Budować, wątpić, żyć

Odszedł miliarder, który stanowił biznesową oś III RP. Nie umiał liczyć, ale umiał mnożyć i dzielić, połączyć polityków i Lizbonę z Warszawą

Tego lata Jan Kulczyk, bawiąc w interesach w Rzymie, odwiedził watykańskie katakumby i grób św. Piotra. Tam przypadkowo spotkał doktoranta znad Wisły. Od słowa do słowa, wywiązała się dyskusja. Szykującego się do wieczornego powrotu tanimi liniami do Polski naukowca Jan Kulczyk spotkał ponownie kilkanaście godzin później — zawiózł go do kraju na pokładzie własnego odrzutowca. To właśnie cały Jan Kulczyk: przez wielu kojarzony jedynie z liczeniem kolejnych miliardów i rozległymi koneksjami na linii biznes — polityka, co rusz grał stereotypom na nosie. Jak wówczas, gdy przytulał płaczącą ze wzruszenia Zofię Klepacką, po tym jak zwrócił jej zlicytowany wcześniej na cele dobroczynne olimpijski medal. Zostawia po sobie mit potężnego miliardera i dobroczyńcy w iście zachodnim stylu, dla którego filantropia to element wizerunku, ale też przykład do naśladowania?

Budować, wątpić, żyć

opublikowano: 29-07-2015, 22:00

Odszedł miliarder, który stanowił biznesową oś III RP. Nie umiał liczyć, ale umiał mnożyć i dzielić, połączyć polityków i Lizbonę z Warszawą

Tego lata Jan Kulczyk, bawiąc w interesach w Rzymie, odwiedził watykańskie katakumby i grób św. Piotra. Tam przypadkowo spotkał doktoranta znad Wisły. Od słowa do słowa, wywiązała się dyskusja. Szykującego się do wieczornego powrotu tanimi liniami do Polski naukowca Jan Kulczyk spotkał ponownie kilkanaście godzin później — zawiózł go do kraju na pokładzie własnego odrzutowca. To właśnie cały Jan Kulczyk: przez wielu kojarzony jedynie z liczeniem kolejnych miliardów i rozległymi koneksjami na linii biznes — polityka, co rusz grał stereotypom na nosie. Jak wówczas, gdy przytulał płaczącą ze wzruszenia Zofię Klepacką, po tym jak zwrócił jej zlicytowany wcześniej na cele dobroczynne olimpijski medal. Zostawia po sobie mit potężnego miliardera i dobroczyńcy w iście zachodnim stylu, dla którego filantropia to element wizerunku, ale też przykład do naśladowania?

Jan Kulczyk
Jan Kulczyk

— Nie… mit to zła ścieżka myślenia, mit jest bliski mitomanii — tak kilka lat temu gasił ten wątek sam Jan Kulczyk, w reportażu w „PB Weekend” . Kulczyka można nie lubić, ale nie można mu odmówić talentu, odwagi, umiejętności interpersonalnych, gestu i tego, że ten legendarnymilion dolarów od ojca rozmnożył jak nikt w gospodarczej historii Polski.

Młode barki

Środowy poranek zastał kluczowych menedżerów Kulczyk Holding i Kulczyk Investments w rozjazdach i na wakacjach. Wiedzieli, że pod koniec lipca szef ma zaplanowaną operację w Wiedniu. W sierpniu miał znów wrócić na biznesowe salony. — To nie był tylko szef. Również mentor, przyjaciel, człowiek z osobowością, wizją — mówi Jarosław Sroka, wieloletni członek zarządu Kulczyk Investments. Wewnątrz wehikułów inwestycyjnych Jana Kulczyka nie ma oznak paniki, wyrwy, spadania w przepaść. Jest smutek, szok — to oczywiste. Jan Kulczyk był największym aktywem swoich biznesów? I tak, i nie. Miliarder, pytany np. o tajniki Excela, odpowiadał: — Ja nie umiem liczyć, gdybym umiał liczyć, to byłbym księgową w Hucie Lenina. Ale znam i pracuję z takimi, co umieją liczyć lepiej od tej księgowej. Zawczasu wskazał tego, kto po nim weźmie na barki zarządzanie miliardami. Sebastian Kulczyk o tym, że wejdzie na biznesowy piedestał, dowiedział się 4 lata temu. Jan Kulczyk tak tłumaczył ten ruch swoim współpracownikom: „Muszę wprowadzić do wielkiego biznesu Sebastiana już teraz, póki jestem w pełni sił, póki mi się chce”. Emerytura? Nigdy jej nie planował, zakładał jedynie, że z czasem zupełnie wyłączy się z operacyjnego zarządzania interesami, pozostawiając sobie współdecydowanie w strategicznych sprawach.

Tak jak to zrobił jego ojciec. Henryk Kulczyk, weteran AK, stworzył podwaliny pod sukcesy Jana. Nie tylko milionem dolarów, który zarobił m.in. na handlu kwiatami, owczą wełną i środkami chemicznymi. To Henryk Kulczyk pokazywał synowi, jak obracać się w różnorodnym środowisku, nie tracić gruntu na ruchomych piaskach w handlu na linii PRL — RFN, zarządzać ryzykiem w kontaktach z machiną państwową. Zabierał syna na kluczowe negocjacje. Podczas jednych z nich junior poznał kluczową zasadę biznesu: najpierw trzeba umiejętnie mnożyć, potem umiejętnie dzielić. Mnożenie na dobre zaczęło się w 1982 r. od jednej z pierwszych firm polonijnych. Interkulpol sprzedawał na Zachód m.in. kultową, różową pastę BHP.

Szło nieźle — Jan Kulczyk, związany z Poznaniem doktor prawa międzynarodowego, postanowił się usamodzielnić. W początkach III RP przyjął za pewnik, że Polacy będą chcieli i mogli żyć, konsumować tak jak ludzie na Zachodzie. Stąd decyzja o stworzeniu sieci dilerskiej Volkswagena i kupnie podupadłych Browarów Wielkopolskich, które będzie procentowało dla kolejnego pokolenia: browary po restrukturyzacji trafiły w ręce SABMillera w zamian za pakiet akcji dla Kulczyka.

C’est la vie

— Połączę Lizbonę z Warszawą — powiedział biznesmen na forum publicznym w 1993 r., wzbudzając głównie uśmiechy politowanianad spodziewaną katastrofą projektu Autostrady Wielkopolskiej. Ale to on miał rację. Już jako miliarder przejął pakiet udziałów w Telekomunikacji Polskiej i Warcie, wzmocnił Polską Telefonię Cyfrową, zainwestował w Orlen, Polenergię, wydobycie ropy m.in. w Azji i Afryce, nieruchomości komercyjne, Ciech, Pekaes. Wyróżnik: zawsze szukał dużych projektów, w których zarobić można było m.in. na dofinansowaniu, restrukturyzacji i branżowych mariażach. Robił na tym świetny interes, pomnażając wartość spółek, ale narażając się na krytykę za bliskie relacje z politykami wszelkiej maści. Komentarz głównego bohatera: „Nie znam się na polityce”. Zażyłości z politykami jednak się nie wypierał, argumentując, że przecież biznesu nie robi się z komputerami, ale z ludźmi. A ludzi nigdy nie miał dość: tego lata przez jacht i posiadłości miliardera we Włoszech, Francji czy Londynie przewinęły się setki gości. Gospodarz, swoim zwyczajem, biesiadował z nimi zwykle do 2-3 w nocy.

— Ja jestem towarzyskie zwierzę — tłumaczył w „PB”. Po czym wstawał o 9-10 rano, jadł, ćwiczył i zaczynał nową rundę pracy nad dokumentami lub krótkimi spotkaniami, np. w samolocie — w powietrzu spędzał 800 godzin rocznie. W bezpośredniej rozmowie lubił dywagować, prowokować, szukać tylnych wyjść, podawać w wątpliwość. Nie żałował tej słabości, choć mówił: „Gdybym nie wątpił, na światowej liście miliarderów «Forbesa» pewnie byłbym pierwszy”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński