Rola profesjonalnych spin doktorów wzrasta. Politycy bowiem pamiętają, że Richard Nixon przegrał wybory z Johnem F. Kennedym źle zawiązanymi krawatami. Al Gore z George’em Bushem — kraciastymi spodniami, rozpiętymi koszulami i kowbojskimi butami, kiedy porzucił garnitury. Zaś ostatnio premier Gordon Brown, gdy nagle zaczął się uśmiechać, przegrał z Davidem Cameronem, który stał się najmłodszym od dwóch wieków lokatorem Downing Street 10. Mizdrzenie się do wyborców nie musi gwarantować sukcesu.
Profesorski styl
Spin doktorzy bywają też bezradni. Tak było w przypadku prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Myślę oczywiście o wyglądzie, bo ten jest przedmiotem naszego cyklu. Jak większość profesorów obracających się w środowisku akademickim, nie przywiązywał większej wagi do ubioru i fryzury. Źle się czuł w garniturze, a kontrola w tej materii spadła na barki żony Marii. To ona walczyła z wiecznie zmierzwionymi włosami, to ona dobierała i wiązała krawaty, pilnowała, by nie wkładał spodni i marynarek z różnych garniturów. Stała na straży, by nie za często na nogach pojawiał się półbut i mokasyn jednocześnie. To była też gra ze strony prezydenta. Był zachwycony, gdy udało mu się wyprowadzić w pole żonę i mógł zaprezentować swoim współpracownikom różne skarpetki na nogach...
Smoleńska tragedia przyspieszyła termin wyborów prezydenckich i przewróciła wiele pojęć. Ukształtował się silny nurt nowego modelu prezydentury, jako strażnika zaniedbanego patriotyzmu. Zarejestrowanych zostało 10 kandydatów, w tym ten o najlepszej powierzchowności — Andrzej Olechowski. Wydaje się jednak, że losy prezydentury rozstrzygną się pomiędzy p.o. prezydenta marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim a bratem tragicznie zmarłego prezydenta Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS.
Swojskość i niefrasobliwość
Bronisław Komorowski starał się dotąd być "niewidoczny", szary jak przeciętny człowiek z sąsiedztwa. Niezbyt foremną posturę dodatkowo uwypuklały nie najlepsze w proporcjach i kroju garnitury. Swojskość podkreślały lekko anachroniczny wąs i duże, grube oprawy okularów. Dawały efekt rozmytego wizerunku, zacierającego osobowość i zdecydowany charakter. Największy atut — wzrost — bywał przegrywany. Ostatnio zakłada nowy, lepiej skrojony garnitur, jednak o zbyt krótkich klapach i ze zbyt wysoko usytuowanym guzikiem, który przecież decyduje o proporcjach sylwetki. Do tego biała koszula i bordowy krawat, ściągający uwagę niczym magnes. Zalecane byłyby — lekka dieta, zmiana oprawek okularów na delikatne, eksperckie, zgolenie zarostu i modyfikacja fryzury.
Jarosław Kaczyński słynie z ubraniowej niefrasobliwości, nieujarzmionej fryzury i do niemożliwości zdartych butów. Sławetna zamiana w szatni z wysokim Ludwikiem Dornem na płaszcze nie była przypadkowa. Jako osoba obdarzona charyzmą należy do ludzi idei, którym potrzebna jest opieka w sprawach pragmatycznych. I ta nastąpiła. Na pogrzebie zobaczyliśmy prezesa PiS całkowicie odmienionego. Fryzura — wysoko nad uchem przystrzyżone bielutkie włosy — uwypuklająca zdecydowane oczy i determinizm w wyrazie wyszczuplonej twarzy. Widać ból po stracie brata, podkreślony czernią dyplomatki. To przejmujący widok dla wyborców.
Socjotechnika
Dla prawdopodobnie mało obecnego w medialnej kampanii Jarosława Kaczyńskiego ubiór nie będzie miał wielkiego znaczenia. Jedynie jego czerń będzie najbardziej wymowna. Natomiast dla Bronisława Komorowskiego nieustanna bytność w środkach masowego przekazu, wynikająca z wykonywania dwóch najważniejszych funkcji w państwie, sprawia, że rola wizerunku staje się niebagatelna. Czy na zmiany nie jest jednak za mało czasu, by wyborcy nie wyciągnęli podobnych wniosków jak w stosunku do Ala Gore’a czy Gordona Browna?
Socjotechnika powinna służyć uwypuklaniu autentycznych cech przywódczych. Powinna je jedynie wypolerować, ale… jak zauważył Mark Twain: "kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty" (i to klasyczne półbuty z noskami przy ziemi, bo dotąd buty nie należały do arsenału atutów obu kandydatów). I wiedzą o tym, niestety, spin doktorzy. l
