Bycze poniedziałki stają się polską tradycją

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-12-09 00:00

W piątek w USA naprawdę mogło być gorzej. Dane z rynku pracy okazały się dużym rozczarowaniem. Rozczarował również mniejszy od prognoz wzrost sprzedaży detalicznej na początku sezonu świątecznego. W porównaniu z zeszłym rokiem zdecydowanie wzrosła sprzedaż artykułów luksusowych, a dużo gorzej było w klasie średniej.

Amerykanie o mniejszych dochodach (takich jest zdecydowana większość) nie odczuli ożywienia gospodarczego. Pojawiły się uspokajające opinie, że dane z rynku pracy mogą być niejednoznaczne, bo z jednej strony mieliśmy do czynienia ze strajkiem w Kalifornii (podobno gdyby nie ten strajk, zatrudnionych byłoby o 30 tys. więcej) z drugiej strony poprawiał sy- tuację wzrost zatrudnienia w handlu (przed świętami), ale ponieważ ruch nie był znowu taki duży, to poprawiał niewiele. Mówiono, że „potem będzie lepiej”. Po słabych danych i informacjach z Intela można się było obawiać, że indeksy bardzo ostro zanurkują, a tymczasem panował kompletny spokój, mimo że indeksy spadły. Spokój panował przede wszystkim dlatego, że inwestorzy nie muszą się już bać tego, co powie dzisiaj Fed. Poza tym na wschodzie USA panuje ostra zima, a to zawsze, mimo że żyjemy w XXI wieku, spowalnia handel.

A Fed ma ułatwione zadanie. Inflacja jest mała, choć indeks surowców CRB bije rekordy, w czym bardzo pomaga cena złota i ropy naftowej. Ciekawe jest zachowanie OPEC. Kartel deklaruje, że będzie dbał o stabilizację na rynku ropy, a robi wszystko, by cena rosła. Nie można się temu dziwić. Sprzedaje ropę za coraz słabszego dolara (mówi się już całkiem jawnie o tym, że ich działania są nakierowane na obronę przed słabym dolarem), a w swoich krajach potrzeby mają coraz większe. Zawsze powtarzam, że nie ma takich cudów, by rosnące ceny na wejściu nie wywołały wzrostu cen na wyjściu albo obniżenia zysków spółek. Oczywiście o ile nie będzie się nadal cięło kosztów, przenosząc stanowiska pracy do specjalnych stref eksportowych w krajach Trzeciego Świata.

Tak czy inaczej, skoro inflacja jest mała, a rynek pracy nie pokazuje istotnego ożywienia, to Fed nie tylko nie zmieni dzisiaj stóp (tego nie oczekiwano i przed danymi), ale też zapewni, że jeszcze bardzo długo pozostaną na obecnym poziomie. Pytanie, jak zareagują inwestorzy. Reakcja jest nie do przewidzenia, mimo że koniec roku ma swoje prawa i zdecydowanie daje fory bykom.

Nasz rynek już w piątek wyróżniał się bardzo małym obrotem — najmniejszym od Dnia Dziękczynienia. To był plus dla byków, bo obrót drastycznie malejący na spadku indeksów pokazuje zmniejszającą się chęć do sprzedaży akcji i zapowiada wzrosty. Poza tym w piątek ruch rynku do góry nastąpił po bardzo złych danych w USA i choć sesja zakończyła się spadkiem, pokazał, że popyt nie ma z drugiej strony aktywnej podaży. Wczoraj te sygnały potwierdziły się — rynek był bardzo mocny i to mimo złej sytuacji na rynkach europejskich. Tam nadal straszyło wzmacniające się euro. Najważniejsze było to, że wzrósł obrót, a duże spółki pod wodzą Pekao SA i rosnącego na małym obrocie BPH PBK zachowywały się bardzo dobrze.

Dobre poniedziałki stają się ostatnio naszą polską tradycją. Pokonanie linii trendu krótkoterminowego utrwala przekonanie, że indeksy będą poruszały się w szerokim kanale trendu spadkowego z górnym ograniczeniem na WIG20 powyżej 1600 pkt. Jest to kończąca rok konsolidacja, która przygotowuje rynek do ewentualnego „efektu stycznia”. W tej sytuacji większość inwestorów będzie przekonana, że rynek może tylko rosnąć. Ja jednak mam wrażenie, że będziemy czekali na koniec roku pozostając w kanale trendu. Teraz oporem jest poziom 1560 pkt. Dopiero w jego okolicach powinna pojawić się bardziej agresywna podaż.