Okazało się, że to fantastyczni wręcz ludzie, którzy wybitnie zasłużyli się krajowi, tylko… No właśnie — czemu tak konkretnie zostali z rządowych sań strąceni? Rzeczowa argumentacja oczywiście nigdy premierowi publicznie przez usta nie przejdzie. Charakterystycznym zjawiskiem jest całkowite wyłączenie z tzw. rekonstrukcji ministrów PSL-owskich, albowiem realnie oznaczałoby to koniec koalicji i jednak przedterminowe wybory.
W obecnej kadencji spółka PO-PSL funkcjonuje nie tyle na wariackich papierach, ile bez jakichkolwiek. W którą stronę nasze państwo obecnie płynie — wynika ze zmieniających się planów sternika rządu, przedstawianych albo w powtarzalnych sejmowych exposé, albo nawet tylko na partyjnych konwentyklach. Strasznie to kontrastuje z polityczną praktyką w Niemczech, gdzie negocjacje wielkiej koalicji chadeków z socjaldemokratami trwały rekordowo długo, ale ich plonem jest niezwykle precyzyjny dokument aż 185-stronicowy. Notabene słabszy koalicjant SPD wymógł przeprowadzenie szybkiego wewnątrzpartyjnego referendum zatwierdzającego umowę.
U nas decyzje strategiczne dla zarządzania państwem podejmowane są chyłkiem i wyjmowane niczym króliki z kapelusza. Sama wicepremier Elżbieta Bieńkowska nie ukrywa, że gdyby nie zegarki ministra Sławomira Nowaka — mowy by nie było o wchłonięciu przez jej resort tak ogromnych działów, jak transport, cały obszar budownictwa i planowania przestrzennego oraz dopięta niczym kwiatek do kożucha gospodarka morska.