Według informatorów agencji, główny zarzut wobec Glapińskiego dotyczy jego stronniczości przed wyborami parlamentarnymi w październiku. Kolejny, to wprowadzenie rządu w błąd w sprawie wyników finansowych Narodowego Banku Polskiego w 2023 roku.
Bloomberg pisze, że zgoda Tuska na działania oznacza, że po tygodniach rozważań jest on coraz bardziej przekonany, że kroki prawne wobec prezesa NBP mają dostateczne podstawy, nawet gdyby miały zaniepokoić rynki finansowe.
- Inwestorzy generalnie nie lubią niepewności – powiedział agencji Piotr Matys, starszy analityk walutowy w InTouch Capital Markets. – Najlepiej byłoby pozwolić prezesowi Glapińskiemu dokończyć kadencję niż odwoływać go za wszelką cenę, potencjalnie ustanawiając niebezpieczny precedens, który może mieć negatywne konsekwencje w nadchodzących latach, o ile nie dekadach – dodał.
– Taka decyzja może stworzyć precedens oraz być niezgodna z prawem UE. Brak podjęcia takiej próby też niesie duże ryzyko dla powagi instytucji państwa i stabilności gospodarki - pisał wówczas Ignacy Morawski.
W grudniu ubiegłego roku Donald Tusk, jeszcze jako szef PO mówił, że "prezes NBP nie stanie przed Trybunałem Stanu za taką czy inną politykę pieniężną“.
– Natomiast wiele na to wskazuje i będziemy szukali potwierdzeń tych opinii, że sprawował swoją funkcję niezgodnie z konstytucją i zasadami prawa. Prezes NBP mocą prawa ma być politycznie neutralny. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że neutralność polityczna pana Glapińskiego była bardzo osobliwa - mówił wówczas Tusk, cytowany przez PAP.
Do postawienia prezesa NBP przed komisją sejmową potrzeba głosów 115 posłów. Komisja, po zapoznaniu się ze sprawą i przesłuchaniu świadków, ma następnie zdecydować, czy rekomenduje postawienie go przed Trybunałem Stanu.
Adam Glapiński objął urząd prezesa NBP w czerwcu 2016 roku. W styczniu 2022 roku prezydent Andrzej Duda złożył do Sejmu wniosek o powołanie go na drugą kadencję. W maju 2022 roku Sejm wybrał ponownie Glapińskiego na ten urząd.

