Na 17 lipca wyznaczono termin sądowej rozprawy dotyczącej ugody z Boleg a Krysl – poinformowali przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, podczas posiedzenia sejmowej podkomisji, dotyczącego drogowych roszczeń. Sprawa dotyczy ponad 80 mln zł.

Posłowie chcieli też wiedzieć, czemu spółka zeszła w placu budowy jednego z odcinków autostrady A2 Łódź-Warszawa, mimo że niemal był już ukończony. Odpowiedź była sporym zaskoczeniem.
- Trudno to wytłumaczyć w pół godziny. Doprowadziliśmy ten odcinek do przejezdności i usunęliśmy 98 proc. usterek wykrytych podczas odbiorów. Uznaliśmy jednak, że nigdy tego kontraktu nie dokończymy. Doszło to tego, że inżynier kontraktu mówił nam raz, że farba którą użyliśmy do malowania jest za bardzo czerwona, innym razem, że za mało – mówi Josef Krysl, jeden z właścicieli spółki.
Uważa, że dyrekcja chciała za wszelką cenę zatrzymać wykonawcę na budowie, by wytknąć możliwie najwięcej usterek. Czyżby chodziło o naliczenie kar?