Budżet raczej będzie podpisany

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-01-12 20:00

W dziejach III RP jeszcze się nie zdarzyło, by ustawa budżetowa nie uzyskała prezydenckiego podpisu. Osobiście obstawiam, że Karol Nawrocki wejdzie w buty Andrzeja Dudy i budżet 2026 doczeka się podpisu, a później wniosku o zbadanie do TK.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ustawa budżetowa ukończona 9 stycznia 2026 r. czeka na decyzję podpisową Karola Nawrockiego, która powinna zostać podjęta w tym tygodniu, a najpóźniej w poniedziałek, 19 stycznia. Ta wyjątkowa coroczna ustawa jest jedną z nielicznych doprecyzowanych proceduralnie w Konstytucji RP. Ustalono limit czasowy ukończenia jej przez parlament (cztery miesiące od wpłynięcia rządowego projektu do Sejmu, co nastąpiło planowo 30 września 2025 r.), zaś prezydent na decyzję podpisową ma tylko tydzień, a nie standardowe trzy. Co bardzo ważne – ustawy budżetowej nie może zawetować, chociaż nie jest wykluczone prewencyjne, czyli bez podpisania, skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego (TK). Wypada uspokajająco przypomnieć, że wszelkie budżetowe zawirowania proceduralne bezpośrednio nie wpływają negatywnie na finanse publiczne, ponieważ jeśli 1 stycznia 2026 r. ustawa jeszcze nie istnieje w obiegu prawnym (w całych dziejach III RP udało się z budżetem zdążyć w Dzienniku Ustaw przed sylwestrem tylko raz, dokonał tej sztuki rząd SLD-PSL w końcu grudnia 2002 r.), to Rada Ministrów prowadzi tegoroczną gospodarkę finansową państwa na podstawie wspomnianego projektu. Czysto teoretycznie taka proteza ustawy mogłaby dotrwać w tej roli nawet do 31 grudnia 2026 r. Taki absurd finansowo-prawny jeszcze niedawno wydawał się wręcz niewyobrażalny, ale nieustająca wojna na szczytach państwa powoduje sytuacje, które się konstytucjonalistom nie śniły.

Istnieje jeszcze jedna możliwość, już nie konstytucyjna, lecz ustawowa. Otóż prezydent ustawę budżetową normalnie podpisuje, natomiast po jej opublikowaniu zaskarża ją zwyczajnie do TK, jak może postąpić z każdą inną, nawet bardzo dawną. To radykalna różnica wobec zatrzymania prewencyjnego, prezydent w tzw. trybie następczym ustawia się w kolejce do wokandy TK jako zwyczajny petent. Tak postąpił Andrzej Duda w końcówce swojego urzędowania z budżetami 2024 i 2025. Oba jego zaskarżenia okazały się całkowicie pustymi gestami, albowiem w związku z rozsypaniem się kadrowym i upadkiem TK jako organu państwa temat nie został podjęty i oba ostatnie budżety zwyczajnie dobiegły do 31 grudnia. Osobiście obstawiam, że Karol Nawrocki teraz wejdzie w buty poprzednika i ustawa budżetowa 2026 doczeka się podpisu, a później wniosku o zbadanie do TK. Wskazówką są losy ustawy towarzyszącej, której tytuł brzmi „o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2026”. Została ona sfinalizowana w grudniu, podpisana i ukazała się w Dzienniku Ustaw jeszcze przed Bożym Narodzeniem. To generalnie absurd prawny (jeden z bardzo wielu), że towarzyszący akt okołobudżetowy został opublikowany, gdy wymieniony w jego tytule budżet główny jeszcze krążył między Senatem a Sejmem.

W dziejach III RP jeszcze się nie zdarzyło, by ustawa budżetowa nie uzyskała prezydenckiego podpisu. Notabene art. 224 Konstytucji RP jest dziurawy i niekonsekwentny, albowiem rozstrzyga jedynie, że w razie skierowania ustawy budżetowej przed jej podpisaniem „TK orzeka w tej sprawie nie później niż w ciągu dwóch miesięcy od dnia złożenia wniosku”. Ani słowa, co się dzieje dalej, na przykład w razie orzeczenia niekonstytucyjności jakichś przepisów budżetu albo w razie niezdążenia przez TK z orzeczeniem w ciągu dwóch miesięcy. Obecnie ten sparaliżowany organ wręcz nie mógłby ocenić budżetu, bo nie zbierze już tzw. pełnego składu, który jest konieczny. Ta okoliczność silnie podpowiada, że Karol Nawrocki zachowa się jak prognozuję w tytule.

Budżet 2026 całkowicie obiektywnie zasługuje na bardzo krytyczną ocenę analityczną. Nie zrobią tego ani skonfliktowane strony sporu politycznego, ani upadły TK. Przypomnę główne liczby w miliardach złotych – dochody 647,2, wydatki 918,94, limit deficytu 271,74 – czyli aż 29,6 proc. wydatków. To proporcja naprawdę szokująca, nienotowana od zrównoważenia finansów publicznych III RP po przemianach ustrojowych, a na pewno od wejścia w życie w 1997 r. Konstytucji RP z jej limitami zadłużania się państwa.

Możesz zainteresować się również: