Wyraźny trend spadkowy sprzyja kreśleniu pesymistycznych scenariuszy. Początek roku dla S&P500 jest najgorszy od 1939 r. (indeks spadł o 13 proc.), ale przepływy kapitału inwestorów nie wskazują na zatrzymanie przeceny, napisali stratedzy banku w notce, skierowanej do klientów. Z danych EPFR Global wynika, że z każdej z monitorowanych klas aktywów pieniądze odpłynęły w tygodniu poprzedzającym posiedzenie Fedu. Pierwszą reakcją inwestorów na decyzje bankierów było kupowanie akcji, ale dzień później, a więc w czwartek, 5 maja, indeksy spadły o 4-5 proc., a rentowność amerykańskich obligacji skarbowych przekroczyła barierę 3 proc.
Co ciekawe, największy odpływ dotyczył funduszy rynku nieruchomości. 2,2 mld USD to najgorszy odczyt, od kiedy zaczęto zbierać dane.
– Pozycjonowanie inwestorów najlepiej określa słowo paraliż, a nie panika - komentuje Michael Hartnett, strateg BofA, który dodaje, że uczestnicy rynku mają zagwozdkę, jak wycenić inflację i spowolnienie wzrostu.
Jego zdaniem szok związany z obawą o recesję został zdyskontowany zbyt szybko, a lepsze od oczekiwań dane makro powodują, że gracze wyceniają dłuższy okres podwyższonej inflacji i wysokich stóp procentowych.
Michael Hartnett zwraca uwagę, że przeciętny punkt wejścia dla inwestorów, którzy zasilili fundusze akcji kwotą 1,1 bln USD od początku 2021 r. wynosił w przypadku S&P500 4274 pkt. Można więc szacować, że choć portfele są pod wodą (czyli mają straty), to na razie stosunkowo niewielkie.
Na zamknięciu sesji w czwartek, 5 maja, S&P500 osiągnął wartość 4146,87 pkt.
Taka była mediana stóp zwrotu z S&P500 od maja do grudnia w tych dziesięciu przypadkach od 1928 r., kiedy indeks rozpoczynał rok od spadku o co najmniej 8,8 proc., wynika z danych FactSet.
