We wrześniu Ministerstwo Finansów zwołało konferencję prasową, żeby pochwalić się, że po ośmiu miesiącach budżet był na plusie. Miesiąc później w gmachu resortu zebrano jeszcze więcej dziennikarzy, kiedy okazało się, że we wrześniu dziury w kasie nadal nie ma. W październiku w budżecie wciąż była nadwyżka. Deficyt pojawił się w listopadzie — 2,4 mld zł. Znacznie większy będzie w grudniu i znów można się spodziewać dużego medialnego wydarzenia.

— Rząd szykuje niespodziankę — mówi Piotr Bartkiewicz, ekonomista w mBanku. Wszystko wskazuje na to, że deficyt w 2017 r. będzie nie tylko znacznie poniżej zapisanych w ustawie budżetowej 56 mld zł. W końcówce ubiegłego roku, kiedy transfery z państwowej kasy były bardzo duże, różnica przychodów i rozchodów wyniosła w grudniu 19 mld zł.
Jeśli w tym roku poziom wydatków będzie zbliżony, deficyt nie sięgnie nawet 30 mld zł, które jeszcze niedawno prognozowali optymiści. W ankiecie przeprowadzonej przez „Puls Biznesu” wśród bankowych ekonomistów mediana to 25 mld zł. Rząd, a zwłaszcza resort finansów, będzie miał się czym pochwalić, bo to najlepszy wynik od 2007 r.
Piotr Bartkiewicz wyjaśnia, że tak dobra kondycja publicznej kasy to efekt dwóch czynników: bardzo dobrej koniunktury w gospodarce (2/3 sukcesu) i uszczelnienia systemu podatkowego. Ekonomiści mBanku oceniają, że wyższa efektywność aparatu skarbowego zapewniła budżetowi dodatkowe 10-12 mld zł. Stan finansów istotnie wsparły też rekordowe koszty obsługi długu oraz niższa dotacja do FUS (to pochodna dobrej koniunktury na rynku pracy).