Ostatnie dwa lata były rekordowe dla polskiego rynku fuzji i przejęć. Wystarczy wspomnieć sprzedaż Polkomtela, czyli największą transakcję w historii polskiego rynku kapitałowego. Teraz jednak zadłużone państwa ledwo zipią, giełdy spadają, a nastroje inwestorów — pogarszają się. Kto by w takich okolicznościach chciał kupować lub sprzedawać firmy. A może właśnie teraz należy oczekiwać transakcji? Na wczorajszym forum „CEE M&A and Private Equity 2011” specjaliści byli dalecy od mówienia jednym głosem.
— Uważam, że rynek wciąż może być aktywny, bo kolejne projekty czekają w kolejce, choćby banki, wystawione przez właścicieli na sprzedaż. Ale nie można być tej aktywności pewnym, bo trudno o świeże przykłady deali. Nawet niedawna sprzedaż Dialogu Netii nie jest dobrym punktem odniesienia, bo jej finansowanie zostało uzgodnione wiele miesięcy wcześniej — mówi Jacek Chwedoruk, szef warszawskiego biura Rotschilda.
Zdecydowany pesymizm widać tymczasem u Piotra Kędry, dyrektora w funduszu Advent International.
— Za rosnącą niepewnością na rynkach pójdzie wzrost rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami cenowymi kupujących i sprzedających. Dlatego spodziewam się wyraźnego spadku liczby transakcji, zarówno pod względem liczby, jak i pod względem wartości — uważa Piotr Kędra.
Niepokój widać też u Bohdana Malaniuka, który odpowiada za przejęcia w czeskim koncernie energetycznym CEZ.
— Na pewno nie nastawiamy się na ekspansję. Zamierzamy natomiast odchudzić firmę z niektórych aktywów, na pewno tureckich, ale może też w innych krajach — zapowiada Bohdan Malaniuk.
W opozycji do świata „wielkich” transakcji widzi się z kolei Przemysław Bielicki z funduszu Royalton Partners.
— Ponieważ pracujemy przy mniejszych projektach, czynniki makro grają mniejszą rolę. Na pierwszy plan wysuwa się natomiast kwestia sukcesji w polskich firmach. Biznesmeni w wieku 50 i 60 lat nie mają ochoty przechodzić przez jeszcze jeden kryzys, dlatego wręcz przyśpieszają transakcje — przekonuje Przemysław Bielicki.
Przedstawiciele funduszy private equity są jednak zgodni co do tego, że mimo słabnącego rynku kupujący wciąż muszą ostro konkurować o najlepsze firmy.
— W Polsce oprócz funduszy private equity i inwestorów strategicznych w roli kupującego występuje często skarb państwa, poprzez kontrolowane przez siebie firmy. Silną konkurencję stanowią też najwięksi inwestorzy prywatni, czyli np. Jerzy Starak czy Zygmunt Solorz-Żak — wylicza Rafał Sosna, kierujący polskim biurem funduszu Penta. —
Przewiduję, że polski rynek odejdzie od sprzedawania firm na zasadzie aukcji, a pójdzie w stronę negocjacji „jeden na jeden”, z inwestorem wybranym na wcześniejszym etapie. Tak to wygląda na bardziejdojrzałych rynkach i tego chcemy — podkreśla Jacek Chwedoruk.
Zdaniem Krzysztofa Krawczyka, partnera w Innova Capital, niezależnie od przejściowych zawirowań polski rynek M&A będzie się rozwijał.
— Wciąż gonimy rozwinięte rynki zachodnie. A działalność private equity to maraton, a nie sprint — konkluduje Krzysztof Krawczyk.