Samolot i auto – nie najlepsze do podróży po kraju
Przede wszystkim czas. Potem – wygoda. Koszt dopiero na końcu. Oto jaka jest dla przedsiębiorcy hierarchia wartości w podróży służbowej.
Zapytaliśmy ponad trzydziestu ludzi biznesu, jaki środek transportu wybiorą, podróżując służbowo po Polsce. Wygrał pociąg, choć samochód deptał mu po piętach. Samolotowi przypadła trzecia lokata. Zwolennicy kolei podkreślają możliwość korzystania z laptopa i bliskość wagonu restauracyjnego, fani samochodów doceniają niezależność. Entuzjaści latania podkreślają oszczędność czasu.
Z centrum do centrum
Biznesmen może w pociągu rozprostować kości, przespać się, posłuchać muzyki, zadzwonić bez narażania się na mandat albo ryzyko zakłócenia pracy urządzeń nawigacyjnych, przejść się do warsu.
— Jest czas na lekturę lub, o zgrozo, pracę — mówi Adam Sanocki z Compress PR.
Jak przypomina Magdalena Pastor z Atos Origin IT Services, pociągów nie zatrzymują korki, nie muszą wyprzedzać tirów i nigdy nie dopada jej w nich choroba lokomocyjna.
— Pociąg jest dla mnie najbardziej odpowiedni, ponieważ jeździ z centrum do centrum miasta, i to w miarę krótko — twierdzi Jędrzej Wittchen, prezes spółki Wittchen.
— Na torach nie stawiają radarów. A biorąc pod uwagę wieczne wykopki i objazdy na drogach, pociąg dociera do celu szybciej i pewniej. Poza tym, jeżeli się jedzie w pojedynkę, wychodzi to także taniej — zaznacza Przemysław Narewski z Netgear Poland.
Temat jakości polskich szos powracał w naszej sondzie niczym bumerang.
— Wolę zamówić taksówkę po dotarciu na miejsce koleją albo samolotem, niż przemieszczać się po naszych drogach najbardziej wygodnym samochodem — podkreśla Ada Kluzek, dyrektor zarządzający Carda Consultancy.
Niestety, nie wszystkie miasta są tak dobrze skomunikowane, żeby przedsiębiorca mógł poruszać się wyłącznie po torach.
— Częściej wybierałbym pociąg, gdyby nie to, że mieszkam w okolicach Łodzi, a jeśli chodzi o kolej, jest ona dobrze skomunikowana praktycznie tylko z Warszawą — ubolewa Tomasz Cegielski, dyrektor w firmie Schenker.
— Gdy w grę wchodzi Kraków lub Poznań — wybór pada na pociąg. W 2-3 godziny dojeżdżam do centrum miasta bez odprawy czy konieczności dojazdu do centrum. Z kolei do Wrocławia, Gdańska czy Szczecina dojazd pociągiem to droga przez mękę — mówi Tomasz Szymański, szef marketingu w Asus Polska.
Zmęczony, ale niezależny
Niezależność to główna zaleta samochodu.
— Nawet jeśli podróż łączy się gdzieniegdzie ze staniem w korkach, wolę to niż uzależnienie od rozkładów pociągów czy spotkania z rozkapryszonymi taksówkarzami — tłumaczy Aneta Osińska, konsultant BCC.
Marcin Taranek, prezes IFS Poland, z zadowoleniem obserwuje postępujące prace remontowe na drogach. Liczy przy tym, że w najbliższych latach jazda samochodem po naszym kraju stanie się bardziej komfortowa. A prowadzenie auta wprawia go w dobry nastrój.
— Lubię prowadzić samochód — przychyla się do tej opinii Tomasz Leśniak, menadżer w HTC.
Sławomir Wontrucki, prezes LeasePlan Fleet Management (Polska), decyduje się na samochód nie tylko ze względu na branżę, w której działa, ale przede wszystkim dlatego, że większość podróży służbowych po Polsce odbywa na dość krótkich trasach. Leszek Szymański, product manager w Ricoh Poland, decyduje się na samochód, gdy podróżuje w kilka osób — inaczej to zbyt męczące. Dużym minusem samochodu jest brak możliwości rozłożenia laptopa.
— Samochodu raczej unikam z powodu remontów dróg i braku możliwości pracy podczas podróży — tłumaczy Marcin Fidecki, dyrektor ds. rozwoju Hewitt Associates.
Szybko, najszybciej
Kto nie może sobie pozwolić na stratę kilku godzin za kółkiem, obstawia drogę lotniczą.
— Podróże samolotem wybieramy głównie w przypadku jednodniowych wyjazdów i napiętego planu pobytu, gdy w grę wchodzi oszczędność czasu — podkreśla Zbigniew Mądry, dyrektor handlowy i członek zarządu firmy AB.
— Mam za mało czasu, by spędzać 6-8 godzin w podróży. Zdarza mi się latać zarówno klasą biznes, jak i ekonomiczną — mówi Beata Ciechanowska, dyrektor personalny w Adecco Poland.
Niestety, szybkość tego środka transportu może się okazać złudna, szczególnie kiedy dojazd na położony daleko od centrum terminal pożera cały zysk czasowy.
— Dłużej się stoi w korkach z lotniska do centrum miasta, niż leci na miejsce. A bilety na ostatnią chwilę bywają droższe niż na trasach międzynarodowych — oburza się Liliana Tytz, dyrektor marketingu w Inter Partner Assistance Polska, Grupa Axa.
Agata Hernik