Dwóch cenionych w branży fachowców zasiliło kulejącą spółkę
Skarb chciał mieć w radzie Polic ludzi, którzy sprawdzili się w trudnych sytuacjach biznesowych. Mają dwa lata.
Skarb państwa wprowadził wczoraj do rady nadzorczej Zakładów Chemicznych Police ludzi do zadań specjalnych. Decyzją walnego zgromadzenia w jej skład weszli Marek Mroczkowski, były wiceprezes do spraw finansów PKN Orlen i były prezes Możejki Nafta, oraz Zygmunt Kwiatkowski, były prezes Zakładów Azotowych Puławy. Zastąpili oni Halinę Trzcińską oraz Roberta Małłka. Ich misja potrwa aż do momentu zatwierdzenia przez akcjonariuszy sprawozdania finansowego z roku 2012.
Wyzwanie w sam raz
Przed nowymi członkami rady jest trudne zadanie uratowania Polic przed upadłością. Spółka jesienią 2008 r. utraciła płynność finansową i walczy o przetrwanie.
— Sytuacja Polic jest gorsza niż sytuacja Puław w 2002 r. Trzeba wyciągnąć ten statek z głębokiego zanurzenia i skierować na spokojne wody. Mam wystarczająco dużo sił, by się tego podjąć. Wiele rozwiązań, które zastosowaliśmy w Puławach, by poprawić ich kondycję finansową, można zaadaptować do ratowania Polic — mówi Zygmunt Kwiatkowski.
Z Puławami Zygmuntowi Kwiatkowskiemu się udało. Na przełomie 2001-02 r. Azoty miały stratę netto wysokości 129 mln zł. Na koniec 2002 r. udało się ją zminimalizować, a w pierwszym półroczu 2003 r. Puławy miały już zysk wysokości 57 mln zł. Warto wspomnieć, że puławska firma, podobnie jak Police obecnie, musiała uporać się z zadłużeniem wobec Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) z tytułu dostaw gazu, wynoszącym 130 mln zł. Spłaciła je w 2005 r. Police w 2009 r. miały stratę netto wysokości 423,7 mln zł i zobowiązania wobec PGNiG o podobnej wartości. Zygmunt Kwiatkowski podkreśla, że dopóki nie ogłoszo- no upadłości Polic, szansa na uratowanie także tej spółki istnieje, ale trzeba rozejrzeć się za inwestorem dla niej.
— Nie stawiałbym na fundusze. Spółkom chemicznym potrzebni są inwestorzy branżowi, także Policom. To priorytetowe zadanie —podkreśla Zygmunt Kwiatkowski.
Jaki inwestor byłby najlepszy?
— Problemem Polic są surowce. Nie chodzi tutaj tylko o gaz, ale o fosforyty, sól potasową. Spółka powinna mieć do nich dostęp — mówi Zygmunt Kwiatkowski.
Police wielokrotnie narzekały na wysokie ceny dyktowane przez dostawców, głównie z Afryki Północnej i Rosji. Ponadto dysponenci surowców sami wytwarzają nawozy, z którymi polska spółka nie jest w stanie konkurować ze względu na ich niskie koszty produkcji. Z tego powodu alians z partnerem ze Wschodu mógłby Policom przynieść poza zastrzykiem kapitału także inne korzyści.
Tak się składa, że Zygmunt Kwiatkowski w ostatnich latach doradzał firmom chemicznych w Rosji, Kazachstanie, Gruzji oraz na Ukrainie. Czy tam będzie szukał partnerów?
— Kierunek geograficzny nie jest istotny — ucina Zygmunt Kwiatkowski.
Dostęp do surowców
Zygmunt Kwiatkowski nie jest natomiast zwolennikiem łączenia spółek przed prywatyzacją [skarb rozważał połączenie Polic i Puław — przyp. red.].
— Tę decyzję trzeba zostawić przyszłemu inwestorowi — dodaje Zygmunt Kwiatkowski.
Czy, jego zdaniem, istnieje potrzeba zmian w zarządzie Polic?
— Jeszcze nie potrafię tego ocenić. Trzeba zapoznać się z dokumentami spółki, porozmawiać z członkami zarządu — stwierdza Zygmunt Kwiatkowski.
Zdania w tej sprawie nie ma też na razie Marek Mroczkowski.
— Chciałbym na razie ograniczyć się z komentarzami. Proszę pozwolić mi zapoznać się ze spółką. Mogę jedynie przyznać, że już paru wyzwań w życiu się podjąłem, Police będą kolejnym — mówi Marek Mroczkowski.
Analitycy chwalą decyzję walnego.
— To bardzo dobra wiadomość. Przebieg kariery tych osób świadczy o tym, że mają duże doświadczenia i kwalifikacje. Nadadzą nowy kierunek zmianom w Policach. Ważne, że spółka najgorsze ma już za sobą — mówi Rafał Salwa, niezależny analityk.
Akcje spółki zdrożały wczoraj o 4,45 proc.
Anna
Bytniewska