BlaBlaCar zmienia bieg

KAJ
opublikowano: 2017-03-31 06:30
zaktualizowano: 2017-03-30 18:15

Najcenniejsza francuska spółka technologiczna wciąż szuka swojej drogi nad Wisłą. Wolta w polityce cenowej ma przyciągnąć masy użytkowników.

BlaBlaCar, od czasu przejęcia serwisu Superdojazd w 2012 r. wciąż nie wjechała na rentowną ścieżkę. Usługa, łącząca kierowców i pasażerów na dłuższych trasach właśnie wykonuje nad Wisłą zwrot bez precedensu na ponad 20 rynkach, na których działa firma z francuskim rodowodem. Przez ostatni rok każdy użytkownik chcący skorzystać z oferty przejazdu musiał zapłacić opłatę, sięgającą 15-20 proc. stawki proponowanej przez właściciela samochodu. To spowodowało widoczny spadek użytkowników na krótszych trasach, np. Warszawa-Radom. Od teraz ta opłata to jednorazowe 1 zł, dające prawo do przejazdów przez pół roku od momentu rejestracji. A co dalej?

Michał Pawelec
fot. ARC

- Nowa oferta stanowi efekt wsłuchiwania się w reakcje naszej społeczności. Przez najbliższe kilka miesięcy trwania tej promocji będziemy nadal zbierać opinie naszych użytkowników, aby zaoferować im pakiety dostosowane do ich potrzeb – zapowiada Michał Pawelec, zarządzający BlaBlaCar w Polsce.

Potencjał jest: do teraz do polskiej części serwisu zapisało się ponad 2 mln osób.

Być jak Hiszpania

Choć 2 mln użytkowników robi wrażenie, to według wyliczeń „PB”, rzeczywistość dla francuskiej firmy nad Wisłą nie jest tak różowa. Po ponad 4 latach od startu usługi, wciąż generuje ona pokaźne straty w Polsce, podczas gdy na niektórych rynkach takich jak Francja czy Hiszpania operacyjnie jest już na plusie i co więcej, płatność przechodzi tam bezgotówkowo. W Polsce wciąż pasażerowie wręczają gotówkę kierowcy. Więcej: doszło do tego, że BlaBlaCar, w którego m.in. rosyjskie fundusze inwestycyjne włożyły jak dotychczas ponad 300 mln dolarów, naraził się na sądowe pozwy ze strony hiszpańskich przewoźników. Ci przyznali, że stracili znaczną część pasażerów na rzecz przejazdów organizowanych w aplikacji. Hiszpański sąd oddalił roszczenia przewoźników, zresztą BlaBlaCar w swoim modelu nie widzi prawnego ryzyka.

- Idea społecznościowych wspólnych przejazdów oraz nasz regulamin wykluczają zarabianie na przejazdach. Użytkownicy partycypują w kosztach podróży, lecz kierowcy nie mogą generować zysku. Jest to najczystszy przejaw ekonomii współdzielenia  – zapewnia Michał Pawelec, unikający porównywania z Uberem, żyjącym z działalności gospodarczej kierowców i mającym kłopoty w kolejnych krajach UE.

Tłok na E7

BlaBlaCar pozostaje zatem próba życia z niewielkich opłat z racji udostępniania serwisu. W skali Europy przynajmniej raz w miesiącu z BlaBlaCar korzysta 8 mln z 35 mln zarejestrowanych osób a na każdego kierowcę w systemie przypada około 2 pasażerów. Gdyby przełożyć to na Polskę, lokalny serwis miałby nawet około 300-400 tys. regularnych użytkowników i nawet 100 tys. kierowców.  W rzeczywistości te liczby są jednak niższe, statystyki zawyżają najbardziej dochodowe kraje. 

- W komunikacyjnych szczytach np. w piątki na trasie typu Warszawa – Kraków dostępnych jest ponad 300 przejazdów w obie strony – podkreśla Michał Pawelec.

Dla francuskiej centrali Polska jest już rozwiniętym rynkiem, szukającym własnej drogi do rentowności. Jeśli unikalny pomysł płatnej subskrypcji zda tu egzamin, może zostać wprowadzony w innych krajach w regionie.