Przełamanie w górę psychologicznej bariery 3 tys. pkt dla indeksu blue chipów, do czego zabrakło w piątek zaledwie 2 pkt, wczoraj nie było problemem. Sesja w Warszawie otworzyła się luką hossy. Pomogły dobre nastroje na głównych europejskich parkietach. Wzrosty nie były jednak imponujące. To zrozumiałe, bo nie stało się nic, co mogłoby spowodować globalny entuzjazm.
Z wzrostowej sesji należy się cieszyć, bo parkiety w USA zakończyły piątkową sesję na sporym minusie, m.in. przez wyniki AIG i plany wyprzedaży aktywów przez Citigroup. Rodzimi gracze mogą być jednak zdezorientowani. Dobre wyniki rodzimych spółek, które ujrzały światło dzienne pod koniec ubiegłego tygodnia, zbiegły się w czasie ze spadkami indeksów. Natomiast wczoraj na parkiecie się zazieleniło, pomimo nie najlepszych przedweekendowych nastrojów za Atlantykiem.
Na warszawskiej giełdzie obroty wyniosły w poniedziałek jedynie 839 mln zł. To sugeruje, że gracze wyczekują kolejnych serii danych makroekonomicznych, głównie z USA. Tradycyjnie największym zainteresowaniem cieszyły się walory blue chipów, na których skupiło się ponad 70 proc. obrotów. Akcje największych firm zyskały najwięcej — 1,2 proc. Gorzej miały się maluchy i średniaki. Ich kursy wzrosły jedynie o 0,1 proc. Płynność pozostaje więc w cenie.
Co dalej?
Głos ma Bernanke
Wątpliwe, by GPW poszła inną drogą niż parkiety zagraniczne. Kierunek, w jakim podążą dzisiaj światowe indeksy, zależy od wymowy informacji napływających z USA. Ważne będą wyniki kwartalne Wal Marta i Societe Generale. W trakcie sesji na GPW (o 14.20) przemówi Ben Bernanke, szef Fedu. Zaraz potem inwestorzy poznają dane kwietniowej konsumpcji w USA. Każda niespodzianka może się przełożyć na duże zmiany indeksów. Sprzyjają temu niskie obroty.