Carrefour puchnie w internecie

opublikowano: 27-12-2020, 20:00

Przychody polskiego e-sklepu francuskiej sieci w czasie pandemii urosły trzycyfrowo. Z rentownością wciąż jest problem, ale ma być lepiej.

Z artykułu dowiesz się:

  • jak rośnie biznes Carrefoura w internecie
  • jaki ma plany rozwoju
  • jaką przyszłość rynku ezakupów spożywczych prognozują eksperci

Polacy mają coraz większy apetyt w internecie. W czasie pandemii znacznie wzrosła liczba osób, które zamawiają zakupy spożywcze on-line, a potem czekają na dostarczenie ich kurierem lub odbierają je w sklepie. To dobry sygnał dla firm, które od lat inwestują w rozwój internetowych marketów spożywczych – i do niego dokładały, bo w tym segmencie rynku żaden z graczy nie chwalił się jeszcze osiągnięciem rentowności.

- Przy okazji drugiej fali pandemii notujemy trzycyfrowy wzrost sprzedaży w internecie w porównaniu do ubiegłego roku. Rosną z jednej strony zamówienia z dostawą do domu, a z drugiej - do punktów odbioru osobistego w sklepach. Ta druga forma zakupów zyskała na popularności w ostatnim czasie i pozytywnie wpływa na wyniki finansowe tego segmentu działalności – mówi Michał Sacha, członek zarządu Carrefour Polska, odpowiedzialny za marketing, digital, IT, e-commerce i usługi finansowe.

Zyskowny odbiór

Odbiór osobisty zakupów spożywczych w sklepach, czyli tzw. usługa click&collect food, został udostępniony klientom wiosną tego roku. Jest dostępny we wszystkich super- i hipermarketach sieci w Polsce, czyli w ponad 200 sklepach Ta forma sprzedaży jedzenia przez internet ma z punktu widzenia detalistów jedną zasadniczą przewagę nad dostawami zakupów do domu w pojazdach z systemem chłodzenia – nie powoduje strat finansowych.

Pandemiczny dopalacz
Pandemiczny dopalacz
Najbardziej konkurencyjnym rynkiem w Polsce dla mocno rosnących w pandemii e-zakupów spożywczych jest Warszawa. Carrefour, w którym członkiem zarządu jest Michał Sacha, mocno inwestuje jednak w ekspansję w innych miastach, gdzie konkurencja, zwłaszcza po wycofaniu się Tesco, jest mniejsza.

- Sprzedaż z odbiorem osobistym jest już zyskowna, a w przypadku dostaw do domu wyniki poprawiają się dzięki działaniom optymalizacyjnym, choćby takim, jak inwestowanie w technologię zarządzającą kompletowaniem zakupów przez pracowników sklepu i trasami dostawców, tak by wszystko odbywało się szybciej i sprawniej – mówi Michał Sacha.

Na polskim rynku e-spożywczym są dwie kategorie sklepów. Jedna to tradycyjne sieci, które – tak, jak Carrefour – dostarczają do klientów produkty z tradycyjnych sklepów. Druga to wyspecjalizowane firmy, które zamówienia obsługują z magazynów stworzonych specjalnie z myślą o e-handlu. W tej grupie największe jest Frisco.pl, kontrolowane przez Eurocash.

- W ramach grupy eksperymentowaliśmy np. w Rumunii z magazynami, działającymi wyłącznie na potrzeby handlu internetowego. Z punktu widzenia rentowności i możliwości ekspansji znacznie bardziej efektywny jest jednak model hybrydowy, w którym do obsługi zamówień są wykorzystywane istniejące sklepy – skoro ma się sieć w całym kraju, to warto ją wykorzystywać – mówi członek zarządu Carrefoura.

Przyspieszenie dostaw

Jesienią sieć uruchomiła usługę Sprint, w ramach której w promieniu kilku kilometrów od wybranych sklepów w największych miastach (m.in. Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach, Lublinie) zakupy mogą być dostarczone w ciągu kilku godzin od zamówienia.

- Usługę Carrefour Sprint uruchomiliśmy już w ponad 20 miastach. Największym rynkiem w Polsce jest Warszawa, ale w innych dużych miastach też można zbudować sporą skalę, a konkurencja jest mniejsza. Dla przykładu Kraków zajmuje drugie, po Warszawie, miejsce pod względem generowanych przychodów. W planach na najbliższe tygodnie mamy również otwarcie kilkudziesięciu punktów odbioru zakupów Carrefour Drive, w których zapakujemy klientom ich zamówienia wprost do samochodu - mówi Michał Sacha.

W poprzednich latach e-sklepy spożywcze miały małą, ale lojalną grupę klientów, którzy tydzień po tygodniu w dużej mierze powtarzali zakupy z koszyka, skonstruowanego przy pierwszym zamówieniu. W tym roku firmom z branży przybyło sporo nowych użytkowników.

- W czasie pierwszej fali pandemii mieliśmy do czynienia ze szturmem na sklepy internetowe z żywnością. Kupowano wtedy w dużych ilościach artykuły spożywcze w rodzaju mąki, cukru i makaronu. Z niczym takim nie mamy już do czynienia. Szacujemy, że około 60 proc. klientów, którzy dokonali wtedy zakupów, zrobiło to jednorazowo w powszechnym nastroju, że trzeba robić zapasy. Teraz takich zachowań nie obserwujemy. Klientów jest mniej, ale to osoby, które regularnie powtarzają zakupy i konstruują normalne, hipermarketowe koszyki produktów – mówi Michał Sacha.

Tym, co negatywnie wpływa na popularność internetowych zakupów spożywczych, jest kwestia ceny. W publikowanych przez ASM SFA miesięcznych porównaniach cen w dużych sklepach firmy e-spożywcze regularnie są najdroższe. W przypadku hybrydowych e-sklepów, takich jak Carrefour różnice są mniejsze, ale wciąż widoczne.

- Dążymy do tego, by ceny we wszystkich kanałach sprzedaży były identyczne, ale oczywiście nie jest to łatwe. Chodzi przede wszystkim o koszty dostawy, ale sprzedaż internetowa wymaga też inwestycji technologicznych i eksperymentów, które w krótkiej perspektywie nie przynoszą zwrotu. To są jednak inwestycje w przyszłość – mówi Michał Sacha.

Carrefour miał w ubiegłym roku w Polsce 8,3 mld zł przychodów, nie licząc działalności spółki zarządzającej nieruchomościami. To o 4,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Wypracował 81,3 mln zł zysku netto.

E-spożywcza rewolucja
Agnieszka Górnicka
prezes agencji badawczej Inquiry
Nie jest tajemnicą, że w tzw. kanale e-grocery w praktyce nikt nie zarabia, bo do dostaw trzeba dopłacać. Handel artykułami spożywczymi to biznes, w którym działa się przy niskiej rentowności, a w internecie trudno jej bronić, bo klienci oczekują podobnych cen jak w sklepach stacjonarnych i dodatkowo darmowej dostawy. Trudno tu więc generować zyski, bo to wciąż niszowa kategoria.

Usługi odbioru osobistego click&collect rewolucjonizują jednak tę rynkową niszę, choć wyglądają niewinnie, bo przecież co to za przełom - dać klientom możliwość odebrania zakupów w sklepie. Na całym świecie, z tak spektakularnymi przykładami jak Walmart w USA, popularność takich usług i generowane przez nie obroty bardzo szybko rosną, a w czasie pandemii zaczęły je wprowadzać masowo również działające w Polsce sieci, które jeszcze niedawno były sceptyczne wobec tego kanału sprzedaży. Powód jest prosty - dla klientów e-sklepów spożywczych często to nie fakt dostawy pod drzwi jest kluczowy, tylko to, że możemy zrobić zakupy spokojnie w dogodnej dla nas chwili, a potem odebrać gotowy koszyk bez dodatkowych kosztów. Dla sieci to również korzystne, bo koszty są znacznie mniejsze niż przy dostarczaniu zakupów do domu. Obie strony na takiej usłudze wygrywają, można więc oczekiwać jej masowego wprowadzania na całym rynku - rewolucja w e-handlu spożywczym za sprawą prostej usługi, do której przekonały się sieci, właśnie się dzieje.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane