Być jak Barack Obama

opublikowano: 24-07-2019, 22:00

W biznesie dobry wizerunek to często być albo nie być. W polityce — są na tym polu jeszcze lekcje do odrobienia

Idą wybory. A to może oznaczać jedno — żniwa dla polskich kabaretów. To one, na wesoło, kreują karykaturalny stereotyp polskiego męża (czy damy) stanu. Rzeczywistość natomiast nie jest do śmiechu, bo polscy politycy nie zawsze dbają o swój wizerunek — twierdzą naukowcy.

— W ocenie rzetelności czy uczciwości zawodów politycy w Polsce są na szarym końcu. Muszą się z tym mierzyć w kampanii i nie tylko — mówi dr Milena Drzewiecka, psycholog społeczny, wykładowca marketingu politycznego na Uniwersytecie SWPS w Warszawie.

Z jej badań wynika, że od tzw. idealnego kandydata wyborcy oczekiwaliby, by był kompetentny (a co za tym idzie — sprawczy), a także moralny, czyli wspólnotowy. 

— W kampanii wyborczej mamy do czynienia wręcz z festiwalem wspólnotowości: kandydaci próbują przekonać, jak są otwarci, uczciwi i sympatyczni — mówi Milena Drzewiecka.

Jeśli chodzi o prezentację tych cech, politycy — zdaniem psycholog — mają jeszcze niejedną lekcję do odrobienia. Inną rzeczą są też ich prawdziwe intencje — wiarygodność, szczerość i samokrytycyzm powinny być przecież walutą polityczną.

— Marketing się rozwija, liczba badań i publikacji rośnie, ale liczba tzw. kwiatków kampanii także. Pierwszy i podstawowy błąd to mylenie wizerunku z wyglądem. Praca nad wizerunkiem to ciężka praca nad sobą, a także nad zrozumieniem percepcji i emocji: swoich i innych. Po przemówieniach i spotkaniach widać, który z polityków to „czuje i rozumie”. Spot ma scenariusz, płacz niepełnosprawnych na wiecu — już nie. I od dojrzałości oraz inteligencji emocjonalnej polityka zależy, jak zareaguje. Tu niestety Jarosław Kaczyński, mówiący do niepełnosprawnej: „proszę nas popierać, a nie przeszkadzać”, zapisuje się na tych samych kartach co Bronisław Komorowski z radą dla młodych, by „znaleźć inną pracę i wziąć kredyt”. Empatia to wciąż nieodrobiona lekcja — twierdzi Milena Drzewiecka.

Charakterystyczna dla polskich kampanii wyborczych — co widać od lat — jest tzw. amerykanizacja. Podkreśla to wielu akademików.

— Od konfetti na konwencjach przez negatywne reklamy wyborcze po wykorzystanie mediów społecznościowych — wszędzie w polskiej polityce widać, jak bardzo wzorujemy się na USA. Hasło „Damy radę” czy Andrzej Duda czytający tweety na swój temat w jednym ze spotów to już praktycznie kopiuj-wklej Baracka Obamy. Donald Tusk, który podczas objazdu kraju zatrzymywał się na hot doga na stacji benzynowej, też najwyraźniej śledził w telewizji amerykańskie wybory — uważa psycholog.

Tomasz Gatkowski z Laboratorium Badań Medioznawczych na Uniwersytecie Warszawskim żartuje, że choć polscy politycy nie mają wzrostu Baracka Obamy ani uśmiechu Ronalda Regana, niewątpliwie starają się na nich wzorować. Często popełniają jednak niewybaczalne błędy wizerunkowe.

— Największy z nich, według mnie, to zmiana zdania. Politycy bywają niespójni w tym, co mówią, a to kreuje ich na osoby niewiarygodne. Ta labilność jest bardzo widoczna na polskiej scenie politycznej. Jeśli ktoś pół roku temu mówił jedno, a dziś mówi coś przeciwnego,dla wyborcy oznacza to, że nie potrafi bronić swoich idei i własnego zdania. Mimo że temperatura sporu politycznego jest u nas wysoka i wiele osób wyraźnie popiera jedną bądź drugą stronę tego sporu, mamy też grupę niezdecydowanych wyborców, którzy gdy przyjdzie im zagłosować, będą po prostu bardziej skłonni wybierać stabilnych polityków — ocenia Tomasz Gatkowski.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Dodaje jednak, że niektóre wpadki paradoksalnie mogą się obracać na korzyść polityka.

— Mamy historię Pawła Kukiza, który tweetował pod wpływem alkoholu. Do legendy przeszedł już Aleksander Kwaśniewski, który w podobnym stanie brał udział nawet w uroczystościach państwowych — wydawałoby się niewybaczalne faux pas. Czy to im odebrało głosy? Paradoksalnie niektórzy Polacy w takich sytuacjach zaczynają widzieć „ludzką twarz” polityków. I wielu z nich woli zagłosować na kogoś, kto ma „ludzkie słabości” jak oni sami. Jest takie powiedzenie, że żaden polityk nie jest lepszy od swojego wyborcy. Znacznie gorsze dla polityków są wpadki merytoryczne, np. kiedy ktoś myli datę Powstania Warszawskiego z wybuchem stanu wojennego albo trzech króli z sześcioma, a jak wiemy, takich posłów też mamy — mówi Tomasz Gatkowski.

A jak polscy politycy wypadają w social mediach?

— Owszem, uczą się korzystania z mediów społecznościowych, choć oczywiście nie wszyscy, a i ci, którzy z nich korzystają, często wiedzą jedynie, że trzeba w nich być, więc są — uważa Robert Stępowski, autor książki „Marketing polityczny.

Jak wygrać wybory”. Są jednak i tacy, którzy w sieci radzą sobie świetnie. Najlepsza rada dla nich — mówią eksperci — to jednak zatrudnić kogoś, kto wcześniej czyta i ocenia wrzucane przez nich posty.

— Pomaga to w uniknięciu wpadek, jak choćby ta ostatnia — #TwojSzwab czy twitterowy wpis partii Jarosława Gowina o „programie pornograficznym” zamiast programu prodemograficznego. Politycy, jak wszyscy, mogą popełniać błędy. Dobrze, by przed lub tuż po publikacji ktoś wpisy czytał, poprawiał, redagował, nim polityk stanie się obiektem kpin i żartów — zarówno mediów, jak i przeciwników politycznych — radzi Robert Stępowski.

Jego zdaniem w social mediach, zwłaszcza na Twitterze na polu kreowania wizerunku lepiej radzą sobie politycy PiS. Jako wzór stawia Patryka Jakiego. Z opozycji wyróżnia zaś Janusza Piechocińskiego i Radosława Sikorskiego. Milena Drzewiecka uważa, że PiS kreuje bardziej zrozumiały przekaz do wyborców, jednak jej, jako psychologowi, zapala się czerwona lampka.

— Co łatwiej nam rozszyfrować, „piątkę Kaczyńskiego” czy „sześciopak Schetyny”? Im więcej czasu opozycja rozmawia o kształcie list, tym mniej go zostaje na prowadzenie kampanii. Trudno zresztą zadbać o konsekwentną politykę wizerunkową, gdy brakuje konsekwencji w nazwach komitetów. Jeśli zwycięstwo mierzyć dostępnością haseł i łatwością skojarzeń, to PiS jest na prowadzeniu. Przekaz jest przemyślany i atrakcyjny dla masowego wyborcy. To jednak przekaz, który często antagonizuje. Wróg nie zawsze ma precyzyjnie zarysowaną twarz (np. „wielka ofensywa zła”), co — szczególnie psychologowi — podpowiada, że trzeba zachować czujność — konkluduje Milena Drzewiecka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy