Polska złożyła w UE dokumenty potrzebne do uzyskania nowej kwalifikacji dotyczącej BSE. Na rozpatrzenie sprawy Bruksela ma pół roku, a od jej decyzji zależy, czy eksport wołowiny do Unii zostanie odblokowany.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej przewiduje nową klasyfikację państw pod kątem stopnia zagrożenia występowaniem choroby szalonych krów — BSE. Obejmie ona nie tylko państwa „piętnastki”, ale także te kraje, które chcą eksportować wyroby na rynek unijny. Polska ma więc szansę na zmianę niekorzystnej decyzji Komitetu Sterującego Komisji Europejskiej, który zaliczył nasz kraj do trzeciej grupy państw — o najwyższym stopniu ryzyka występowania BSE.
— Odesłaliśmy do Brukseli kwestionariusze. To pozwoli Komitetowi Sterującemu na określenie, w jakim stopniu Polska wypełnia zobowiązania co do monitoringu zwierząt — wyjaśnia Iwona Zawinowska, zastępca głównego weterynarza kraju.
Na werdykt Bruksela ma pół roku, ale zastrzega sobie możliwość przedłużenia tego okresu o sześć miesięcy.
— Naszym głównym argumentem na przejście do niższej grupy było wprowadzenie tzw. planu B, czyli uboju i badania bydła powyżej 24. miesiąca. Teraz jednak ze względu na kłopoty finansowe wystąpiliśmy do ministra rolnictwa z propozycją podwyższenia wieku badanych zwierząt — podkreśla Iwona Zawinowska.
Badaniom będą podlegać wszystkie zwierzęta przeznaczone do uboju powyżej 30. miesiąca oraz z tzw. grupy ryzyka powyżej 24. miesiąca.
Decyzja Komitetu Sterującego budziła wątpliwości, chociażby z tego względu, że w Polsce nie zarejestrowano ani jednego przypadku choroby. Zdaniem krajowych dyplomatów, umieszczenie naszego kraju w tej samej grupie państw co Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, gdzie wielokrotnie zanotowano wypadki choroby, było decyzją stricte polityczną. Aby ją zmienić, Polska rozpoczęła realizację najpierw tzw. planu A, który polegał na uboju oraz badaniu wszystkich sztuk bydła powyżej 30. miesiąca, później planu B, czyli uboju i badaniu wszystkich sztuk powyżej 24. miesiąca.
Koszty tej operacji są niebagatelne. Wydano już na ten cel 184 mln zł. Niepewność w sprawie klasyfikacji oraz olbrzymie koszty związane z badaniami zmusiły rząd do szukania oszczędności także w badaniach bydła.
Okiem eksperta
To już koniec
Zawirowania na unijnym rynku oraz polityka makroekonomiczna sprawiły, że w Polsce praktycznie nie ma produkcji wołowiny. Z 600 tys. sztuk krzyżówek rasy mleczno–mięsnej pozostało zaledwie kilkanaście tysięcy. W przypadku cofnięcia oskarżenia na eksport mogą liczyć zaledwie żywe cielęta do Włoch. Badanie ubijanego bydła w kierunku BSE potrzebne jest głównie do produkcji wędlin. Polski rząd powinien jednak zadbać, by pieniędzy na testy nie zabrakło. Trzeba też rozwiązać problem ubojni, które nie spełniają unijnych standardów.
Dla producentów mięsa dużo ważniejszą sprawą było umieszczenie Polski na liście krajów wolnych od pomoru świń. Brak decyzji w tej sprawie przez wiele lat blokował eksport wieprzowiny i przetworów wieprzowych na rynki UE. Kilkuletnia walka została jednak uwieńczona sukcesem.
Stanisław Zięba
sekretarz Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięs