bZ4X: pierwsza Toyota na baterie

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2023-08-18 11:31

Trochę trzeba było czekać na pierwszą elektryczną Toyotę. Na „przeprosiny” Japończycy gwarantują, że bateria wytrzyma milion kilometrów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Po raz pierwszy Toyota bZ4X została pokazana pod koniec 2021 r. Produkcja wystartowała w drugim kwartale 2022. Samochód miał trafić do klientów w połowie zeszłego roku, ale Toyota zaliczyła mały falstart. Być może część z was pamięta akcję serwisową ogłoszoną zaraz po tym, jak pierwsze egzemplarze trafiły do klientów. Wada śrub mocujących koła wymusiła korekty. Finalnie Toyota wyszła z problemów z twarzą. Właściciele feralnych egzemplarzy otrzymali auta zastępcze (oraz finansowanie na paliwo), solidny rabat i mocno wydłużoną gwarancję. W aucie poprawiono co trzeba. I w końcu… trafiło do Polski. Oficjalna premiera modelu miała miejsce kilkanaście dni temu.

Tajemnica zaszyta w nazwie

Nawet nie biorąc pod uwagę opóźnienia wprowadzenia do sprzedaży modelu bZ4X, wstyd nie przyznać, że Toyota dość późno wystartowała w elektrycznym wyścigu. Co prawda największy producent aut na świecie zapowiada, że już w najbliższych latach wprowadzi technologie, dzięki którym na jednym ładowaniu pokonasz 1,5 tys. km, a ładowanie baterii (od 10 do 80 proc.) zajmie niespełna kwadrans – ale to tylko zapowiedzi. Tu i teraz Toyota ma jeden model, który energię do życia czerpie z baterii – i tylko z niej. O serca wielbicieli bateryjnych aut elektrycznych ma zawalczyć średniej wielkości SUV-em – modelem bZ4X i… unikatową na rynku gwarancją. O niej za chwilę, na razie rozszyfrujmy nazwę. Pierwsze dwie litery pochodzą od wyrażenia beyond Zero. Tak Toyota nazywa swoją strategię obniżania emisyjności aut, dlatego możemy się spodziewać, że kolejne elektryki tej marki będą miały bZ w nazwie. Czwórka to nic innego jak zaszeregowanie wielkości auta w gamie, a X ma informować o uterenowionym charakterze modelu. Ot, tajemnica. Co poza nią oferuje bZ4X?

Całkiem sporo miejsca. Samochód ma 4,7 m długości – o 9 cm więcej niż RAV4. Rozstaw osi (2,85m) jest identyczny jak w Highlanderze. Ta cecha sprawia, że na tylnej kanapie jest naprawdę bardzo dużo miejsca. Bagażnik ma ponad 450 l pojemności. Naprawdę nieźle. Z przodu przestrzeń nieco ogranicza szeroka konsola środkowa. Wysoko umieszczona deska rozdzielcza wymaga przyzwyczajenia, ale tragedii nie ma. Trudno się czepiać. Ergonomia na wysokim poziomie, materiały niezłe. Centrum sterowania stanowi spory – ponad 12-calowy – ekran (w standardzie 8-calowy), ale jest i coś dla purystów – fizyczne przyciski. Nieco rozczarowuje zastosowanie starych gniazd USB. Irytuje natomiast rozdzielczość, z jaką ekran wyświetla obraz z kamery cofania. Przedstawiciele marki zapewnili mnie, że w wyższych wersjach wyposażenia jest lepiej, ale jeśli nie chcesz tej wyższej wersji, zobaczysz obraz jak sprzed dekady z okładem.

Zgoda, nie kamera cofania jest w aucie najważniejsza. Liczą się osiągi i komfort użytkowania. bZ4X spoczywa na modułowej platformie e-TNGA. Elektryczna Toyota występuje w dwóch wariantach. Pierwszy – z jednym silnikiem, napędem na przód i mocą 204 KM. Drugi oddaje do dyspozycji kierowcy dwa silniki (po jednym na oś) i co za tym idzie – napęd na wszystkie koła. Samochód jest też nieco mocniejszy (218 KM). W obu wersjach energia magazynowana jest w akumulatorze o pojemności 71,4 kWh (64 kWh netto) złożonym z 96 ogniw chłodzonych cieczą. W obniżeniu zużycia energii ma pomóc pompa ciepła, która jest standardowym wyposażeniem. Producent podaje, że słabsza odmiana na jednym ładowaniu pokona do 512, a mocniejsza do 462 km. Jak to wygląda w praktyce? Jak doskonale wiecie, zużycie energii zależy od wielu czynników: pogody, rodzaju trasy, temperamentu kierowcy czy umiejętności wykorzystania potencjału rekuperacji. Mój wynik z nieco ponad 150-kilometrowej trasy pokonanej główne drogą ekspresową z prędkością zbliżoną do maksymalnej dopuszczalnej (19,1 kWh na 100 km/h , bZ4X z napędem na obie osie) oznacza zasięg około 330 km. Będziesz jechał wolniej, zajedziesz dalej, będzie zimniej, zasięg spadnie, wybierzesz inną drogę, znów coś się zmieni.

Zmiennych jest wiele i dochodzę do wniosku, że kurczowe trzymanie się informowania o zasięgu zaczyna tracić sens. Sieć punktów ładowania nie jest jeszcze idealna, ale dynamicznie się rozwija, dlatego zamiast pisać, jak szybko auto energię zużywa, wolę podawać, jak szybko ją uzupełnia. bZ4X można ładować z mocą maksymalną 150 kW. Oczywiście potrzebujemy do tego stacji ładowania prądem stałym (DC) o odpowiednich parametrach. Istotną informacją może się okazać ta, że elektryczna Toyota nie ma – na wzór niektórych europejskich konkurentów – systemu, który czerpiąc dane z nawigacji, wie, że planujesz ładowanie, i odpowiednio wcześniej przygotowuje baterię, by jak najszybciej rozpocząć ładowanie z maksymalną mocą. Toyota po podpięciu potrzebuje na to przygotowanie około pięciu minut. W optymalnych warunkach wystarczy pół godziny, by uzupełnić energię (od 10 do 80 proc.). bZ4X jest też wyposażone w pokładową ładowarkę (AC) o mocy 11 kW (dotyczy rocznika 2023, wcześniej było to zaledwie 7,4 kW), więc ładowanie z domowego wallboxa nie powinno zająć więcej niż siedem godzin.

Szum elektromobilności

Tyle technikaliów. Wrażenia z jazdy? Jest poprawnie. O więcej niż zadowalającej przestrzeni wewnątrz już wspominałem, warto dodać kilka innych odczuć. Nieco zbyt sztywny (jak dla mnie) układ kierowniczy, zawieszenie raczej komfortowe, ale radzi sobie dostatecznie dobrze z blisko dwutonowym pojazdem, żeby się nie czepiać. Rekuperacja działa albo nie działa. Oznacza to, że – w zależności od wybranego trybu – albo… nie działa w ogóle, albo z pełną mocą. Dynamika na przyzwoitym poziomie. Wersja z napędem na przód na sprint od 0 do 100 km/h potrzebuje 6,9 s, AWD – 7,5 s. Prędkość maksymalną w obu wersjach ograniczono do 160 km/h. Doprawdy trudno się czepiać. Ale – żeby nie było tak kolorowo – jest głośno. I to nie tylko jak na elektryka – jak na auto w ogóle. Uporczywy szum zaczyna doskwierać od około 110 km/h – zatem jeśli chcesz się rozkoszować ciszą, trzymaj się poniżej tej prędkości.

Bardzo ciekawą – i niespotykaną na rynku – rzeczą, którą może mieć bZ4x, jest gwarancja. Na pozór wygląda zupełnie normalnie. Toyota udziela 8-letniej (do 160 tys. km) gwarancji na baterię. Szczerze? Nic specjalnego. Chiński Maxus (dla modelu Euniq6) też udziela 8-letniej gwarancji na baterię, ale dorzuca 40 tys. km do przebiegu. Gdzie więc wyjątkowość? W programie Extended Battery Care. Jeśli z niego skorzystasz, wydłużysz ochronę do 10 lat i… miliona kilometrów przebiegu. Co istotne, nie musisz nic dopłacać. Wystarczy, że raz w roku dokonasz (oczywiście w autoryzowanej stacji) przeglądu baterii. Jak dla mnie: mokry sen taksówkarza.

Skąd ta pewność siebie w marce, która stawia pierwsze kroki w elektromobilności? A stąd, że to wcale nie są pierwsze kroki. To, że rzeczywiście bZ4X jest początkiem przygody z autami na prąd, nie oznacza, że jest początkiem z wykorzystaniem baterii do napędu. Toyota ma w tej kwestii ogromne doświadczenie, bo od trzech dekad oferuje hybrydy, które przecież mają baterię. A to oznacza ogromne kompetencje w tym temacie. Największe na świecie. Żaden inny producent na dobrą sprawę jeszcze nie wie, jak zachowa się bateria i zastosowany system zarządzania nią po takim czasie czy przebiegu miliona kilometrów. Żaden poza Toyotą. Co więcej, po tym czasie rozwijania układów hybrydowych Japończycy szacują, że ich akumulatory nawet po 10 latach zachowają 90 proc. pierwotnej sprawności. Do gwarancji nie podchodzą aż tak nonszalancko. Zapewniają, że (pod warunkiem skorzystania z Extended Battery Care) do przebiegu miliona kilometrów bateria zachowa co najmniej 70 proc. początkowej pojemności. Ma to być możliwe nie tylko dzięki regularnym przeglądom, lecz także wydajnemu chłodzeniu i systemowi pozwalającemu tylko na cztery cykle szybkiego ładowania w ciągu doby.

Za bazową odmianę bz4X z rocznika 2023 trzeba wyłożyć 246,9 tys. zł (jest jeszcze dostępny ten z 2022 r. za 232,9 tys. zł). Auto można sfinansować fabrycznym leasingiem Toyoty (Konto One): miesięczna rata od niespełna 2 tys. zł (z dopłatą z programu Mój elektryk).

Czy opisane cechy auta wsparte solidną gwarancją i zaufaniem Polaków do Toyoty przyniosą sukces nowemu modelowi na naszym rynku? Toyota ostrożnie podchodzi do planów sprzedażowych, zakładając wydanie w tym roku polskim klientom około 200 aut. Ale należy podkreślić, że dla tej marki jeszcze przez kilka lat trzonem sprzedaży pozostaną hybrydy i równoczesny rozwój technologii wodorowej.