Wciąż niełatwo jest prowadzić biznes w Polsce. Zamiast barier warto więc, wzorem liderów, budować koła. Zamachowe. Gospodarka rozwija się dynamicznie, ale mogłaby bardziej. Zwykle rządzący przyjmują zasadę „grunt to nie szkodzić” i utrzymują prawne status quo. A przedsiębiorcy główkują, jak tu ominąć rozmaite bariery: w regulacjach prawnych, w podatkach, w urzędach. Niektórych nie da się przeskoczyć, trzeba je po prostu zlikwidować.
Przykładem są zapowiedziane jednoznaczne, obowiązujące interpretacje przepisów, wydawane przez organy podatkowe. O sektor MSP warto dbać, bo to narodowy skarb, czyli jakieś 98 proc. firm w Polsce, które generują ponad 50 proc. całego zatrudnienia. Tymczasem raport Banku Światowego „Doing Business 2006”, klasyfikuje Polskę na 54. miejscu wśród 155 przebadanych państw pod względem przyjazności dla biznesu...
Znaleźliśmy się między Wyspami Salomona a Nepalem, a za państwami z regionu, z którymi rywalizujemy o inwestycje zagraniczne. Niemcy są na 19. miejscu, Litwa na 15., Estonia na 16., Łotwa na 26., Słowacja na 37., a Czechy na 41. Jak wyliczyli eksperci, otwarcie własnej firmy w Polsce zwykle zajmuje 31 dni i wymaga spełnienia 10 procedur. W Nowej Zelandii, która jest liderem rankingu, te formalności zajmują 12 dni i wymagają spełnienia jedynie 2 procedur.
Oczekując elastyczności od rządzących, warto też dać więcej od siebie. Stąd istotna rola organizacji zrzeszających prywatnych pracodawców oraz pojedynczych przedsiębiorców, na bieżąco monitorujących proces legislacyjny. Na razie wciąż powracające grzechy główne: niestabilność prawa, biurokracja, niewiedza urzędników, psują w Polsce atmosferę proinwestycyjną. Do tego nawiążą uczestnicy konferencji „Usuwanie barier w biznesie”. Co ważne, nie pozostawią pytań bez odpowiedzi, pokażą, co i jak można zmienić. Choćby według wzoru Wielkiej Brytanii, ojczyzny Cherie Booth i numeru 9. w rankingu Banku Światowego.



