Wizyty Inspekcji Ochrony Środowiska nie da się uniknąć. Od przedsiębiorcy jednak zależy, czy skończy się ona pochwałą, czy karą.
W żarskiej firmie odzieżowej Lusatia inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska pojawiają się raz na dwa–trzy lata.
— Inspekcja kontroluje przedsiębiorstwo, gdy otrzymuje sygnały, że narusza ono przepisy. Jeżeli nic złego się nie dzieje, współpraca — jak w naszym przypadku — układa się dobrze — mówi Mirosław Pawlikowski.
Co dwa lata lub częściej
— W firmach pojawiamy się nie tylko w terminach wymaganych ustawą. Zdarza się, że przeprowadzamy kontrole interwencyjne — mówi Katarzyna Sadowska, starszy inspektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie.
Przedsiębiorstwo, które dopiero zaczyna działalność, musi przejść kontrolę podstawową. Jeśli inspektorzy już kiedyś byli w firmie, to pojawią się na kontroli sprawdzającej, która odbywa się co dwa do pięciu lat. Niektóre przedsiębiorstwa ze względu na to, czym się zajmują, muszą być sprawdzane raz w roku. Należą do nich między innymi stacje demontażu pojazdów.
Niekiedy do pojawienia się inspekcji przyczyniają się sąsiedzi, którzy składają w inspektoracie skargi m.in. na hałas lub emisję odorów. Od daty wpłynięcia takiej skargi inspekcja ma 30 dni na kontrolę interwencyjną i odpowiedź skarżącym. W wyjątkowych wypadkach, ze względu na skomplikowaną sprawę, termin kontroli może być przedłużony.
Ważne pozwolenia
Inspektorzy sprawdzają przestrzeganie przepisów ochrony środowiska i wszelkie związane z tym pozwolenia. Dla przedsiębiorców ważne jest to, że inspektor nie zacznie kontroli, jeśli szefa nie ma w firmie.
— Wchodzimy do zakładu i kierujemy się prosto do prezesa czy szefa, przedstawiamy upoważnienie i informujemy o rozpoczęciu kontroli. Jeśli prezes jest nieobecny, a żaden pracownik nie ma jego pisemnego upoważnienia, kontrola nie może się rozpocząć — zwraca uwagę Katarzyna Sadowska.
Jeżeli władze przedsiębiorstwa uniemożliwiają kontrolę, inspektor ochrony środowiska może poprosić o pomoc policję.
W trakcie inspekcji prowadzący kontrolę sprawdzają szereg informacji. Na przykład chcą wiedzieć, na jakiej podstawie działa firma, do kogo należy teren, jakie znajdują się na nim obiekty i czy przedsiębiorstwo ma konieczne pozwolenia związane ze swoją działalnością. Inspektorzy kładą duży nacisk na ochronę wód i gospodarkę ściekami. Sprawdzają więc źródła poboru wody, jej wykorzystywanie i miejsce, gdzie firma odprowadza ścieki. Chcą wiedzieć, czy ma podpisane umowy na wywóz ścieków i pozwolenia na ich odprowadzanie. Podobnie z zezwoleniami w sprawie gospodarki odpadami.
— Sprawdzamy też, jak przedsiębiorca wypełnia obowiązki ustawowe, czyli to, czy wnosi stosowne opłaty za korzystanie ze środowiska. Następnie badamy, czy firma emituje hałas i w jakim natężeniu. Za przekraczanie norm, czy to w przypadku hałasu, czy emisji zanieczyszczeń, przewidziane są kary — mówi Katarzyna Sadowska.
Jeśli firma nie ma pozwolenia na emisję zanieczyszczeń do powietrza, pozwolenia wodno-prawnego na pobór wody, odprowadzanie ścieków i wytwarzanie odpadów, mandat wyniesie maksymalnie tysiąc złotych, zwykle 500 zł.
Mogą zamknąć firmę
To nie jest tak wiele, ale firmy, które między jedną a drugą kontrolą nie zmienią swojego postępowania, czeka surowsza kara — unieruchomienie instalacji.
— Stanie się tak z przedsiębiorstwem, z którym mamy duże problemy. Zaczynamy od zawiadomienia zakładu o terminie, w którym muszą usunąć problem. Dajemy na to np. 60 dni. Jeśli zastosują się do tego, wycofujemy wniosek. Jeśli nie, wydajemy decyzję nakazującą wstrzymanie instalacji w tzw. bezpiecznym terminie. Jeśli na przykład firma nie miała pozwolenia na emisję zanieczyszczeń do powietrza przy użyciu pieca do spalania odpadów, to nie można wstrzymać jego działania z dnia na dzień, bo spowodowałoby to jeszcze większe szkody dla środowiska — wyjaśnia Katarzyna Sadowska.
Najczęstsze problemy z firmami dotyczą braku pozwoleń, nieprzestrzegania warunków, nieskładania sprawozdań do urzędu marszałkowskiego i niepłacenia za korzystanie ze środowiska.
— Zdarza się też, że firmy nie mają uregulowanego stanu formalno-prawnego z zakresu prawa budowlanego — pozwoleń na budowę lub mają na przykład garaż, a prowadzą w nim produkcję. Wtedy występujemy do powiatowego inspektora budowlanego, by zbadał sprawę. W trakcie kontroli nie tylko stosujemy nakazy, ale też tłumaczymy przedsiębiorcom, co wynika ze zmian w prawie. Wychodzimy z założenia, że nasze kontrole to dla przedsiębiorstw coś w rodzaju darmowych porad prawnych — mówi Katarzyna Sadowska.