Car Kremla usiłuje wrócić do obiegu

opublikowano: 22-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Założona w 1945 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) skupia 193 państwa, ostatnie rozszerzenie składu nastąpiło w 2011 r. — o Sudan Południowy.

W głosowaniach Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych każdy członek waży tyle samo, czyli zarówno miliardowe Indie i Chiny oraz potentat USA, jak też drobinki z Pacyfiku — Nauru czy Tuvalu. Decyzyjne zdołowanie do poziomu maluczkich wielcy odbijają sobie w Radzie Bezpieczeństwa (RB). Ale nie wszyscy — została ona przecież skonstruowana w 1945 r. według stanu na koniec drugiej wojny światowej i po 77. latach jest bytem częściowo archaicznym. Liczy się wyłącznie piątka członków stałych, dysponujących prawem weta: USA, Rosja (kontynuatorka ZSRR), Chiny, Wielka Brytania i Francja. Dziesiątka członków niestałych, podlegająca każdego 1 stycznia połówkowej wymianie, to jedynie plankton. Wszyscy stali dysponują bronią jądrową, którą zdobyli jeszcze przed wejściem w życie w 1970 r. układu o jej nierozprzestrzenianiu. Później atomowych więzów nie uznały skonfliktowane Indie i Pakistan, a także Izrael i Korea Północna. Trzeba też pamiętać, że wiele głowic poradzieckich odziedziczyły Ukraina, Białoruś i Kazachstan, ale po 1992 r. wszystkie oddały Rosji. Notabene absurdalność umocowania RB jest szczególnie jaskrawa, gdy wojnę prowadzi któryś z jej stałych członków. Teraz Rosja oczywiście blokuje rezolucje w sprawie agresji na Ukrainę, wcześniej czarną kartę kilka razy miał ZSRR: Węgry 1956, Czechosłowacja 1968, Afganistan 1979-1989. Oczywiście sporo za uszami mają także Stany Zjednoczone, przede wszystkim bagno wojny w Wietnamie 1964-1975.

Zdjęcie archiwalne, lecz niezwykle cenne – posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w 2018 r. podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego z udziałem nie zwyczajowo ambasadorów, lecz obecnych na sesji prezydentów. Uczestniczyli m.in. Donald Trump, Andrzej Duda (Polska była wtedy niestałym członkiem), Emmanuel Macron oraz premier Theresa May. Fot. Jacek Zalewski

Przypomniałem drobną cząstkę historii ONZ z okazji kończącej się debaty generalnej. Jak zawsze — poza covidową przerwą w 2020 r. — zgromadziła ona stacjonarnie prezydentów/premierów większości państw członkowskich. Przyjmując główną siedzibę ONZ, USA zobowiązały się do umożliwienia dostępu każdemu przywódcy. Niby dotyczy to trasy z lotniska przez hotel do gmachu ONZ, ale np. Fidel Castro w czasach najostrzejszej konfrontacji z USA potrafił skręcić w bok i wygłosić wielogodzinną mowę do „czarnych braci w Harlemie”. W ostatnich latach tytuł największego agresora zagrażającego pokojowi dzierżył m.in. północnokoreański dyktator Kim Dzong Un (nigdy w ONZ nie był, podobnie jak jego dziadek i ojciec), a także irański prezydent Hasan Rouhani (demonstracyjnie się stawił). Podczas tegorocznej 77. sesji pałeczkę przejął oczywiście Władimir Putin. Car Kremla nie przyjechał, zresztą wcześniej bywał rzadko, ostatnio w 2015 r. Zdaje się na ministra Siergieja Ławrowa. Gdyby jednak zechciał i nie bał się pandemii, to oczywiście mógł przemawiać. Wolał jednak nadać z Kremla do Nowego Jorku agresywne orędzie z pogróżkami o niewykluczeniu użycia wobec Ukrainy nawet broni jądrowej.

Przebieg debaty potwierdził, że wcale niemała część świata postrzega wojnę inaczej niż Europa i szeroko rozumiany Zachód. Przez 77 lat istnienia ONZ toczyła się przecież cała masa najróżniejszych krwawych konfliktów, dlatego temat wojny nie jest osobliwością. Oczywiście skala napadu Rosji na Ukrainę przewyższa starcia lokalne, ale również nie jest militarnym rekordem po drugiej wojnie światowej. W tych okolicznościach Władimir Putin usiłuje różnymi drogami powrócić do dyplomatycznego obiegu międzynarodowego. Wielką próbą będzie szczyt G20 na szczeblu szefów państw i rządów, który w tym roku, 15-16 listopada, gości Indonezja — muzułmańska, ale Rosji generalnie życzliwa. Car Kremla osobiście na Bali nie przyleci, ale z ekranu będzie chciał tam wystąpić za wszelką cenę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane