Bomi przecenia majątek i liczy straty

MICH
opublikowano: 2012-09-04 00:00

Efektów restrukturyzacji detalisty nie widać, a skalę dramatu pokażą dopiero wyniki kolejnych kwartałów.

Utworzeniem rezerw na 680 mln zł z tytułu utraty wartości aktywów i stratą netto równą 734 mln zł za pierwsze półrocze 2012 r. (przy przychodach przekraczających 593 mln zł) „pochwaliła się” grupa Bomi.

— Na wyniki półroczne kurs zareagował negatywnie, bo nominalnie strata jest bardzo wysoka. Należy jednak pamiętać, że jest efektem zdarzeń jednorazowych — komentuje Adam Kaptur, analityk z Millennium Domu Maklerskiego. Bomi nie jest wyjątkiem. Odpisów dokonały też np. Ciech czy Synthos.

— Jednak nawet gdyby wyeliminować z wyników Bomi wartość odpisów, spółka poniosłaby w pierwszym półroczu około 42 mln zł straty operacyjnej. A to wynik zanotowany w okresie poprzedzającym wiele negatywnych zdarzeń. W lipcu banki wypowiedziały spółce umowy, więc dramatyczną sytuację pokażą dopiero wyniki III i IV kwartału — mówi Maciej Kabat, analityk z DM AmerBrokers.

Czy w tych okolicznościach warto walczyć i Bomi? Zdaniem Witolda Jesionowskiego, prezesa spółki, warto, choć na razie odmawia on ujawnienia szczegółów prowadzonych działań restrukturyzacyjnych. Jak twierdzi, mają być znane za miesiąc.

— Albo uda się wdrożyć postępowanie układowe, albo nie — ucina prezes Bomi. Zdaniem Adama Kaptura, efektów restrukturyzacji nie będzie widać szybko.

— Podstawowe pytanie brzmi, czy sieć ma jakieś wartościowe, rentowne placówki. Wie to tylko zarząd. Jeśli ma, na ich bazie można ratować spółkę — dodaje Adam Kaptur.

— Działania restrukturyzacyjne bardzo się przedłużają. Zarządzający od wielu miesięcy byli świadomi, że Bomi zmierza do upadłości, a sytuacja wymaga podjęcia drastycznych i szybkich kroków — zwraca uwagę Maciej Kabat. Zarząd deklaruje zmianę modelu biznesowego i przejściena franczyzę w IV kwartale.

— Nie wiemy jednak, czy znajdą się chętni franczyzobiorcy. Dodatkowo spółce szkodzi spowolnienie gospodarcze, które najbardziej dotyka sieci delikatesów — mówi Adam Kaptur.

Na kontynuowanie działalności Bomi potrzebuje pilnie 50 mln zł. Ratunkiem ma być zwołane na środę nadzwyczajne walne zgromadzenie, które zdecydować ma o emisji do 120 mln warrantów subskrypcyjnych.

— Obecnie spółka nie ma funduszy na zakup towarów, a półki świecą pustkami. Pojawiają się głosy, że akcjonariusze zgodzą się na emisję akcji służącą pozyskaniu kapitału, bo po prostu nie mają wyboru — wyjaśnia Maciej Kabat.

W sierpniu sąd podjął decyzję o ogłoszeniu upadłości układowej Bomi. Wierzytelności spółki sięgają 220 mln zł (główni wierzyciele to banki: PKO BP, Pekao i BRE). Są wynikiem intensywnych inwestycji w rozbudowę sieci delikatesów i należącego do grupy największego dystrybutora z północnej Polski — Rabat Service. Koszty zaczęły jednak przewyższać zyski i spółka od 2010 r. jest w procesie restrukturyzacji.