Bruksela ratuje branżę pożyczkową

Komisja Europejska zamroziła prace nad ustawą antylichwiarską do 30 września. Firmy odetchnęły

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Sejm musi wstrzymać prace nad ustawą antylichwiarską
  • Jakie mogą być dalsze losy tej ustawy
  • Jakie były kulisy powstawania projektu i jego zmian

Bruksela ratuje branżę pożyczkową

opublikowano: 18-07-2019, 22:00

Komisja Europejska zamroziła prace nad ustawą antylichwiarską do 30 września. Firmy odetchnęły

Jest kolejny zwrot w pracach nad ustawą antylichwiarską, które najpierw przypominały film akcji z elementami grozy, a teraz bliższe są taniej farsy. „W związku z przedstawieniem Sejmowi projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie, notyfikowanego Komisji Europejskiej (…), uprzejmie informuję, że Komisja Europejska nie wyraziła zgody na zastosowanie trybu pilnego w odniesieniu do rzeczonego dokumentu. Jednocześnie informuję, że wyznaczony przez Komisję Europejską okres obowiązkowego wstrzymania procedury legislacyjnej upływa w dniu 30 września 2019 r.” — pismo tej treści wpłynęło wczoraj do marszałka Marka Kuchcińskiego.

Zbigniew Ziobro
Fot. Marek Wiśniewski

List podpisał Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Informacja trafiła do sekretariatu marszałka dwa dni przed pierwszym czytaniem projektu. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, już przekazując nowelizację do Sejmu, rząd wiedział, że nie ma zgody Brukseli na szybką ścieżkę i bezpieczniej będzie nie rozpatrywać ustawy. O co w tym wszystkim chodzi? To pytanie, które rynek finansowy, i nie tylko, zadaje sobie od połowy czerwca. Spróbujmy poszukać odpowiedzi.

Pierwsze podejście

Warto na początek uporządkować fakty, a w tym celu trzeba cofnąć się do 8 grudnia 2016 r., kiedy na stronach rządu pojawił się projekt nowelizacji ustawy antylichwiarskiej autorstwa resortu sprawiedliwości, drastycznie zaostrzający limity cenowe dla pożyczek. Ministerstwo zaprosiło do dyskusji różne środowiska, m.in. organizacje frankowiczów, ale żadnej izby reprezentującej pożyczkodawców. Czasu na rozmowy o projekcie było mało — tylko dwa tygodnie. Na rynku pojawiły się wówczas spekulacje, że nowelizacja stanowi element rozgrywki między Zbigniewem Ziobrą, ministrem finansów, a Mateuszem Morawieckim, wtedy wicepremierem odpowiedzialnym za resorty gospodarcze.

Trzeba dodać, że obowiązująca wówczas ustawa antylichwiarska została przygotowana przez Ministerstwo Finansów w rządzie PO-PSL. Zbigniew Ziobro, włączając się do gry, wypełniał zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego z kwietnia 2016 r. „Państwo ma obowiązek ludzi przed lichwą i takim wyzyskiem bronić. I obiecuję, że bez względu na różne opory i płacze, zapewne także w naszym obozie, uwolnimy Polaków z tej niewoli”. Projekt stawiał w trudnej sytuacji wicepremiera, byłego prezesa banku, gdyż trudno było mu otwarcie krytykować rozwiązania prospołeczne. Mateusz Morawiecki zdawał sobie jednak sprawę, że rynek zostanie przeregulowany i branża pożyczkowa zostanie mocno zredukowana. Przeciwników nowelizacji było więcej.

Ostro w sprawie projektu wypowiedziały się: resort finansów, NBP, rzecznik konsumentów, a gwoździem do trumny regulacji była opinia Henryka Kowalczyka, sekretarza Komitetu Stałego Rady Ministrów: „Nie dokonano kompleksowej rzetelnej analizy prawno-ekonomicznej rynku finansowego na gruncie dotychczasowego stanu prawnego, a także nie przedstawiono szerszych skutków regulacji”. Projekt trafił do kosza, ale Zbigniew Ziobro z antylichwy nie zrezygnował. W złagodzonej formie koncpecja wróciła w tym roku — 18 czerwca rząd zatwierdził pomysł resortu sprawiedliwości, żeby obniżyć koszty pożyczek z 55 proc. do 45 proc. Branży pożyczkowej regulacja się nie podobała, ale mogłaby z nią żyć. Niespodziewanie tydzień później rząd w ramach tzw. reasumpcji, narzędzia stosowanego nadzwyczaj rzadko, dokonał zmian w projekcie, obniżając koszty pożyczek do 20 proc.

Minister ograł premiera

Dlaczego szef rządu zgodził się na zaostrzenie regulacji, przeciwko którym protestował półtora roku wcześniej? Nie jest jasne, kto zawnioskował o reasumpcję projektu. Z komunikatu po posiedzeniu rządu wynika, że wniosek złożył Zbigniew Ziobro. Z kolei resort sprawiedliwości twierdzi, że była to wspólna inicjatywa premiera i ministra sprawiedliwości. Część naszych rozmówców przyjmuje tezę o wspólnym ojcostwie antylichwiarskiej noweli. Wskazują, że podczas kampanii wyborczej premier będzie mógł zaprezentować się nie jako eksbankowiec, ale polityk wrażliwy społecznie. Na Śląsku (w Katowicach jest pierwszy na liście wyborczej) mieszka najwięcej dłużników z problemami. Inni uważają, że premier po prostu dał się ograć ministrowi sprawiedliwości. Według naszych źródeł podczas posiedzenia rządu Zbigniew Ziobro miał zarzucić Mateuszowi Morawieckiemu, że nie zgadza się na przyjęcie ostrych regulacji, gdyż jest rzecznikiem branży finansowej, a nie zwykłego człowieka.

— Presja była na tyle duża, że premier ustąpił — relacjonuje jeden z naszych rozmówców.

— Nieprawdą jest, jakoby minister sprawiedliwości zarzucił premierowi, że chroni interesy branży finansowej, a nie konsumentów. W rządowej dyskusji nad ustawą antylichwiarską to sam premier Mateusz Morawiecki polecił obniżyć o ponad połowę zaproponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości górne limity kosztów pozaodsetkowych — stwierdza resort sprawiedliwości w stanowisku wysłanym do „PB”.

Kilka dni później, podczas kongresu PiS, Zbigniew Ziobro podziękował Mateuszowi Morawieckiemu. Kiedy na rynku zaczęły się mnożyć głosy, że regulacja wykończy legalny rynek pożyczkowy w Polsce, minister odbił piłeczkę w stronę premiera.

„Premier, który jest przecież bankowcem, który jak nikt inny zna się na finansach w naszym środowisku, ma zaplecze eksperckie, wyraził opinię, że pierwotny projekt, który przygotowaliśmy, jest możliwy do przeprowadzenia. Gdy to usłyszałem, to był miód na moje serce. Dlatego ponownie wniosłem projekt w wersji pierwotnej, wiedząc, że pan premier jest odpowiedzialny za to, co mówi, jako nadzorujący resorty gospodarcze — choć te resorty wcześniej mnie krytykowały za zaostrzenie. Więc cieszę się, podziękowałem panu premierowi, ufam jego ocenie jako eksperta ze sfery bankowości” — powiedział minister Zbigniew Ziobro dla Money.pl.

Mateusz Morawiecki znalazł się w szachu, bo przestał być postrzegany jako premier rozumiejący rynek. Nie mógł też wziąć w obronę branży pożyczkowej, gdyż zostałby okrzyknięty banksterem.

Wilk syty i owca cała

Resort sprawiedliwości kuł żelazo póki gorące: skierował projekt na ścieżkę szybkiej notyfikacji do Komisji Europejskiej, choć jest to procedura zastrzeżona dla aktów prawnych rzeczywiście wymagających pilnej interwencji. Nie oglądając się na Brukselę, resort przesłał do Sejmu nowelizację, która została włączona do porządku obrad i dzisiaj po południu ma/miała być głosowana. Czy do pierwszego czytania dojdzie — nie wiadomo.

W piśmie Łukasza Piebiaka, wiceministra sprawiedliwości, do Marka Kuchcińskiego, marszałka Sejmu, jest mowa o obligatoryjnym wstrzymaniu prac legislacyjnych, ale są już precedensy, że ustawy były rozpatrywane w trakcie oczekiwania na notyfikację. Po co jednak czytać projekt, na którego uchwalenie szanse są tylko teoretyczne? Bruksela najwcześniej wypowie się w sprawie na początku października, na kilkanaście dni przed wyborami. Na październik zaplanowane jest jedno posiedzenie Sejmu i organizacja dodatkowego tylko dla ustawy antylichwiarskiej wydaje się wątpliwa.

— Pośpiech nad ustawą podyktowany jest względami politycznymi. Autorzy projektu, którzy startują w wyborach, będą mogli chwalić się, że skutecznie walczyli z lichwą — sugeruje jeden z naszych rozmówców.

Sam premier o antylichwie po reasumpcji projektu już się nie wypowiedział, choć wcześniej mówił o pułapkach zastawianych przez pożyczkodawców na emerytów. Decyzja Brukseli jest mu bardzo na rękę. Oddala widmo bankructwa branży, która — niezależnie od moralnej oceny — płaci podatki i stanowi ważne źródło finansowania dla wykluczonych z rynku bankowego. Z drugiej strony podczas kampanii Mateusz Morawiecki będzie mógł wymachiwać sztandarem walki z lichwą, choć szeryfem zwalczającym lichwiarzy i tak jest minister Ziobro i jego zastępcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg