Bukmacherzy nie chcą płacić Ekstraklasie

opublikowano: 25-03-2020, 22:00

Firmy bukmacherskie płacą procent od obrotów za korzystanie z wyników polskich lig. Rozgrywek nie ma, ale płacić trzeba.

Klienci firm bukmacherskich muszą teraz poszerzać horyzonty. Zamiast czołowych piłkarskich lig Euopy oraz polskiej Ekstraklasy, tenisowych turniejów czy meczów NBA teraz obstawiać można głównie rozgrywki e-sportowe i rywalizację klubów białoruskich, które spotkań nie odwołały. Spadek przychodów firm bukmacherskich jest znaczny, a warto przypomnieć, że — według danych finansowych z 2018 r. — w branży tej tylko dwie największe firmy, czyli STS i Fortuna, mogły pochwalić się zyskiem. W takiej sytuacji walka o przetrwanie robi się zażarta.

Przychody bukmacherów drastycznie spadły i obecnie generują je w
dużej mierze zakłady na rozgrywki e-sportowe. Polska Izba Gospodarcza Branży
Rozrywkowej i Bukmacherskej, której ekspertem jest Adam Lamentowicz, były
prezes Totolotka, chce w trudnym czasie zawiesić opłaty na rzecz lig, które nie
grają. Według Ekstraklasy to próba wykorzystania epidemii do obniżenia
wydatków.
Zobacz więcej

GRA O WYSOKĄ STAWKĘ:

Przychody bukmacherów drastycznie spadły i obecnie generują je w dużej mierze zakłady na rozgrywki e-sportowe. Polska Izba Gospodarcza Branży Rozrywkowej i Bukmacherskej, której ekspertem jest Adam Lamentowicz, były prezes Totolotka, chce w trudnym czasie zawiesić opłaty na rzecz lig, które nie grają. Według Ekstraklasy to próba wykorzystania epidemii do obniżenia wydatków. Fot. Marek Wiśniewski

Sporna opłata

Zrzeszająca m.in. mniejszych bukmacherów Polska Izba Gospodarcza Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej (PIG- BRiB) w ubiegłym tygodniu wystosowała list do PZPN i Ekstraklasy „w związku z sytuacją wywołaną koronawirusem", który przesłano też premierowi, ministerstwom sportu i finansów oraz Najwyżej Izbie Kontroli. Branżowa izba narzeka w nim na formułę rozliczeń z ligą piłkarską i wysokość opłat, ponoszonych na rzecz PZPN i Ekstraklasy nawet w sytuacji, gdy piłkarze nie wychodzą na boisko.

— Zakłady bukmacherskie obciążone są w Polsce bardzo wysokim 12-procentowym podatkiem od obrotu co równym jest około 60 proc. GGR [wpływ bukmachera po uwzględnieniu wypłaconych wygranych — red.]. Do tego dochodzą stałe opłaty na rzecz polskich związków sportowych i organizatorów rozgrywek, które właściwie co roku są podwyższane, bo ze względu na konstrukcję przepisów związki mają pozycję dominującą i mogą narzucać warunki — w skali roku wszystkie koszty za zgody związków i organizatorów to nawet 1 proc. całego obrotu firm — mówi Adam Lamentowicz, ekspert PIGBRiB i były prezes Totolotka.

Największe opłaty za korzystanie z wyników ponoszone są na rzecz PZPN i spółki Ekstraklasa, organizującej rozgrywki najwyższej ligi piłkarskiej. To 0,5 proc. od przychodów każdego bukmachera.

— Od wszystkich przychodów, czyli także tych, które osiągane są na innych zakładach, w tym np. e-sport, gry wirtualne — i na dodatek od przychodów brutto, czyli przed odliczeniem podatku od zakładów wzajemnych. Teraz Ekstraklasa nie przynosi bukmacherom żadnych przychodów, a płacić trzeba — od całkowitego obrotu spółek. W dodatku bukmacherzy nie mogą liczyć w tym wypadku na żadne ekwiwalenty i świadczenia, jak dzieje się to w przypadku kontraktów sponsorskich. A kontrakt podpisać z organizatorami trzeba, bo za korzystanie z wyników bez umowy z ligą grozi odebranie licencji, gdyż byłoby to złamanie art. 31 ustawy o grach hazardowych — mówi Adam Lamentowicz.

Potrzebne pieniądze

Ekstraklasa podaje, że w ubiegłym roku wpływy z tytułu opłat od bukmacherów sięgnęły około 12 mln zł. Pieniądze, zgodnie z podpisanymi umowami, płacone są co kwartał, niezależnie od rytmu kolejek ligowych.

— Obecnie wszystko wskazuje na to, że — wobec priorytetów UEFA, klubów i lig — obecny sezon będzie dograny, najwyżej trochę później. W tym przejściowym okresie opłaty prawdopodobnie naturalnie spadną, bo bukmacherzy zarobią mniej wskutek przestoju w rozgrywkach — mówi Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy.

Spółka podkreśla, że wpływy od bukmacherów idą na dobry cel i lepiej tego nie zmieniać.

— Pieniądze z branży bukmacherskiej są w całości przekazywaneklubom na szkolenie w akademiach, więc mamy nadzieję, że nie jest to próba wykorzystania okresu epidemii do obniżenia swoich wydatków kosztem dzieci i młodzieży. W takim przypadku mógłby to być kolejny cios dla klubów, które już tracą na tej sytuacji — mówi Marcin Animucki.

Tymczasem zrzeszone w PIGBRiB firmy, w tym bukmacherzy — Totolotek, Milenium, LV Bet i Noblebet — apelują nie tylko o zawieszenie opłat na czas, gdy mecze nie są rozgrywane, ale też o rewizję przepisów. Argumentują, że to koszty dodatkowo obciążające bukmacherów posiadających licencje Ministerstwa Finansów, podczas gdy operatorzy działający w kraju nielegalnie nie płacą ani podatku od obrotu, ani opłat do związków.

— Takich zasad płacenia za wykorzystanie publicznie dostępnych wyników w proporcji do całego obrotu firm nie ma w żadnym dużym kraju. Jedynymi podobnymi przykładami są Francja, ale tam opłaty liczone są od przychodu generowanego przez francuską ligę GGR, oraz USA, gdzie wprowadzane są opłaty na rzecz NBA czy MLB [ligi baseballa — red.], ale tam liczy się je tylko od GGR. Jest to poziom 0,25 proc. od GGR, który generują dane rozgrywki, a nie cała spółka na różnych produktach. Naszym zdaniem przepisy w Polsce wymagają zmiany, a w obecnych warunkach, gdy jasne jest, że wszyscy na rynku ucierpią, pobieranie opłat powinno być zawieszone — uważa Adam Lamentowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu