Bukmacherzy mają ruch w interesie

opublikowano: 22-08-2019, 22:00

Sprawozdania finansowe potwierdzają, że legalny rynek bardzo szybko rośnie. W tym roku będzie jeszcze lepiej

Polacy coraz częściej obstawiają wyniki wydarzeń sportowych u bukmacherów, a na pewno o wiele chętniej niż w poprzednich latach robią to u operatorów licencjonowanych, którzy odprowadzają podatki w Polsce. W ubiegłym roku przychody działających legalnie na rynku bukmacherów sięgnęły 5,17 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 60 proc. rok do roku.

To wszystko jest przede wszystkim efektem nowelizacji ustawy hazardowej z 2017 r., która wprowadziła m.in. możliwość blokowania stron internetowych firm, które oferowały zakłady polskim klientom, ale nie płaciły tu podatków. W rejestrze jest obecnie ponad 7 tys. domen. Odbiło się to też pozytywnie na dochodach państwa.

W ubiegłym roku wpływy budżetowe z podatku od zakładów wzajemnych wyniosły 622,85 mln zł i były o 53 proc. wyższe niż rok wcześniej. W tym roku tylko w pierwszym kwartale podatek przyniósł 193,6 mln zł (o 37 proc. więcej rok do roku) — i po raz pierwszy w ramach całkowitych wpływów z podatku od gier miał większy udział niż podatek od gier liczbowych, organizowanych głównie przez Totalizatora Sportowego.

Liderzy i reszta

Na polskim rynku bukmacherskim karty rozdaje dwóch graczy. Największy jest STS, należący do rodziny Juroszków, znanej też z deweloperskiego Atalu. Operator odpowiadał za 47 proc. przychodów legalnej branży i rok do roku urósł o ponad 70 proc. Ile zarobił na czysto, jeszcze nie wiadomo, bo sprawozdanie finansowe spółki za 2018 r. nie jest jeszcze dostępne w elektronicznym KRS, a w tym tygodniu spółka nie odpowiedziała na nasze pytania w sprawie tych danych.

Rok wcześniej STS miał 92 mln zł czystego zysku. Graczem numer dwa jest Fortuna, która należy do funduszu private equity Penta Investments. W ubiegłym roku poprawiła przychody o 60 proc., do 1,73 mld zł, i zanotowała prawie 60 mln zł czystego zysku.

— Ubiegły rok był bardzo udany dla branży, a dla nas — czym sami byliśmy zaskoczeni — najbardziej udany był nie okres mistrzostw świata w piłce nożnej, tylko grudzień, gdy sprzedaż była rekordowa. Rosnące przychody to nie tylko efekt przechodzenia graczy z serwisów zagranicznych operatorów do licencjonowanych bukmacherów, ale też m.in. wzrostu popularności zakładów live i większej aktywności zarejestrowanych klientów — mówił Konrad Komarczuk, prezes Fortuny.

Na tym lista zyskownych firm bukmacherskich się kończy — z lektury sprawozdań wynika, że wszystkie inne licencjonowane firmy przynosiły straty.

Tracący maruderzy

Graczem numer trzy na rynku jest Totolotek, który zanotował najmniejszą dynamikę wzrostu w całej stawce — w ubiegłym roku zwiększył przychody „tylko” o 8 proc., zmniejszając jednocześnie stratę na poziomie netto o 4 mln zł. Dla Totolotka ubiegły rok był jednak wyjątkowy, bo wiązał się z długotrwałym procesem zmian właścicielskich.

Ostatecznie od greckiego Intralotu odkupiła go niemiecka grupa Gauselmann, która zapowiedziała spore inwestycje w rozwój sprzedaży. Numerem cztery jest szybko rosnący Forbet, który ruszył w 2016 r., wyprzedzając LV Bet i jednego z weteranów polskiego rynku bukmacherskiego — Milenium. Choć rynek w ostatnich latach wyraźnie przestawił się na sprzedaż zakładów wzajemnych przez internet (z wyjątkiem Superbetu, który zaczął od kosztownej budowy sieci punktów bukmacherskich), w Milenium nadal większość przychodów przynosi sprzedaż zakładów wzajemnych w punktach stacjonarnych — to ponad połowa całości.

Największe straty na rynku wykazało E-Toto, dla którego ubiegły roku upływał pod znakiem rozkręcania biznesu. Firma, którą kieruje Andrzej Rogowski, lepiej znany jako wieloletni szef kablówki Multimedia, była w 2018 r. na 31-milionowym minusie.

Nowi chętni

W tym roku bukmacherska stawka wyraźnie się powiększyła. Licencje Ministerstwa Finansów na przyjmowanie zakładów w internecie jeszcze jesienią ubiegłego roku zyskało kilka firm, które zadebiutowały w ostatnich miesiącach. Największe kontrowersje wzbudziło uzyskanie licencji przez zarejestrowaną na Malcie spółkę BEM Operations.

Rozpoczęła ona działalność pod dobrze znanym polskim graczom szyldem Betlic. Przez lata Betclic był jednym z największych serwisów działających na polskim rynku bez licencji (i bez opłacania podatków). Firma przyjmowanie zakładów rozpoczęła w połowie tego roku. Wcześniej, pod koniec kwietnia, z biznesem oficjalnie ruszył BetFan, którego wspólnikiem jest spółka kontrolowana przez znanego prawnika Jarosława Chałasa. Pod koniec lipca działalność zaczął Traf Zakłady Wzajemne, należący do państwowego Totalizatora Sportowego.

Na debiut czekają wciąż inni posiadacze licencji: eWinner, wśród którego wspólników i członków zarządu są osoby związane z Towarzystwem Zarządzającym SKOK, oraz Typiko, którego udziałowcami są pośrednio Jacek Blycharz i Jerzy Stańko, znani na Śląsku przedsiębiorcy z branży hazardowej i członkowie zarządu Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, zrzeszającej właścicieli tzw. jednorękich bandytów. Na początku tego roku licencję dostał Polski Bukmacher. Licencją dysponuje też firma BestBet, o której pisaliśmy w „PB” w kontekście potencjalnego zaangażowania inwestora Kamila Kliniewskiego w przejęcie Totolotka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy