Brzydkie słowo na „p”

Adam Sofuł
opublikowano: 18-10-2007, 00:00

Kampania miała być bardzo ostra i brutalna — i jest. Padają najcięższe i najbrzydsze słowa. Na finiszu rozgorzał spór o jedno z takich brzydkich słów. Tym razem rozpoczyna się na literę „p”. Dla obecnej ekipy słowo najbrzydsze z możliwych — prywatyzacja. Chodzi o szpitale. Spierają się Platforma Obywatelska, która prywatyzację szpitali ma w swoim programie i jej nie ma, oraz Prawo i Sprawiedliwość, dla której to partii prywatyzacja szpitali jest możliwa, aczkolwiek wykluczona.

Kreowany przez PiS wizerunek szpitali, które nie przyjmują pacjenta, dopóki nie zobaczą jego karty kredytowej, jest tyleż sugestywny, co nieprawdziwy. Prywatne szpitale już w Polsce funkcjonują, wiele z nich ma podpisane kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia i — co dla PiS może być niespodzianką — przyjmują pacjentów w ramach kontraktu bez dopłat. Gdy kontrakt się skończy, owszem przyjmują za dodatkową opłatę, podobnie jak szpitale publiczne, które jednakże częściej ustawiają pacjentów w wieloletnie kolejki. Warto również przypomnieć, że dopłaty za dodatkowe świadczenia są też w placówkach publicznych.

Prywatyzacja szpitali zakończyłaby się katastrofą dla pacjentów — grzmi premier Jarosław Kaczyński, skutecznie zapewne pognębiając politycznych rywali. Tyle że w ten sposób zamyka dyskusję nad jednym z wartych przynajmniej rozważenie sposobów poprawy sytuacji w służbie zdrowia, większej efektywności jej funkcjonowania itp. Ale w kampanii nie chodzi o rozwiązywanie problemów, tylko o ekscytację brzydkimi słowami. Także tymi na „p”.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu