Trzeba iść na kompromisy, które nie mieszczą się w głowie — twierdzi niepokorny poseł PiS. Mimo że są to groźne kompromisy.
„Puls Biznesu”: Czy jest pan niegrzecznym dzieckiem Prawa i Sprawiedliwości (PiS)?
Antoni Mężydło: Ja? Nie… PiS podoba mi się ze względu na silne przywództwo Jarosława Kaczyńskiego, które jest potrzebne, by umożliwić przeprowadzenie jakichkolwiek zmian bez niepokojów społecznych. Z drugiej strony, mam taki charakter, że głośno mówię, jak coś mi się nie podoba. Jestem przede wszystkim bardzo przywiązany do zasad.
Czyli jako polityk nie ma pan szans?
Sam się zastanawiam, czy nie wycofać się w ogóle z polityki.
Jak Wiesław Walendziak…
Bardzo podoba mi się to, co Wiesław Walendziak mówił w wywiadzie dla „PB” o konieczności konstruktywnego kontaktu polityków z gospodarką. Zgadzam się z jego poglądami, ale to teoria — nie podoba mi się natomiast praktyka. Ja bym nie poszedł pracować do Ryszarda Krauzego.
Zostaje pan w PiS?
Dobrze będzie, jeśli ktoś taki jak ja zostanie w tej partii, zwłaszcza że w obecnej sytuacji szczególnie potrzebni są ludzie dbający o zasady. Polityka nie jest tylko szlachetną działalnością. By była skuteczna, trzeba iść na kompromisy, które się nie mieszczą w głowie. Przykładem jest ostatni kompromis z Samoobroną. Najpierw był mały kompromis z wyborem rekomendowanego przez Samoobronę Tomasza Borysiuka w skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Potem przyszedł kompromis z Andrzejem Lepperem. Gdyby szef Samoobrony zachowywał się w rządzie tak, jak teraz się zachowuje, to byłby niezły układ. Ale obawiam się, że w pewnym momencie odezwie się jego natura.
Nie uważa pan, że koalicja z Samoobroną to początek końca PiS?
Też się tego obawiam, ale mam duże zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw tej koalicji bardziej, niż wszystkim się wydaje. Ale po tym, jak Platforma Obywatelska (PO) nie zdecydowała się na wejście do rządu, PiS nie ma innego wyjścia.
To PiS zrobił wszystko, by wszyscy myśleli, że nie ma innego wyjścia.
PO chce skonsumować niezadowolenie społeczne, które wyniknie z funkcjonowania trudnego rządu koalicyjnego. Z jej egoistycznego, partyjnego punktu widzenia byłoby dobrze, gdyby Lepper pokazał swoją prawdziwą naturę, by stał się watażką politycznym, by zaczął nam szkodzić. Ale gdyby rozważyli wszystko sensownie, zauważyliby, że nawet w krajach środkowej i wschodniej Europy zmiana władzy nie następuje co kadencję.
Z wyjątkiem Polski…
Jesteśmy w świetnej sytuacji gospodarczej, a gospodarka się rozpędza.
Mija już ósmy miesiąc rządów Kazimierza Marcinkiewicza. Mam wrażenie, że największą zaletą tego rządu jest to, że nic nie robi.
Mój sąsiad, który jest szefem dużej firmy, mówi, że w gospodarce nic nie trzeba robić, bo ta radzi sobie sama. Trzeba tylko uporządkować zabagnione sprawy. PiS ma program, jak to zmienić.
Co na przykład PiS zamierza w telekomunikacji? Powstał plan liberalizacji rynku, a jakoś nie zauważyłam większych postępów w jego realizacji…
Przeprowadziliśmy świetną ustawę — nowelizację prawa telekomunikacyjnego. Mała ustawa, ale dużo dawała.
Ale ustawa długo nie mogła wejść w życie, bo „zgubiła się” na biurku prezydenta, zaangażowanego w ważniejszą politycznie ustawę medialną.
Nie mówię, że wszystko idzie idealnie. Spodziewałem się, że w marcu będzie po wszystkim i będą podstawy prawne do zakończenia liberalizacji rynku telekomunikacyjnego. Wszystko idzie z oporami, bo nie ma prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), który mógłby wydawać decyzje. Ale jesteśmy na dobrej drodze, będzie prezes. Twierdzę, że zostanie nim wymarzona przeze mnie osoba i będę robił wszystko, by była to Anna Streżyńska.
Jak pan sobie to wyobraża? Premier powinien wybrać prezesa UKE spośród trzech kandydatów rekomendowanych przez KRRiT.
Jeśli będzie zgoda polityczna na to, by wybrać Annę Streżyńską, procedura zawsze się znajdzie.
Można przypuszczać, że nie będzie żadnych decyzji, dopóki nie zapanuje stabilizacja na scenie politycznej.
Destabilizacja polityczna psuje plany naprawy państwa — tu trzeba pracować kilofem i łopatą, racjonalizować działania w każdej działeczce. Do końca grudnia czułem, że pracuję. Nie miałem chwili wolnej, nawet na grę w piłkę z kolegami, bo pracowałem od świtu do nocy. Teraz nie dzieje się nic. Zajmuję się głównie sprawami lokalnymi. Wolałbym pracować nad ustawami, które zmieniałyby rzeczywistość.
Powodem destabilizacji jest polityka PiS, które ma podejście „wszystko albo nic”. Plotka głosi, że kilka miesięcy temu komitet polityczny głosował za wyborami, ale przyszedł Jarosław Kaczyński i powiedział, że jego głos jest decydujący i nie było wcześniejszych wyborów. Tego typu zachowania są przekładane na kontakty z partnerami politycznymi.
U nas istnieją demokratyczne decyzje, nie jesteśmy partią wodzowską. Jarosław Kaczyński ma silną pozycję, ale nie jest to władza absolutna. Zawdzięcza pozycję silnemu autorytetowi i pomysłom. Gdyby inni je mieli, mogliby je realizować. Jakie pomysły ma Kazimierz Marcinkiewicz? Jest świetnym politykiem, ale całe zło bierze na siebie Jarosław Kaczyński.
Czyli prezes PiS jest złym policjantem, a premier — dobrym?
Kazimierz Marcinkiewicz spija śmietankę — zrozumiał, że polityka polega na dobrym wizerunku medialnym i umie to realizować.
Ale nie na tym polega zmienianie państwa…
Ale koncepcję zmian w państwie ma Jarosław Kaczyński.
Myśli pan, że koalicja z Samoobroną potrwa długo?
Jeśli będzie to źle służyło Polsce, Jarosław Kaczyński na pewno nie pozostanie bierny. Chociaż lepiej byłoby, gdyby ta koalicja dotrwała do końca. Efekty realizacji programu oczyszczania państwa będą najbardziej widoczne dopiero pod koniec kadencji.
Co pozytywnego, konstruktywnego może wnieść do rządu Andrzej Lepper?
Głosy w parlamencie.
I tyle?
To jest też wartość. Przyznaję, Andrzej Lepper może wnieść też dużo złego — jest bardzo wyrazisty, charyzmatyczny. Boję się, że każde jego wystąpienie jako ministra będzie destabilizowało sytuację.
Andrzej Lepper otwarcie mówi, że uczestnictwo w rządzie ma być trampoliną do jego dalszej kariery.
Jeżeli ma takie ambicje, nie może stracić na wyrazistości. Jeżeli nie będzie na niej tracił, to może szkodzić w rządzie. W opozycji nie miałby na nic wpływu.
Na dodatek może wdać się w konflikt z Jarosławem Kaczyńskim. To są dwie charyzmatyczne osobowości o przeciwstawnych biegunach.
A jak dojdzie do tego Roman Giertych, który też ma ambicje? Bipolarną sytuację wyborcy może jeszcze będą w stanie zrozumieć. Ale trójpolową? To już znacznie trudniej. Dlatego dobrze byłoby, gdyby do rządu wszedł PSL. Można wówczas rozwodnić znaczenie Romana Giertycha, jeśli nie będzie on koniecznym elementem koalicji rządowej. Jeśli będzie próbował podskakiwać, będziemy mieć oparcie stabilizacyjne w PSL, co skutecznie spacyfikuje LPR.
Pawlak ma rozmywać Giertycha — ciekawa koncepcja…
Andrzeja Leppera nie można zneutralizować czy zdusić — Samoobrona jest istotna, bez niej nie można stworzyć koalicji. Chciałbym, by sytuacja ustabilizowała się na pół roku. W PO jest dużo zwolenników koalicji z PiS, a poszerzając o nią koalicję, można by zneutralizować Andrzeja Leppera.
PiS-Samoobrona-PO? Chyba pan żartuje!
PO nie ma łatwego życia, a ciągotki do władzy też dość silne.
Jaki jest scenariusz na najbliższych kilka miesięcy? PiS z Lepperem w rządzie?
Tak.