Bliskość ideowa i interesowna

opublikowano: 08-04-2018, 22:00

Większość 2/3 w parlamencie nie jest już Viktorowi Orbánowi potrzebna – przecież przeforsował konstytucję skrojoną pod własną osobę.

W momencie wysyłania tego tekstu autor nie znał jeszcze szczegółowych wyników wyborów na Węgrzech, czytelnik zawsze jest o tę wiedzę mądrzejszy. Kolejna reelekcja premiera Viktora Orbána była jednak tzw. oczywistą oczywistością, a jedyną niewiadomą pozostawała liczba mandatów koalicji premierowskiego Fideszu z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową. W minionych dwóch kadencjach dysponowała ona konstytucyjną większością 2/3, teraz zaś sondaże zakładały możliwość spadku do poziomu „tylko” bezwzględnej. Byłby to ważny sygnał polityczny, chociaż większość aż 2/3 nie jest już Viktorowi Orbánowi do niczego potrzebna — przecież przeforsował konstytucję skrojoną pod własną osobę, obowiązującą od 2012 r. Oprócz wielu specyficznych przepisów ustrojowych, charakterystyczna stała się zmiana nazwy państwa z Republiki Węgierskiej na zwyczajne Węgry. Upodmiotowienie historycznej nazwy jako rzeczownika to ruch w porządku, ale forma mogłaby przecież brzmieć Republika Węgry. Taka wersja byłaby jednak niewygodna dla władcy pozycjonującego się na współczesnego cezara.

Czynnikiem wpływającym na wynik wyborów mogła być wysoka jak na warunki węgierskie (dla Polski wręcz nieosiągalna) frekwencja. W każdym razie w liczbie 4-letnich kadencji premierowskich Viktor Orbán jest już równy kanclerz Angeli Merkel, tyle że nie w cyklu nieprzerwanym. Rządził w latach 1998-2002, później stracił fotel na rzecz centrolewicy, odzyskał na kadencje 2010-14 i 2014-18, a teraz rozpocznie czwartą 2018-22.

Państwowe stosunki Polski z Węgrami od 2015 r. zyskały szczególny wymiar ze względu na bliskość ideową i interesowną. Zwłaszcza, że pozostali udziałowcy Grupy Wyszehradzkiej to decyzyjne mimozy — nie tylko ze względu na niestabilność rządów Czech i Słowacji, lecz generalną rozbieżność naszych interesów, w tym zwłaszcza gospodarczych. Dotychczasowa komfortowa sytuacja konstytucyjna Viktora Orbána jest marzeniem Jarosława Kaczyńskiego w perspektywie wyborów w 2019 r. Z braku większości 2/3 i niemożności zmiany Konstytucji RP tzw. dobra zmiana musi iść inną ścieżką — naginaniem istniejących norm konstytucyjnych. Wymaga to ekwilibrystyki interpretacyjnej, uciążliwego zamawiania pseudoekspertyz, etc. Premierowi Węgier znacznie łatwiej, np. słabego kompetencyjnie prezydenta sam wybiera i obsadza ścieżką parlamentarną, zatem w razie czego może… wpłynąć na jego rezygnację. U nas prezes również jednoosobowo wskazał potulnego Andrzeja Dudę, ale po przystawieniu przez tzw. suwerena stempla wyborów bezpośrednich obecnie nic już nie może krnąbrnemu podopiecznemu zrobić — co najwyżej odciąć się od jego reelekcji w 2020 r.

Na Węgrzech wszechwładza konstytucyjnie pierwszej osoby jest poza tym bardziej transparentna. U nas demokracja staje się czasem własną karykaturą, czego kapitalny przykład obserwowaliśmy w miniony czwartek. Oto szeregowy poseł Jarosław Kaczyński wezwał konstytucyjną Radę Ministrów premiera Mateusza Morawieckiego po jej posiedzeniu na dywanik i nakazał członkom... dobrowolne zwrócenie nagród, ciągnących w dół sondaże PiS. Notabene nakazał zasilenie budżetowymi pieniędzmi z tych nagród kościelnego Caritasu, bez możliwości wybrania przez ministrów konta i wsparcia np. Polskiej Akcji Humanitarnej Janiny Ochojskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Bliskość ideowa i interesowna