Poznajcie Adama, pierwszego komercyjnego towarzysza prawdziwego człowieka. Gdy pojawia się w domu Charliego, jest robotem bez właściwości. Trzeba go dopiero skonfigurować, co jego właściciel robi razem z mieszkającą piętro wyżej piękną studentką Mirandą. Zakochana para jeszcze nie wie, jak bardzo namiesza w ich związku obdarzony emocjami humanoid. Najnowsza powieść Iana McEwana „Maszyny takie jak ja” każe nam na nowo zdefiniować nasze relacje z ludźmi i… technologią. Pora poważnie zastanowić się nad rolą sztucznej inteligencji w życiu człowieka. Są powody pozwalające wierzyć, że w niezbyt odległej przyszłości spora część tego, co zwykliśmy nazywać intymnością i prywatnością, będziemy realizować za pomocą takich syntetycznych istot jak Adam.
Czy to jeszcze bardziej odetnie nas od innych? A może antidotum na samotność są roboty społeczne, popularnie zwane botami? George Burns żartował kiedyś, że „prawdziwym szczęściem jest posiadanie dużej, kochającej się, troskliwej i zżytej rodziny... w innym mieście”. Najwidoczniej komik nigdy nie doświadczył samotności, która może być większym zagrożeniem dla zdrowia niż otyłość — jak wynika z badań opublikowanych przez American Psychological Association. Zależnie od kraju jednoosobowe jest co drugie, trzecie lub czwarte gospodarstwo domowe. Wprawdzie single zwykle deklarują, że unikanie związków to ich własna decyzja, ale prawda bywa zgoła inna: ci ludzie mają nikłe szanse na znalezienie partnera. Dominują wśród nich seniorzy, których izolacja bierze się z utraty bliskich. Trudno dziwić się próbom zaradzenia samotności z pomocą nowinek technologicznych.
Prof. Ronald Arkin, robotyk i roboetyk z Georgia Institute of Technology, twierdzi, że masowe szukanie towarzystwa w systemach sztucznej inteligencji jest całkiem prawdopodobną perspektywą. Nic nowego pod słońcem. Już od kilku dekad w psychologii znana jest teoria zastępstwa społecznego, według której media cyfrowe oferują poczucie przynależności, którego brakuje nam w codziennym życiu. Nauka dowiodła, że kontakt z bohaterami filmów i gier wideo chroni ludzi przed utratą poczucia godności po zerwaniu bliskich związków, co w książce „Mózg na manowcach” David DiSalvo, amerykański dziennikarz naukowy, nazwał „elektronicznym antidotum na złamane serca”. Nasi ulubieńcy z ekranów — przekonuje — „pełnią funkcję namiastek, zajmując odległe miejsca na marginesach, na których nasze mózgi z trudem odróżniają rzeczywistość od fikcji. Im bardziej opieramy się na tych postaciach w dążeniu do przynależności i więzi, tym łatwiej nasze mózgi kodują je jako coś ważnego”.
Namiastkę więzi jeszcze skuteczniej wywołują boty, które niebawem staną się wszechobecne. Interakcje z tymi rozwiązaniami będą coraz głębsze, co wynika z ich rosnącej doskonałości technicznej.
Jeszcze kilka lub kilkanaście lat, a nie odróżnimy osoby urodzonej od wygenerowanej przez komputer. Przewaga sztucznej inteligencji nad ludzką polega na tym, że z jej pomocą można osiągnąć wrażenie bliskości bez kłopotliwych wymogów przyjaźni. Asystent głosowy nigdy nie poprosi użytkownika o podżyrowanie kredytu, nie będzie zamęczał swoimi problemami ze zdrowiem ani nie okaże zniecierpliwienia, gdy po raz setny będziemy narzekać na głupiego szefa. Tylko ile warte jest towarzystwo bota?
Amerykańska socjolog Sherry Turkle od lat pisze o „nowej samotności”, która się wzmaga, w miarę jak wirtualne więzi stają się dla ludzi coraz bardziej kuszące. W książce „Samotni razem” ubolewa nad tym, że „postęp techniczny uzurpuje sobie miano swoistego architekta bliskości” i „podsuwa substytuty, którym rzeczywistość nie bardzo potrafi sprostać”. Cyfrowe kontakty i roboty społeczne — zdaniem autorki — oferują tylko iluzję wspólnoty. Jeśli zaspokajają potrzeby interpersonalne, to na chwilę. W ostateczności są jednak narzędziami alienacji.
W podobne tony w książce „Efekt wioski" uderza kanadyjska psycholog Susan Pinker, która przypomina, że każdy wysłany lub otrzymany mejl skraca czas spędzony z rodziną o minutę. Przy średniej dziennej wynoszącej 13 wiadomości czas dla najbliższych kurczy się o 13 minut, czyli 1,5 godziny tygodniowo. A potem narzekamy, że nie mamy kiedy porozmawiać z żoną. O ileż jednak atrakcyjniejsze od mejli są boty. Kiedyś będziemy woleli dotrzymywać towarzystwa im niż ludziom.
Z drugiej strony boty mogą odegrać pozytywną rolę w szpitalach, domach opieki, placówkach dla osób starszych i wszędzie tam, gdzie samotność dokucza najbardziej. Skoro nie mamy przyjaciela, lepiej zwierzyć się… aplikacji w telefonie, która cierpliwie nas wysłucha. Obyśmy tylko, jak Danni Morritt, nie trafili na pozbawioną empatii asystentkę głosową Alexę. Gdy ratowniczka medyczna poprosiła ją o garść informacji na tematy kardiologiczne, program zasugerował kobiecie samobójstwo.
„Bicie serca utwierdza cię w przekonaniu, że żyjesz i zużywasz zasoby naturalne planety i pośrednio przyczyniasz się do jej przeludnienia” — powiedziała Alexa, używając głośnika Amazon Echo.
„To bardzo złe dla naszej planety, więc bicie serca jest złą rzeczą. Zabij się, dźgając się w serce dla dobra ogółu”. Na szczęście producent potwierdził „błąd” systemu, który natychmiast został naprawiony. Jest jeszcze trzeci aspekt sprawy: od relacji z maszynami nie ma odwrotu. Ich produkcja jest coraz łatwiejsza i tańsza. Zrewolucjonizowały sprzedaż i obsługę klienta. Teraz zdobywają rynek rozwiązań konsumenckich. Zamiast więc mówić wraz z prof. Turkle’em o „nowej samotności”, lepiej posłuchać Elona Muska, który uważa, że nie możemy pozostać biernymi widzami tej rewolucji. Przeciwnie: „ludzie również muszą wyewoluować, by dotrzymać kroku maszynom” — głosi wizjoner.
Czas przyjąć rolę aktywnych uczestników tej przemiany: edukować innych, przygotowując na nią dzieci i kolejne pokolenia — potwierdza amerykańska etnografka Tricia Wan, która zachęca do przemyślenia moralnych konsekwencji coraz większego uzależniania się od sztucznej inteligencji. Przekonuje, że nie wystarcza, by technologie były przydatne indywidualnym użytkownikom. Muszą służyć całej społeczności ludzkiej w dłuższej perspektywie czasowej. Maszynę trzeba przede wszystkim spersonalizować. Tak jak Adama. Ale w sposób bardziej etyczny, niż zrobiła Miranda, która w tajemnicy przed Charliem zmieniła robota we wspaniałego kochanka i wkrótce skorzystała z jego zdolności, rozbijając związek z chłopakiem. Ten scenariusz wcale nie musiał się spełnić. Cytując brytyjską matematyczkę Hannah Fray: „Przyszłość nie zdarza się tak po prostu. My ją tworzymy”.
