Piechocki: bliski jest mi Młynarski ze swoim: „róbmy swoje”

Marek Piechocki prezes i założyciel LPP
02-01-2018, 22:00

Polskim innowacyjnym firmom eksportowym przyda się wsparcie, i nie chodzi tu o preferencje czy ulgi.

Wszystkie felietony z serii "Co nas czeka">>

Kilka dni temu na rynkach i placach polskich miast gromko odliczaliśmy rozpoczęcie nowego roku. Nieco później niż my, bo 16 lutego, według tradycyjnego kalendarza chińskiego, wejście w rok psa będzie świętować ponad miliard obywateli Państwa Środka. Jeśli wierzyć chińskiemu horoskopowi, mając za patrona sympatycznego czworonoga, rok 2018 upłynie pod znakiem przyjaźni, wzajemnej tolerancji i współpracy. Czy na takie relacje możemy liczyć w gospodarce i codziennym biznesie? Obawiam się, że rzeczywistość okaże się inna.

Globalna sytuacja gospodarcza jest dziś daleka od optymistycznej. Nie brakuje prognoz, że lada moment może wybuchnąć kolejny światowy kryzys finansowy. Mają być za niego odpowiedzialne banki centralne, które pompują na rynki biliony dolarów. To idealna recepta na tworzenie tzw. baniek finansowych. Kolejnym wielkim zagrożeniem jest rosnące zadłużenie niektórych krajów, np. USA są dziś dwukrotnie bardziej zadłużone niż przed poprzednim kryzysem, w 2008 roku. Zjawiskom tym towarzyszy sztuczne utrzymywanie stóp procentowych na niskim poziomie.

Te występujące równocześnie cechy tworzą zjawisko określane przez ekonomistów „wielkim odprężeniem”, które w skali makro jest bardzo groźne, bo stwarza błogą atmosferę prosperity, ale w razie zachwiania i znacznego osłabienia gospodarki jednego lub kilku krajów powoduje szybką reakcję łańcuchową. Byłaby ona niemożliwa do powstrzymania, bo kraje dotknięte tym zjawiskiem już dziś stosują metody zaradcze, które powinny być uruchomione dopiero podczas wystąpienia kryzysu.

Tak właśnie stało się w 2008 roku, kiedy nieoczekiwanie zbankrutowała Islandia, upadł bank Lehman Brothers, a później nastąpił efekt domina, stanowiąc już ogólnoświatowy kryzys finansowy. Z niepokojem patrzę też na sytuację na Starym Kontynencie. Brexit stopniowo staje się faktem, a w ślad za nim do głosu dochodzą coraz bardziej antywspólnotowe i nacjonalistyczne postawy w wielu krajach, w tym w Polsce. Zachwianie wspólnym europejskim rynkiem i rozpad strefy euro są bardzo groźne, miałyby negatywny wpływ i na europejską gospodarkę, i na wycenę światowych aktywów inwestycyjnych.

Dołóżmy do tego plany wielkich reform zapowiedzianych przez Emmanuela Macrona, prezydenta Francji, a realizowanych prawdopodobnie razem z Niemcami. W razie ich niepowodzenia wybrana niedawno francuska głowa państwa może stracić poparcie, a wtedy w tym kluczowym dla Unii Europejskiej kraju powrócą populistyczno-nacjonalistyczne nastroje, pogłębiając kryzys wspólnotowy i w prosty sposób prowadząc do paneuropejskiego kryzysu finansowego. Tymczasem nad Wisłą zdajemy się być zajęci „swoimi sprawami” czy kwestią uchodźców i związanego z nimi pozornie bezpieczeństwa społecznego. Uważam jednak, że potencjalnych wyzwań należy upatrywać gdzie indziej. Kryją się one w makroekonomii. Oczywiście decyzje w najważniejszych kwestiach dotyczących ilości pieniądza na rynku czy dostępności kredytów i wysokości stóp procentowych musimy

pozostawić właściwym instytucjom i organom, ufając w ich roztropność i doświadczenie. Patrząc z pozycji przedsiębiorcy, będącego jednym z trybów machiny napędzającej gospodarkę, mogę jedynie podzielić się kilkoma refleksjami na prawdopodobnie trudne czasy. Widmo nadchodzącego kryzysu światowego nie powinno oznaczać całkowitego zahamowania planów ekspansji i rozwoju także na nowych rynkach. Jest to jednak z całą pewnością moment na poważną refleksję dotyczącą skali i rodzajów prowadzonych inwestycji czy też tworzenia miejsc pracy.

Obecne warunki ekonomiczne mogą też podsuwać pomysły o skorzystaniu z relatywnie niskiego kosztu pieniądza do nabycia aktywów oraz zgromadzenia gotówki na ewentualne miesiące czy lata kryzysu — kto ma kapitał, jest bezpieczniejszy. Polskim innowacyjnym firmom eksportowym przyda się wsparcie, i nie chodzi tu o jakiekolwiek preferencje czy ulgi. Konkretne działania skierowane do klientów Europy Zachodniej, umiejętnie prowadzona promocja polskich towarów i usług, czyniona wysiłkami i środkami nie tylko przedsiębiorców, ale także przy wsparciu władz, to elementy układanki biznesowej, których nie może zabraknąć.

Na arenie światowej coraz częściej obserwujemy przywódców największych mocarstw, którzy wprost wspierają lokalne przedsiębiorstwa i przemysł. Ta strategia wydaje się być słuszna, bo nie tylko buduje wizerunek marek w sposób dużo skuteczniejszy niż komercyjna reklama, ale też pomaga prawidłowo pozycjonować narodową gospodarkę na coraz bardziej wymagającym globalnym rynku. Jako Polacy nie mamy się czego wstydzić i warto wspierać oraz pokazywać nasze osiągnięcia poza granicami kraju.

Argumentów do takich działań nie brakuje. Od stanu zatrudnienia i redukcji bezrobocia aż po merytoryczne i namacalne — krajowe firmy nie tylko nie odstają od konkurencji modelem biznesowym i rozwojem stosowanej technologii, ale nierzadko mogą służyć za wzorzec kreatywności oraz szybkiej adaptacji do zmieniającego się otoczenia rynkowego. W nadchodzącym roku dla klienta detalicznego coraz bardziej istotna będzie tzw. wartość dodana — będzie oczekiwał szybkiej adaptacji towarów i usług do jego coraz bardziej wyśrubowanych i zindywidualizowanych potrzeb.

Coraz większy wolumen sprzedaży przeniesie się do internetu, za czym będą musieli nadążyć sprzedawcy, dopasowując się technologicznie i logistycznie, natomiast w dobie zalewu rynku przez tanie, odtwórcze produkty właściwą odpowiedzią wydaje się kreatywne i nowoczesne podejście do wytwarzanych dóbr, gdyż nawet w dobie ewentualnego kryzysu nie spadnie zapotrzebowanie na niezbędne przedmioty, a wygrają te, które w inteligentny sposób się wyróżnią.

Przewidywanie przyszłości przy ogromnej liczbie zmiennych i coraz szybszych procesach makro— i mikro— przypomina wróżenie. Mamy na nie bardzo ograniczony wpływ, dlatego bliskie są mi słowa Wojciecha Młynarskiego: „róbmy swoje”. Strach ma wielkie oczy, ale ja nadal z optymizmem patrzę w przyszłość nie tylko na ten rok, ale także w perspektywie kolejnych pokoleń. Życzę wszystkim pomyślności i sukcesów biznesowych w nowym roku.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Piechocki prezes i założyciel LPP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Co nas czeka w 2018 / Piechocki: bliski jest mi Młynarski ze swoim: „róbmy swoje”