Było bogato, a teraz przerwa

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2005-10-20 00:00

Jacek Socha, minister skarbu, w ciągu roku wprowadził na GPW 11 spółek. Rynek pierwotny bardzo boleśnie odczuje koniec jego misji.

Zakłady Azotowe Puławy to 30. spółka, która zadebiutowała na GPW w tym roku, i 11., która trafiła na parkiet za czasów Jacka Sochy jako ministra skarbu. Specjaliści nie mają wątpliwości, że był to najbardziej owocny okres w historii prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Dowód? Kapitalizacja 11 debiutantów wynosi obecnie aż 58,5 mld zł. To 15,8 proc. kapitalizacji GPW (wliczając w to nawet zagraniczne spółki notowane na warszawskim parkiecie).

Prywatyzowane spółki seryjnie biły giełdowe rekordy. Po obiecującym debiucie WSiP nastąpiło wejście smoka — na giełdzie pojawił się PKO BP. W pierwszym dniu notowań padły rekordy obrotów — zarówno akcjami jednej spółki, jak i obrotów na sesji ogółem. Rekord pod względem stopy zwrotu od stycznia należy do Zelmera — 36,4 proc. zysku. Był to nawet lepszy wynik od debiutu PGNiG we wrześniu.

ZA Puławy, obok Polmosu Białystok, są wyjątkiem — debiutowały na minusie. Trzeba jednak przyznać, że ich akcje oferowane były po najwyższych możliwych cenach.

— Okres rządów Jacka Sochy w ministerstwie skarbu to na pewno jeden z najlepszych okresów dla GPW. Minister mocno przyczynił się do rozwoju polskiego rynku kapitałowego i spopularyzował giełdę wśród drobnych inwestorów. Sektor chemiczny został praktycznie w całości sprywatyzowany — mówi Michał Majerski, analityk Erste Securities.

— Najlepszą oceną okresu prywatyzacji ministra Sochy są wykresy indeksów giełdowych — twierdzi Sebastian Słomka, kierownik działu analiz i doradztwa BDM PKO BP.

Główne wskaźniki naszej giełdy jeszcze kilka tygodni temu biły rekordy wszech czasów i dopiero ostatnio tracą na wartości razem z innymi giełdami na świecie.

— Oczywiście na ruchy indeksów wpływ ma wiele czynników. Jednak duże oferty publiczne przyciągały inwestorów na cały rynek kapitałowy — dodaje Sebastian Słomka.

Teraz posucha

Co będzie po zmianie rządu? Analitycy nie są nastawieni optymistycznie.

— Należy spodziewać się przyhamowania prywatyzacji. W tym roku ministrowi skarbu już pewnie nic nie uda się sprzedać. A co dalej? Coś się mówi o PZU, LOT, energetyce, ale zobaczymy, jak to będzie — dodaje analityk Erste.

— Oczywiście dla rynku byłoby lepiej, gdyby aktywna prywatyzacja była kontynuowana, ale obecnie się na to nie zanosi. Będzie tworzony nowy rząd, a w takim okresie zwykle przychodzi czas na remanent, a nie nowe oferty publiczne. Nie widzę powodu, by tym razem miało być inaczej — mówi Sebastian Słomka.

Minister też ważny

Jego zdaniem, teraz na oferty kolejnych spółek państwowych poczekamy przynajmniej kilka miesięcy. Ale ten okres posuchy powinny wykorzystać mniejsze firmy prywatne. Łatwiej im będzie konkurować o pieniądze inwestorów.

Z wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości wynika, że nowy rząd będzie ostrożniejszy przy sprzedaży spółek państwowych.

— Ale tu wiele zależeć będzie od nowego szefa resortu skarbu — zaznacza Michał Majerski.

Analitycy twierdzą, że najlepszy przykład stanowi rząd Leszka Millera, który prywatyzował raczej niechętnie. Wszystko się zmieniło, gdy władzę objął rząd Marka Belki, również wspierany przez SLD. Główna w tym jednak zasługa Jacka Sochy, człowieka rynków kapitałowych, który przez wiele lat kierował Komisją Papierów Wartościowych i Giełd.

Możesz zainteresować się również: