Czytasz dzięki

Branża fitness traci oddech

opublikowano: 06-04-2020, 22:00

Kluby są zamknięte, pracownicy — zamrożeni, a czynsz może wywołać falę upadłości. W branży fitness jest źle, choć klienci wciąż płacą za karty

Czas na prężenie muskułów skończył się wraz z nastaniem stanu zagrożenia epidemicznego. Po wprowadzeniu pierwszych ograniczeń w działalności firm i ruchu ludności z powodu koronawirusa z dnia na dzień kluby fitness opustoszały.

Z klubów fitness korzystają prawie 3 mln Polaków, a wartość branży
przekracza 4,2 mld zł. Zamknięte kluby nie wypracowują przychodów, a wciąż
ponoszą koszty, zwłaszcza czynszów, więc pandemia może znacząco przerzedzić
rynek.
Zobacz więcej

PRZERWANE TRENINGI:

Z klubów fitness korzystają prawie 3 mln Polaków, a wartość branży przekracza 4,2 mld zł. Zamknięte kluby nie wypracowują przychodów, a wciąż ponoszą koszty, zwłaszcza czynszów, więc pandemia może znacząco przerzedzić rynek. Fot. AdobeStock

— W branży fitness większość pracowników ma umowy-zlecenia albo własną działalność gospodarczą. To jest 80 tys. ludzi, których praca została zamrożona 13 marca i którzy w większości nie mogą pracować zdalnie, bo płatne treningi online to margines — mówi Tomasz Napiórkowski, założyciel Polskiej Federacji Fitness (PFF).

Kryzysowa sytuacja

Zagrożone jest funkcjonowanie klubów, których w Polsce jest około 2,5 tys.

— Kluczowa sprawa to czynsze za wynajem powierzchni. W przypadku klubów fitness odpowiadają one za 70-80 proc. kosztów działalności. Wprowadzone w tarczy antykryzysowej rozwiązania ograniczają czynsz w galeriach handlowych, ale w takich lokalizacjach działa tylko część klubów. Naszym zdaniem potrzebne jest znacznie szersze rozwiązanie — i w przypadku czynszu, i kredytów czy płatności leasignowych. Płynność klubów wsparłoby też przyspieszenie zwrotu VAT. Tak zwane postojowe dla pracowników oceniamy pozytywnie, ale powinno być wyższe — mówi Tomasz Napiórkowski.

Federacja w ostatnich tygodniach angażuje się w negocjacje klubów z wynajmującymi.

— Kluby chcą płacić czynsz i będą to robić, gdy tylko znów zaczną osiągać przychody. Wymaganie teraz stuprocentowej płatności jest nieracjonalne, co na szczęście większość wynajmujących rozumie. Liczymy na wydłużenie umów najmu, by dać branży czas na stanięcie na nogi — samo odroczenie płatności, np. na 6 miesięcy, nie wystarczy. Musimy patrzeć na sytuację trzeźwo — nawet gdy kluby już się otworzą, nie wrócą od razu do generowania przychodów na takim poziomie jak wcześniej — tłumaczy założyciel PFF.

Przykładem mogą być Chiny, gdzie po zniesieniu kwarantanny w niektórych regionach zaczęto otwierać kina, ale sale świeciły pustkami.

— Zakładamy, że po otwarciu klubów frekwencja będzie na poziomie 25 proc. stanu sprzed epidemii, potrzebujemy więc dłuższego oddechu, by odbudować przychody. Liczymy, że wynajmujący to rozumieją i zdają sobie sprawę, że w czasie epidemii trudno znaleźć najemcę na miejsce klubu fitness. Apelujemy również o wsparcie do operatorów programów pracowniczych, których użytkownicy ćwiczą w klubach, by po wygaśnięciu epidemii nadal mieli gdzie ćwiczyć — mówi Tomasz Napiórkowski.

Recepty lidera

Największy w Polsce program kart dla pracowników to MultiSport, którego operatorem jest giełdowy Benefit Systems. Spółka jest też udziałowcem kilku dużych sieci klubów i ma łącznie ponad 160 tego typu obiektów.

— W drugiej połowie marca rozpoczęliśmy rozmowy z partnerami, którzy prowadzą zajęcia sportowe online. Obecnie wirtualne wizyty użytkowników MultiSportu akceptuje ponad 300 partnerów. Zrealizujemy również w standardowym trybie wszystkie rozliczenia z partnerami za wizyty z pierwszej połowy marca — twierdzi Bartosz Józefiak, członek zarządu Benefit Systems.

Na koniec pierwszego kwartału karty MultiSport w portfelach miało 1,18 mln Polaków, o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2019 r. spółka, działająca również w mniejszej skali w kilku krajach regionu, miała 1,53 mld zł przychodów (wzrost o 26 proc.) i 155,4 mln zł zysku operacyjnego, nieznacznie więcej niż rok wcześniej. Teraz będzie gorzej — jak podaje, około 70 proc. klientów zdecydowało się na zawieszenie kart w kwietniu w związku z zamknięciem klubów.

— Marzec był dla nas miesiącem wzrostowym, jednak skala była niższa niż w roku ubiegłym. Liczba wypowiedzeń umów z klientami nie jest istotna, a z oferty online korzysta ok. 30 proc. użytkowników kart. Jesteśmy w stałym kontakcie z klientami, którzy sygnalizują chęć wsparcia pracowników w okresie pracy zdalnej rozwiązaniami online, w związku z tym stale poszerzamy ofertę — mówi Bartosz Józefiak.

Spółka informuje, że na jej platformie internetowej dostępne są treningi, pogramy żywieniowe, warsztaty kulinarne, podcasty i webinaria z ekspertami czy kupony zniżkowe na ebooki i audiobooki.

Udostępnione mają być także kursy języka angielskiego, animacje dla dzieci i konsultacje dietetyczno-trenerskie. Płatności z tytułu czynszów jednak także dla niej są obciążeniem.

— Specustawa zwalnia najemców z czynszów w galeriach handlowych, co jest kluczowe dla zapewnienia wynajmującym ciągłości biznesu. To fundamentalna sprawa, bez niej po zakończeniu epidemii galerie handlowe mogą okazać się puste z powodu braku wynajmujących. Niestety nadal zdarza się, że pomimo klarowności przepisów spotykamy się z niezrozumieniem, co utrudnia finalizację rozmów. Z drugiej strony należy pochwalić tych wynajmujących, z którymi negocjacje w sprawie obniżki lub zawieszenia czynszów są już bardzo zaawansowane, i dostrzegamy pole do dialogu w tym zakresie — mówi Bartosz Józefiak.

Weryfikacja planów

Benefit Systems zapewnia, że obecnie nie rozważa zamykania klubów, ale „z większą ostrożnością” podchodzi do planu otwarć na ten rok. Liczy jednak, że po zniesieniu stanu epidemii klienci szybko wrócą do ćwiczeń w klubach.

— Wiele będzie zależeć od obostrzeń sanitarnych po zakończeniu lockdownu, które mogą wpływać m.in. na liczbę osób mogących bezpiecznie ćwiczyć w obiekcie w tym samym czasie. Dla nas kluczowe będzie bezpieczeństwo i komfort użytkowników, którzy już teraz sygnalizują potrzebę powrotu do ćwiczeń w klubach po epidemii. Jednocześnie w analizach uwzględniamy ewentualną społeczną nieufność wobec miejsc skupiających zbyt wiele osób. Wierzymy, że po epidemii zapotrzebowanie na ruch i aktywny styl życia może być wyższe od obserwowanego w minionych latach w okresie letnim — podkreśla Bartosz Józefiak.

Benefit Systems zaznacza, że „priorytetem jest utrzymanie stabilności działalności”, i optymalizuje koszty sprzedaży, ogólnego zarządu oraz klubów i spółek zagranicznych. O przetrwanie się nie boi, choć lockdown będzie miał znaczący wpływ na tegoroczne wyniki.

— W 2019 r. nasza działalność wygenerowała wysokie przepływy pieniężne z działalności operacyjnej, mamy niski poziom zadłużenia, a w naszych wynikach za pierwszy kwartał nie powinien jeszcze być widoczny wpływ epidemii. Na bieżąco monitorujemy, jak spływają należności — na razie odbywa się to bez znaczących zakłóceń. Współpracujemy z trzema bankami, mamy otwarte linie kredytowe. Przy przedłużającym się lockdownie w naszym przypadku wydaje się rozsądne, żeby w pierwszej kolejności myśleć o finasowaniu dłużnym — mówi Bartosz Józefiak.

Mniejsze firmy na rynku liczą, że współpraca i mówienie jednym głosem pomoże im przetrwać. Polska Federacja Fitness formalnie działa zaledwie od kilku tygodni, ale jej członków szybko przybywa.

— Zrzeszamy teraz 223 podmioty, które prowadzą ponad 450 klubów, czyli prawie 20 proc. rynku. Apelujemy do pozostałych, żeby się przyłączyli i nie byli sami w tym trudnym okresie — mówi Tomasz Napiórkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane