Sprowadzanie leków z zagranicy opłaca się nie tylko wyspecjalizowanym hurtowniom. Oszczędzają na tym też pacjenci. Sporo.
Delfarma, hurtownia leków z Łodzi, przygotowuje się do wprowadzenia na rynek trzech kolejnych leków sprowadzonych w ramach importu równoległego. Łódzka spółka ma pozwolenie na obrót 16 preparatami, które w innych krajach Europy może kupić taniej niż w Polsce. Minister zdrowia wydał 42 pozwolenia na sprzedaż takich medykamentów. Kolejnych 18 wniosków czeka na rozpatrzenie.
— Pozwolenia zostały wydane 12 importerom. Dynamika składania wniosków pozwala sądzić, że import równoległy do Polski będzie rósł — mówi Leszek Borkowski, szef Urzędu Rejestracji Leków.
Większość importerów dopiero przygotowuje się do uruchomienia działalności. Nieliczni sprowadzają jeden lub dwa preparaty. Jednak ta rozwijająca się zaledwie od kilku miesięcy i na razie skromna gałąź dystrybucji leków już wywołała poruszenie wśród koncernów farmaceutycznych.
— Kilka firm znacząco obniżyło ceny leków, kiedy zaczęliśmy sprowadzać z innych krajów te same preparaty taniej. W przypadku dwóch leków ceny w Polsce spadły, kiedy tylko producent dowiedział się o planach importu równoległego — mówi Tomasz Dzitko, prezes Delfarmy.
Ponieważ w tym systemie importowane są niemal wyłącznie leki w Polsce nierefundowane, cena dla kupującego ma ogromne znaczenie. Delfarma wyliczyła średnie ceny apteczne z początku tego roku czterech preparatów (w 11 różnych postaciach) ze swojej oferty i porównała je z cenami ze stycznia 2005 r. — w niektórych przypadkach spadły nawet o połowę. W ciągu roku na tych kilku lekach klienci aptek zaoszczędzą nawet 19 mln zł.
Kiedy jednak cena leku wprowadzanego na rynek przez koncern zaczyna spadać, import równoległy przestaje być opłacalny.
— Lek Movalis sprowadziliśmy z Czech tylko raz. Potem producent obniżył cenę w Polsce tak, że w Czechach był już droższy. Więcej go nie importowaliśmy — opowiada Tomasz Dzitko.
To wcale szefa Delfarmy nie martwi.
— To normalny element, z którym liczyliśmy się, bazując na doświadczeniach innych krajów UE. Z importu jednych leków trzeba będzie rezygnować, a w ich miejsce sięgać po kolejne. Chcemy mieć w ofercie ponad setkę preparatów. Jeśli 50-60 proc. będzie w obrocie, to biznes się opłaci. Już po czterech miesiącach od startu działalność staje się rentowna — zapewnia Tomasz Dzitko.