Na licencje kolejowe czeka mniej niż dziesięć prywatnych firm. Rynek będzie się rozwijać, jeśli spadną stawki za dostęp do torów.
W kolejce po licencję Urzędu Transportu Kolejowego (UTK), która otwiera dostęp do użytkowania sieci kolejowej, czeka nie więcej niż dziesięć nowych firm. Wśród nich jest tylko jedna zainteresowana przewozami pasażerskimi — Koleje Mazowieckie. Janusz Dyduch, szef UTK, uważa, że niewielka liczba nowych zainteresowanych nie jest niczym nadzwyczajnym.
— Rynek przewozów towarowych już się nasycił. Wydaliśmy 39 licencji. Teraz trzeba stworzyć warunki do rozwoju tych firm. Na razie 96 proc. rynku towarów nadal kontroluje PKP Cargo, ale dynamika wzrostu nowych graczy sięga 50-100 proc. rocznie — wylicza Janusz Dyduch.
Jego zdaniem, rynek przewozów towarowych będzie się rozwijał dzięki zwiększaniu działalności już obecnych podmiotów.
— Tak się stanie, jeśli zostaną obniżone stawki dostępu do sieci — twierdzi Janusz Dyduch.
Wysokość stawek zależy jednak od stopnia dofinansowania kolei przez państwo, a w budżecie przeznaczono na ten cel niewiele.
— Na drogi w 2005 r. przeznaczono 9 mld zł, a na sieć kolejową 74 mln zł. Komentarz jest zbędny — dodaje prezes UTK.
Niektórym doskwiera jednak nie tylko cennik za korzystanie z sieci. Piaseczyńska Kolej Wąskotorowa zrezygnowała z licencji na przewóz rzeczy.
— Jako jedna z zaledwie pięciu wśród 21 starających się kolei wąskotorowych dostaliśmy licencję. Liczyliśmy, że będziemy operatorem dla tych, którzy chcieli wozić, ale nie spełniali warunków. Jednak chętnych do współpracy nie było, bo wożą bez licencji — mówi Wojciech Mirkowski, zarządzający kolejką w Piasecznie.