Brak planu to krótkowzroczność

DI
opublikowano: 2013-09-13 00:00

3 pytania do Dariusza Romańczuka, dyrektora zarządzającego BCMG

1. Według badań firmy Aon, polskie spółki rzadziej niż zagraniczne posiadają formalny plan działania w wypadku spowolnienia gospodarczego. Czy to dlatego, że postrzegają sytuację ekonomiczną Polski jako dobrą, czy to po prostu krótkowzroczność?

Lata 2009-12 pokazały, że brak takich planów to raczej krótkowzroczność, niż lepsza sytuacja gospodarcza. Dojrzałe firmy zawsze tworzą plany, które pozwalają im minimalizować skutki ryzyka zarówno gospodarczego, jak i operacyjnego. Te programy nie wzięły się z niczego — muszą być poparte analizą ryzyka, zbudowaną na ugruntowanym scenariuszu. Moim zdaniem, wiele firm tego zadania nie wykonało.

Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo, które ma duży portfel projektów i wielu klientów. Skutki niepowodzenia jednego dużego projektu lub utraty dużego klienta powodują wykorzystanie zysków z mniejszych projektów — tak zdarzyło się w światowej branży budowlanej i deweloperskiej. Pozostaje pytanie, ile polskich firm budowlanych miało plan na przekształcenie piramidy projektów i ile z nich zrezygnowało z dużych inwestycji na rzecz małych, gdzie ryzyko niepowodzenia realizacji jest dużo mniejsze.

Podobnych przykładów można szukać na rynkach inwestycyjnych, gdzie agresywny pakiet w portfelu inwestycyjnym nie tylko „zjadał” zyski z całego portfela, ale również często robił spustoszenie w całym zestawie produktów inwestycyjnych. Stąd spektakularne upadki banków.

2. W Polsce zarządy częściej niż na Zachodzie angażują się w zarządzanie ryzykiem. Może to nawet lepszy model niż tworzenie planów na wypadek konkretnych zagrożeń?

To dobrze, że zaangażowanie zarządów jest duże. Zarządzanie ryzykiem powinno trafiać pod strzechy polskich spółek jako jeden z elementów podejmowania decyzji zarządczych. Co do samych modeli, to istnieje ich wiele, np. poprzez osiągnięcie celu czy poprzez zarządzanie zidentyfikowanym ryzykiem. Ale jeżeli umie się właściwie połączyć oba modele i wyciągnąć z nich wartościowe informacje, to firma może na tym tylko zyskać.

3. Polskie firmy oceniają ryzyko głównie poprzez intuicję i doświadczenie kadry zarządzającej, w wynikach globalnych przeważa analiza ilościowa. Które metody w praktyce są lepsze?

Metody ilościowe dokładnie wskazują bardzo często w konkretnych kwotach, ile można zyskać, a ile można stracić na danej inwestycji czy decyzji. Takie wyniki są bezdyskusyjne.

Odnosząc się do globalnych trendów — świadczą one o coraz większej dojrzałości firm, które postanowiły używać metod analizy ryzyka jako uzupełniającego elementu podejmowania decyzji. Nie wystarczy już intuicja, rynek staje się mało przewidywalny i trudny w zarządzaniu, co powoduje, że menedżerowie chcą dokładnie wiedzieć, ile można zyskać lub stracić.

W Polsce widać, że analiza ryzyka jako jednego z czynników podejmowania decyzji jest słabo rozwinięta. Oczywiście istnieją sektory gospodarki mocniej regulowane przepisami prawnymi, np. sektor finansowy, w którym opinia analityka ds. ryzyka jest często kluczowa przy podejmowaniu decyzji.