Caryca Katarzyna zaprasza na łowy

Julia Kafka
opublikowano: 2000-01-24 00:00

Caryca Katarzyna zaprasza na łowy

Gdzie można się wybrać w zimowy wieczór, gdy pada śnieg, a służby oczyszczania miasta przecierają oczy ze zdumienia, że temperatura spadła poniżej zera? Ano, w taką pogodę, nawet nam, Słowianom, nie pozostaje nic innego, jak pójść do rosyjskiej restauracji.

Stołeczna Caryca Katarzyna jest urządzona gustownie, w klimacie Rosji epoki Romanowów, ale bez nadmiernego blichtru. Poczułam nawet lekkie rozczarowanie, oczekując olśniewającego przepychu. Duże wrażenie robią kelnerzy — białogwardziści, którzy w nieskazitelnie białych rękawiczkach sprawują się bez zarzutu. Żołnierze Carycy są nieco nadopiekuńczy (naprawdę potrafię rozłożyć serwetkę na kolanach).

Proponuję postawić na zimne przekąski. Co prawda nic nie można zarzucić pierogom w pięciu smakach, ale sałatka Bajkał, z łososiem i warzywami, jest doskonała. Oczywiście nie można pominąć kawioru. A potem pozostaje już tylko spróbować schwycić sarnę w sadzie wiśniowym (dla koneserów — na słodko) albo dzika w borowikach. Bardzo dobrze wypada polędwica z rusztu, która wiele zyskuje dzięki sosowi kurkowemu. Warto dodać, że dania serwowane są w efektownej zastawie. Absolutnie największą frajdę sprawił mi deser — tort Pawłowej, podawany ze świeżymi owocami. Ów be- zowy wypiek został stworzony specjalnie dla słynnej, rosyjskiej tancerki. Degustację lodów proponuję bez żalu odłożyć do lata.

Ostatnim starorosyjskim akcentem zimowej uczty był rachunek. Gdyby wszystko działo się w czasach carycy, biesiada w tym lokalu kosztowałaby mnie pewnie jedną wioskę. Caryca Katarzyna należy do drogich restauracji, ale poziom jej usług jest odpowiednio wysoki. Miłym akcentem jest wykonywana na żywo muzyka, przeważnie rosyjska.