Budimex chciał pomóc na A4

Spółka zaoferowała siebie jako podwykonawcę bankrutujących firm. „Nie” — powiedziała drogowa dyrekcja.

Budimex — jedna z największych w Polsce firm budowlanych — autostradowym podwykonawcą?

— Czemu nie? Zgłosilismy się jako podwykonawca firm Hydrobudowa i Radko, by pomóc im w dokończeniu prac na trasie A4 — mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

Stanowcze „nie”

Hydrobudowa jest wykonawcą odcinka autostrady A4 Krzyż — Dębica Pustynia, ale z powodu problemów finansowych od miesięcy nie jest w stanie realizować kontraktu. Radko natomiast przed laty wygrało przetarg na trasę Rzeszów Zachodni — Rzeszów Centralny, ale też sobie nie poradziło.

— Budimex wykonuje środkowy odcinek: Dębica Pustynia — Rzeszów Zachód, więc łatwo byłoby nam wejść w realizację sąsiednich tras — twierdzi Dariusz Blocher. Jednak Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) powiedziała „nie”.

W podwykonawczych umowach Budimeksu z Hydrobudową i Radko niektóre roboty wyceniono wyżej niż w umowach o generalne wykonawstwo, które przed laty podpisały z dyrekcją Hydrobudowa i Radko.

— W trakcie realizacji kontraktu, trwającej 2-3 lata, często okazuje się, że jedne prace są wykonywane taniej, niż pierwotnie oceniano, a inne drożej. Państwo oszczędziłoby natomiast, bo obie budowy stoją — podkreśla prezes Budimeksu.

Państwo dopłaci

Dyrekcja obawiała się, że faktycznie to ona będzie musiała dopłacić różnicę między cenami przewidzianymi w oferach Hydrobudowy i Radko a faktyczna stawką zaproponowaną przez Budimex, więc odrzuciła jego ofertę jako podwykonawcy. Postanowiła też wyrzucić Radko z budowy i teraz — jak przyznaje Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA, zastanawia się, co zrobić z kłopotliwym kontraktem. Dyrekcja rozważa kilka rozwiązań, m.in. przekazanie budowy sąsiednim wykonawcom, czyli na przykład Budimeksowi, albo ogłoszenie nowego przetargu. W przypadku kontraktu Hydrobudowy wciąż wierzy, że firmie uda się porozumieć z wierzycielami w ramach układowej upadłości i sama wróci na budowę. Tymczasem eksperci uważają, że dokończenie budowy autostrad przez firmy mające doświaczenie na autostradowym rynku ma sporo plusów. — Jeśli rzeczywiście chcemy mieć szybko i dobrze zbudowane autostrady, to dokończenie ich przez duże, wiarygodne firmy, występujące w roli podwykonawców firm, które same sobie nie radzą z kontraktami, jest dobrym rozwiązaniem. Z pewnością będzie to dla państwa droższe, ale już nikt chyba nie ma złudzeń, że za ceny przewidziane w kontraktach uda się zbudować autostrady. Będzie też tańsze niż rozwiązywanie obecnych umów wykonawczych, ogłaszanie nowych przetargów i szukanie nowych wykonawców — ocenia Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Groźny precedens

Takie rozwiązanie, poza tym, że z przyczyn formalnych trudne w realizacji, niesie jednak sporo zagrożeń. — Będzie skłaniać do zmów cenowych. W nowych przetargach mogą występować firmy oferujące niskie ceny, a po wygranej będą brać podwykonawców, którzy zaproponują ceny wyższe niż przewidziane w zwycięskiej ofercie i dyrekcja będzie w nieskończoność dopłacać do kontraktów — mówi Wojciech Malusi. Lech Witecki, szef dyrekcji, zapowiedział jednak niedawno na łamach „Pulsu Biznesu”, że w nowych przetargach ceny z ofert będą waloryzowane o podawany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik wzrostu cen materiałów, więc firmy nie będą miały powodu do zmów i brania droższych podwykonawców. Gdyby waloryzację, zgodnie z postulatami wykonawców, wprowadzono w obecnie realizowanych kontraktach, nie byłoby tak wielu problemów z ich ukończeniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Budimex chciał pomóc na A4