Bukmacherzy stawiają na wzrost

opublikowano: 14-02-2018, 22:00

Ubiegły rok był bardzo dobry, a ten ma być jeszcze lepszy. Bukmacherom pomaga nowe prawo i duże imprezy

Bukmacherzy zmienili płytę. W ciągu ostatnich lat w ich wypowiedziach nieustannie powracał temat rozrośniętej szarej strefy i nierównej konkurencji z operatorami spoza Polski, którzy odbierali im klientów, bo dzięki unikaniu tutejszych podatków mogli oferować lepsze stawki. Teraz polscy bukmacherzy są zadowoleni i liczą pieniądze, których w ich kieszeniach jest znacznie więcej niż wcześniej.

— W 2017 r. odnotowaliśmy wyższą dynamikę zwyżek niż przed rokiem. Było to zależne od wielu czynników — rośnie skala biznesu, nasza oferta jest coraz szersza, a klienci mają dostęp do wielu nowych funkcjonalności. STS w tym okresie wzmocnił także swoją działalność sponsorską w różnych dyscyplinach polskiego sportu, co wpłynęło na pozyskanie większej liczby graczy. Ponadto — co najistotniejsze — zmienia się nastawienie Polaków do zakładów bukmacherskich, są one traktowane jako forma rozrywki, dzięki której śledzenie wydarzeń sportowych i społeczno-politycznych jest jeszcze ciekawsze — mówi Mateusz Juroszek, prezes STS, który ma 48 proc. udziałów w polskim rynku.

Prawny dopalacz

Bukmacherom pomogły też nowe przepisy. Znowelizowane prawo hazardowe weszło w życie w kwietniu ubiegłego roku, a trzy miesiące później zaczął funkcjonować rejestr zakazanych domen internetowych, w którym obecnie jest ponad 1500 adresów. Po wpisaniu adresów stron operatorów bukmacherskich, którzy wcześniej dominowali na polskim rynku, klienci są przerzucani na witrynę Ministerstwa Finansów, informującą ich o tym, że „witryna jest wykorzystywana do nielegalnego oferowania gier hazardowych””, więc dostęp do niej został zablokowany.

„Prawo obowiązujące w Polsce przed 1 kwietnia stworzyło skrajnie niekorzystne warunki dla firm bukmacherskich, które uczciwie prowadziły działalność. W efekcie około 90 proc. rynku zakładów wzajemnych należało do podmiotów, działających bez odpowiednich pozwoleń. Po pół roku obowiązywania ustawy legalne podmioty kontrolują około 40 proc. rynku” — podało w grudniu Stowarzyszenie Graj Legalnie, reprezentujące firmy bukmacherskie, które płacą podatki w Polsce.

Według stowarzyszenia obroty zarejestrowanych w Polsce firm z branży w ubiegłym roku wyniosły 3,3 mld zł, czyli były o 95 proc. wyższe niż rok wcześniej. Bukmacherzy zwracają uwagę na to, że pomogło im nie tylko prawo w Polsce, ale też bardziej zdecydowane działania regulatora brytyjskiego, który dokręcił śrubę zarejestrowanym w tym kraju spółkom, działającym na rynkach zagranicznych bez licencji.

— Zmiany w ustawodawstwie także wpłynęły na zeszłoroczny wynik. Jednak to nie nowelizacja ustawy o grach hazardowych, ale prawodawstwo brytyjskie w znacznej mierze spowodowało, że część międzynarodowych graczy zdecydowało się opuścić polski rynek. Zauważalny jest natomiast inny efekt nowelizacji ustawy — zmieniło się postrzeganie społeczne i polscy gracze zwracają uwagę, by grać u rodzimych, licencjonowanych bukmacherów — mówi Mateusz Juroszek.

Więcej chętnych

Najbardziej szczegółowe dane o kondycji polskiego rynku bukmacherskiego i tempie jego ewolucji można wyczytać z prezentacji wynikowych czeskiej Fortuny, która jest notowana na warszawskiej giełdzie (choć już niedługo, bo trwa wezwanie na jej akcje). W ciągu trzech kwartałów ubiegłego roku polscy klienci postawili w punktach stacjonarnych spółki i na jej stronach internetowych 708 mln zł. Rok wcześniej w tym samym okresie było to 395 mln zł, więc tylko u czeskiego bukmachera Polacy postawili o 80 proc. więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Fortuna, która pod względem udziałów rynkowych ustępuje tylko STS (ma 33 proc.), na koniec pierwszego kwartału miała w Polsce 250 tys. zarejestrowanych klientów.

W ciągu kolejnych trzech miesięcy ich liczba zwiększyła się o prawie 10 proc., a w ciągu następnych — o ponad 12 proc. i na koniec września sięgnęła 309 tys. To sporo, ale nadal wyraźnie mniej, niż Fortuna ma klientów w Czechach, które mają prawie cztery razy mniej ludności. — W zeszłym roku kanały internetowe rozwijały się dużo dynamiczniej, mówimy tu o trzycyfrowych zwyżkach. Jednak obrót w punktach przyjmowania zakładówteż był wyższy niż w 2016 r. — mówi Mateusz Juroszek.

Chętnych do walkę o klienta na polskim rynku stopniowo przybywa. Obecnie sześć spółek ma zgodę Ministerstwa Finansów tak na przyjmowanie zakładów bukmacherskich w punktach naziemnych, jak i na prowadzenie działalności w tym zakresie w internecie. To E-Toto, Fortuna, Milenium, STS, Totolotek i LV Bet. Traf, Totalbet i najmłodszy na rynku, wywodzący się z Rumunii Superbet mogą przyjmować zakłady w punktach naziemnych, ale nie mogą organizować gier w internecie, natomiast Forbet ma zezwolenie internetowe, ale nie ma naziemnego.

„Sześć podmiotów złożyło siedem wniosków o udzielenie zezwolenia na przyjmowanie zakładów wzajemnych w punktach naziemnych, które są obecnie rozpatrywane. Dziewięć podmiotów złożyło dziewięć wniosków o udzielenie zezwolenia na urządzanie i prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez internet, które są obecnie rozpatrywane” — informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów.

W tym roku tempo wzrostu legalnego rynku zapewne nie będzie już tak wysokie, ale bukmacherom na pewno pomoże to, że po roku bez wielkich imprez sportowych teraz w kalendarzu są zimowe igrzyska olimpijskie i — przede wszystkim — piłkarski mundial.

— Liczymy na to, że mundial i dalsze zmiany na rynku bukmacherskim będą nadal mieć dodatkowe, pozytywne przełożenie na naszą działalność. Skala biznesu rośnie, pokazują to zresztą wyniki za styczeń 2018, kiedy wypracowaliśmy wyższe obroty rok do roku — mówi Mateusz Juroszek. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Bukmacherzy stawiają na wzrost