Po tym, jak środa przyniosła wyraźnie lepsze od prognoz dane o sprzedaży dóbr trwałego użytku, czwartkowy odczyt z rynku pracy ponownie sprowadził inwestorów na ziemię.
Indeksy zza oceanu zakończyły serię trzech wzrostów z rzędu, która wyniosła indeks S&P500 o prawie 5 proc. do góry. Dow Jones i S&P500 straciły po nieco ponad półtora proc., a technologiczny Nasdaq spadł o prawie 2,0 proc.
Otwarcie na Wall Street nie było jeszcze złe, ale w pierwszej godzinie handlu nastroje gwałtownie się pogorszyły. Obrazował to fakt, że pod koniec notowań na Starym Kontynencie DAX stracił w niespełna pół godziny ponad 4 proc., spadając głęboko poniżej kreski.
Nastroje popsuły opublikowane przed otwarciem niekorzystne informacje amerykańskiego rynku pracy. W ubiegłym tygodniu wnioski o zasiłek złożyło 417 tys. osób. Oliwy do ognia dolał Joseph Stiglitz, laureat nagrody Nobla, który stwierdził, że prawdopodobieństwo pogrążenia się gospodarki USA w recesji jest bardzo duże.
Ponadto inwestorzy zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że spekulacja pod ogłoszenie w piątek nowego programu skupu aktywów poszła za daleko. Jednym z warunków stawianych przez Bena Bernanke była presja na spadek cen w gospodarce. Tymczasem zeszłotygodniowe dane pokazały, że inflacja konsumentów sięgnęła w ujęciu miesięcznym 0,5 proc., ponad dwukrotnie przekraczając prognozy analityków.