BRANŻA MIĘSNA: BESSA NA CAŁEGO
Firmy przetwórcze mają małą szansę na odrobienie strat z I połowy roku
MIĘSO ZMIENIA WŁAŚCICIELA: Zdaniem prezesów Wojciecha Wtulicha (z lewej) z Farm Foodu oraz Przemysława Chabowskiego z Morlin, ten rok upływa pod znakiem przejęć i spekulacji o przejęciach. Tylko to może dzisiaj doprowadzić do zwyżki kursów akcji mięsnych spółek. fot. ARC
Akcje firm mięsnych wciąż zniżkują. Zdaniem specjalistów z branży, o wysokiej cenie walorów przetwórców mięsa można mówić tylko w przypadku tych spółek, które mają szansę na pozyskanie inwestora strategicznego.
Mięsne firmy mają małe szanse na odrobienie strat z pierwszego półrocza. W przypadku większości z nich kursy akcji spadają. Wyjątek stanowi Sokołów, który wciąż czeka na inwestora strategicznego.
Cena spekulacji
Przemysław Chabowski, prezes Morlin, uważa, że obecnie rynkowa wartość prawie wszystkich spółek mięsnych jest zbyt wysoka.
— Tam, gdzie pojawia się plotka o inwestorze, kurs akcji utrzymuje się na wysokim poziomie, mimo że realna wartość firmy jest bliska jej wartości księgowej — ocenia Przemysław Chabowski.
Prezes Morlin twierdzi, że jedyną firmą, którą zdecydowałby się kupić, są... właśnie Morliny.
Zainteresowanie spada
Ryszard Pietkiewicz, prezes Drosedu, uważa, że jedynie informacje spekulacyjne są w stanie wywołać zwyżkę kursów akcji mięsnych spółek i mogą to wykorzystywać niektóre firmy.
— Trudno jest też ocenić, w jakim stopniu jest to prawda, a w jakim tylko gra o podwyższenie ceny akcji — mówi Ryszard Pietkiewicz.
Zdaniem Wojciecha Wtulicha, prezesa Farm Foodu, kursy akcji mięsnych spółek nie są uzależnione od wyników osiąganych przez firmy.
— Nie powtórzy się już przypadek Morlin, kiedy to kilku inwestorów chciało nabyć akcje tej spółki. Teraz zainteresowanie drastycznie spadło. Jeśli w ogóle są chętni na którąś ze spółek mięsnych, to najwyżej po jednym na firmę — uważa Wojciech Wtulich.
Krzysztof Kozioł, rzecznik prasowy Animexu, ocenia, że wszystkiemu winna jest restrukturyzacja, trwająca obecnie w branży mięsnej. Na kursy ma również wpływ spadek rentowności oraz marż uzyskiwanych przez zakłady.
— Obecny kurs akcji odzwierciedla nieatrakcyjność tej branży. Inwestorzy interesują się takimi spółkami, które gwarantują im szybki zwrot zainwestowanego kapitału — ocenia Krzysztof Kozioł.
Trudny rok
Wojciech Wtulich uważa, że ten rok jest najgorszy z ostatnich dziesięciu w branży mięsa czerwonego.
— Firmy pracują teraz już nie na wynik, lecz na utrzymanie płynności finansowej. W przypadku jednocyfrowej inflacji, jaką przewiduje się w tym roku, podniesienie cen wyrobów równałoby się utracie rynku, na co nie możemy sobie pozwolić — mówi prezes Wtulich.
Jego zdaniem, w tym roku opłacalność w branży już się nie zmieni. Małe są też szanse na odrobienie strat z pierwszego półrocza.
Większe na to nadzieje ma jednak Ryszard Pietkiewicz z Drosedu, działającego w branży drobiarskiej.
— Są sygnały, że podaż maleje. Musi to doprowadzić do poprawy rentowności. Ustabilizowała się już cena tuszek, rynek musi więc zareagować poprawą koniunktury — ocenia prezes Drosedu.