Budżet dogodzi rolnikom i ubezpieczycielom

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2016-01-28 22:00

Ostatnia katastrofalna susza skłoniła resort rolnictwa do głębszego sięgnięcia do budżetu w celu wsparcia ubezpieczenia upraw. Największym beneficjentem tego rynku będzie PZU

Co Ministerstwo Finansów zabierze ubezpieczycielom, to resort rolnictwa odda im z nawiązką. Zaledwie tydzień po publikacji ustawy o podatku bankowym, który z kieszeni ubezpieczycieli wyjmie co roku kilkaset milionów złotych, Ministerstwo Rolnictwa skierowało do konsultacji projekt, który już w przyszłym roku może do niej włożyć z budżetu państwa blisko 1 mld zł.

Chodzi o zmiany w ustawie o obowiązkowych ubezpieczeniach upraw. Ubiegłoroczna susza dowiodła, że system obowiązkowych polis (kosztujący w formie dopłat budżet 200 mln zł rocznie) jest niewydolny.

Chroniące przed skutkami upałów ubezpieczenia miało wykupionych zaledwie 86 rolników. Reszta ich nie kupiła, bo cena polisy była tak wysoka, że nie można było dostać na nią rządowej dopłaty. Skutki tego były fatalne: sierpniowa susza zniszczyła uprawy na powierzchni 1,9 mln hektarów, a straty rolników przekroczyły 1,6 mld zł.

Próg i pakiety

Resort rolnictwa ruszył więc na wojnę z niewydolnym systemem obowiązkowych ubezpieczeń. Zamierza wprowadzić dwa rozwiązania, które uczynią go powszechnym. Pierwszym jest podniesienie o 50 proc. maksymalnej stawki za ubezpieczenie, przy której przysługuje rolnikomdopłata z budżetu państwa (wynosi ona 65 proc. ceny polisy).

Próg wynoszący obecnie 6 proc. wartości ubezpieczonych upraw ma zostać zwiększony do 9 proc., a w przypadku słabszych gleb nawet do 15 proc. Drugim rozwiązaniem jest powrót do pakietów, które umożliwiają łączenie kilku rodzajów ryzyka w ramach jednego ubezpieczenia.

Z uwagi na niską cenę, która klasyfikuje polisę do państwowej dopłaty, rolnicy chętnie decydują się na zakup ochrony przeciwko przymrozkom czy ulewnym deszczom. Dodanie do nich ryzyka suszy spowoduje, że produkt może być tańszy niż kilka oddzielnych ubezpieczeń i mieścić się w widełkach umożliwiających otrzymanie budżetowej dopłaty.

— To krok w dobrym kierunku — mówi Marina Sikora, przewodniczący Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. Jego zdaniem, za nim powinny iść kolejne, np. powołanie specjalnego rolniczego towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, które wzięłoby na siebie ciężar niekomercyjnego ubezpieczenia upraw.

Zadowolony z propozycji resortu jest także Mirosław Borowski, wiceprezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Warszawska centrala nie dostała jeszcze zwrotnych odpowiedzi od wszystkich izb regionalnych, ale te, które już przyszły, są pozytywne. Jego zdaniem, potrzebne są także zmiany w systemie ustalania, czy susza panuje. Obecny jest wadliwy i spowodował, że w ubiegłym roku na części obszarów katastrofa została ogłoszona zbyt późno, przez co rolnicy nie mogli otrzymać rządowych rekompensat.

— Bez tego sytuacja się nie zmieni — rolnicy będą płacić składki, ale nie dostaną odszkodowań — podkreśla Mirosław Borowski. Zadowoleni są także ubezpieczyciele. Andrzej Janc, szef komisji ds. ubezpieczeń rolnych w Polskiej Izbie Ubezpieczeń (PIU), podkreśla, że ostatnie lata dowiodły, że wprowadzenie zmian do systemu obowiązkowych ubezpieczeń upraw jest konieczne.

— Proponowane rozwiązanie będzie dawało możliwość zawierania ubezpieczeń w pakietach oraz ubezpieczenia pojedynczego ryzyka, czego oczekują rolnicy — podkreśla przedstawiciel PIU.

Skok na budżet

Co ciekawe, obie strony obawiają się, że po wejściu w życie noweli (ma to nastąpić już w marcu) rolnicy rzucą się do kupowania polis i w budżecie zabraknie pieniędzy na dopłaty. W tym roku przeznaczono na nie — podobnie jak w latach poprzednich — około 200 mln zł. — Może się okazać, że kwota będzie niewystarczająca — mówi Andrzej Janc.

Ciekawe, jak na pomysły urzędników resortu rolnictwa zareagują ich koledzy z resortu finansów. Na ten rok nie planowali wzrostu wydatków budżetowych na dopłaty, ale już w 2017 r. na ten cel ma pójść ponad 900 mln zł, a w 2018 r. — 1,1 mld zł. Docelowo, za kilka lat, cały system ma kosztować budżet państwa 1,6 mld zł rocznie.

Jeśli wyliczenia resortu rolnictwa się potwierdzą, ubezpieczycieli czeka prawdziwy boom w segmencie polis rolnych. W ubiegłym roku zebrali w nim 300 mln zł składek. W przyszłym roku może to być kwota 1,4 mld zł, a za trzy lata — blisko 1,8 mld zł. To już kawał rynku, o który warto się już bić. Polisy rolnicze z budżetowymi dopłatami oferują obecnie tylko trzy firmy: poznańska Concordia, TUW TUW i PZU, do którego należy około 70 proc. rynku. Branżowy lider będzie więc największym beneficjentem propozycji resortu rolnictwa. Spokojnie jednak spać nie może, bo dynamiczny wzrost tego segmentu rynku zachęci do wejścia innych ubezpieczycieli. © Ⓟ