Branża dostanie lekkiej zadyszki

Anna Bytniewska
opublikowano: 29-12-2011, 00:00

Spółki czeka chwila próby, bo rynek nie będzie już tak sprzyjający. Rosną koszty, ale eksport pomoże.

Rok 2012 będzie dla branży chemicznej trudny, ale silnego tąpnięcia rynku chemia ma uniknąć. Spółki muszą się liczyć ze wzrostem kosztów zakupu gazu — głównego surowca do produkcji. Nie wiadomo, o ile wzrośnie jego cena, bo negocjacje URE z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem trwają, ale podwyżka na pewno będzie.

— O sprzedaż nawozów jestem spokojny. W pierwszym półroczu 2012 r. powinna się ona kształtować na podobnym poziomie jak w 2011 r. Popyt na nawozy jest. Pewnego spowolnienia oczekujemy w drugiej połowie roku. W naszych prognozach uwzględniamy wzrost ceny gazu — mówi Krzysztof Jałosiński, wiceprezes Grupy Azotowej Tarnów.

W tworzywach gorzej

Jego zdaniem, spółki grupy nie powtórzą wyników z 2011 r.

— Spodziewamy się spowolnienia w segmencie tworzyw — w związku z ograniczeniem popytu ze strony branży budowlanej i motoryzacyjnej. Nie będzie to jednak dramatyczne załamanie — mówi Krzysztof Jałosiński.

Problemy dotkną między innymi segment PCW, wykorzystywanego w budownictwie, m.in. infrastrukturalnym. Branża spodziewa się, że popyt spadnie w związku z ograniczeniem inwestycji rządowych i samorządowych. Rynek polski na tle innych krajów będzie wyglądał nie najgorzej, ale walka o klientów będzie się nasilać, co może doprowadzić do spadku cen PCW. W Polsce jego jedynym producentem jest Anwil należący do Grupy PKN Orlen.

— Marże na chemikalia i petrochemikalia będą spadać także za sprawą wciąż abstrakcyjnie wysokiej ceny ropy — mówi Paweł Burzyński, analityk DM BZ WBK.

Nawozy pomogą

Spółki liczą, że w 2012 r. kołem zamachowym branży będą nawozy. — Miejmy nadzieję, że rolnictwo ominą klęski żywiołowe, np. susza. To mogłoby

zachwiać rynkiem nawozowym — mówi Krzysztof Jarosiński. — W styczniu okaże się, jaką skłonność do zakupu nawozów przejawia rolnictwo. Pierwszy kwartał roku powinien być dobry — mówi Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Analitycy rynku mają jednak obawy co do sytuacji na rynku nawozowym. — Obecnie mamy o wiele gorszą globalną sytuację makroekonomiczną, co będzie ciążyć na ogólnym popycie. Rynek zbóż w rekordowym tempie odbudował w 2011 r. zapasy uszczuplone po anomaliach pogodowych z 2010 r., co dodatkowo będzie wywierać presję na spadek cen nawozów. Ponadto konkurencyjność polskich producentów będzie niższa ze względu na ponowny rozjazd cen gazu w Polsce i na Zachodzie. Na rynku może się pojawić więcej nawozów z importu — mówi Paweł Burzyński.

Dadzą radę

Zdaniem Jerzego Majchrzaka, słaby złoty otwiera przed polską chemią nowe perspektywy.

— Mamy dobre produkty, a złoty poprawia ich konkurencyjność. Spółki mogą więc silniej zaistnieć na rynkach, na których mogą konkurować ceną. Stawiam na Niemcy — mówi Jerzy Majchrzak.

Słaby złoty to jednak nie tylko korzyści. Branża musi się liczyć ze wzrostem kosztów zakupu surowców. Czego chemia powinna obawiać się najbardziej?

— Rozpadu strefy euro i podwyżki ceny gazu na poziomie około 20 proc. To byłby duży cios — mówi Jerzy Majchrzak. Jednak zdaniem Pawła Burzyńskiego, producenci nawozów poradzą sobie z podwyżką.

— Droższy gaz firmy zamortyzują, podnosząc ceny nawozów, co de facto już robią. W przypadku Azotów Tarnów duży potencjał redukcji kosztów ma również konsolidacja — mówi Paweł Burzyński. Słaby złoty będzie sprzyjał dużym eksporterom, w tym Ciechowi.

— Ponadto Solvay, największy konkurent Ciechu na rynku sody, stara się podnieść ceny, żeby odrobić marżę utraconą w 2011 r. po wzroście cen gazu — dodaje Paweł Burzyński.

20 proc. Taka skala podwyżki cen gazu mocno dałaby się we znaki firmom chemicznym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu