Budowlańcy mają pod górkę

opublikowano: 17-10-2017, 22:00

Nie dość, że firmy borykają się z brakami kadrowymi, to jeszcze inżynierowie tracą czas na biurokrację.

Rządowe instytucje rozstrzygnęły ostatnio wiele przetargów, wypełniając portfele firm budowlanych.

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu
Zobacz więcej

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu Grzegorz Kawecki

Widać to zwłaszcza w kontraktach kolejowych. Deloitte wyliczył, że w pierwszym półroczu 2016 r. portfele Trakcji, Torpolu i ZUE, czyli głównych budowniczych kolei sięgnęły 2,3 mld zł, a w tym samym okresie tego roku — 6,5 mld zł. Po uwzględnieniu Budimeksu, który wzmacnia pozycję na rynku kolejowym, tegoroczna pula jest o 1,5 mld zł wyższa. Wysokie ceny materiałów i brak kadry utrudniają jednak realizację zleceń.

— W przyszłym roku chcemy zatrudnić tysiąc pracowników — mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu. Niedawno w „PB” mówił, że podkupowanie kadr innym firmom nie ma sensu. Obecnie bierze już pod uwagę ten scenariusz. Zakłada, że połowę pracowników znajdzie wśród Ukraińców, a połowę przejmie od podwykonawców.

— Jeśli będzie trzeba, podkupimy pracowników od podwykonawców,ale nie własnych, lecz pracujących dla konkurencji — twierdzi Dariusz Blocher.

Menedżerowie podkreślają, że brakuje robotników, a inżynierowie i pracownicy techniczni coraz więcej czasu muszą poświęcać na biurokrację. Jarosław Tomaszewski, prezes Trakcji, uważa, że biurokracja i niespójne przepisy to jeden z najważniejszych problemów w realizacji inwestycji. Część przedsiębiorców, np. Torpol, zamierza tymczasowo ściągnąć do Polski pracowników delegowanych do innych krajów.

Myśli też o tym Trakcja, która może zachęcić do przyjazdu do Polski część załogi spółki z Litwy. To jednak głównie specjaliści z rynku drogowego, na którym działalność próbuje zdywersyfikować spółka. Budimex natomiast zatrudnia ponad tysiąc osób w Niemczech. Realizują tam m.in. kontrakty prefabrykacyjne.

— Płacimy im 1,7 tys. EUR netto miesięcznie, a w Polsce wynagrodzenie dla pracowników sięga 5 tys. zł brutto. Nie przyjadą — twierdzi Dariusz Blocher. Gdyby firmy w Polsce zrównały wynagrodzenia z niemieckimi, koszty ponieśliby klienci, czyli pośrednio podatnicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy