierdza Agnieszka Pawlak.
Według Iwony Kosteckiej, osoby zainteresowane kursem na Malcie, wolą jednak mieszkać w hotelu.
— To wpływ klimatu i tego, że w prywatnych domach nie ma zazwyczaj klimatyzacji. Ponadto, nie wszystkie maltańskie rodziny są anglojęzyczne — zaznacza Iwona Kostecka.
Polscy partnerzy zagranicznych szkół językowych doradzają klientom także wybór ośrodka. Nie wszystkim bowiem odpowiada np. wielkomiejski charakter Londynu. Wiele osób docenia atmosferę typowo uniwersyteckiego miasta, jakim jest Oksford, lub chce połączyć wyjazd językowy z wypoczynkiem, co przemawia za Maltą.
Timothy Darby radzi, aby przed wyborem zagranicznej szkoły sprawdzić jej referencje. Zaledwie w kilku ośrodkach Wielkiej Brytanii, jak Londyn, Oksford i Brighton, działają setki szkół, z których część istnieje tylko po to, by umożliwiać swobodne przekraczanie granicy Zjednoczonego Królestwa osobom wcale nie zainteresowanym nauką języka. O tym, że szkoła jest godna zaufania, świadczą m.in. akredytacja British Council oraz przynależność do organizacji zrzeszających szkoły językowe, takich jak ARELS, EAQUALS, FIYTO, ALTO. Są to swoiste certfikaty jakości usługi.
— Lepiej nie decydować się na wyjazd na podstawie ulotek kiepskiej jakości rozdawanych na ulicy. Warto też sprawdzić u polskiego partnera danej szkoły, z jakich materiałów dydaktycznych będą korzystać studenci. Radziłbym również wybór takiego ośrodka, w którym nie ma zbyt wielu kursantów tej samej narodowości. Z moich doświadczeń wynika, że jeśli w szkole jest np. wielu Polaków, to mają oni niewielką motywację do konwersacji po angielsku. Tracą czas na rozmowy w swoim ojczystym języku — podsumowuje Timothy Darby.