Certyfikacja jest tylko oceną
ZAUFANIE: Podstawą wdrożenia systemu zarządzania jakością są: kompetencja konsultanta i zaufanie pomiędzy nim i pracownikami firmy. Jeżeli nie będą sobie ufać, to nici z systemu — zapewnia Szymon Kamiński, certification manager Det Norske Veritas Poland. fot. B. Skrzyński
Dobry konsultant powinien mieć większą wiedzę od certyfikatora. Musi się orientować nie tylko w tym, co w firmie powinno odpowiadać normie. Jego podstawowym zadaniem jest wskazać klientowi, jak do takiego poziomu dojść i jak go utrzymać.
Doradcy twierdzą, że najcięższa praca przy wdrażaniu systemu jakości spoczywa w ich rękach. Jak twierdzi Zbigniew Banaśkiewicz, dyrektor Renaissance Technology Group (RTG), jedno jest pewne, konsultant dokłada o wiele więcej do systemu. Certyfikacja jest tylko oceną wdrożonego systemu.
Doradcy bardzo różnie szacują swój udział w procesie certyfikacji firmy. Nie ulega jednak wątpliwości, że ich praca jest najistotniejsza.
— W firmie 100-osobowej, audit certyfikujący powinien trwać cztery osobodni. Konsultant musi w takiej firmie spędzić co najmniej 30-35 dni pracy. Te proporcje mówią same za siebie — twierdzi Tadeusz Buchacz, project director CMC w UNDP Umbrella.
Ogólne szacunki konsultingowych nakładów pracy w certyfikację przedsiębiorstwa oscylują wokół: 70 proc. — klient, 25 proc. — doradca i tylko 5 proc. certyfikator. Temu ostatniemu konsultanci dają czasami 10, a nawet 15 proc.
— Taki podział raczej nie ma sensu. Co to jest udział procentowy w nakładach pracy? Te procesy za każdym razem są tak różne, że nie można ich generalizować — oponuje Szymon Kamiński, certification manager Det Norske Veritas Poland.
Jego zdaniem, być może teoretyczny udział certyfikatora w całym tym procesie kształtuje się na poziomie 10 proc.
— Nie mamy kompletnie wpływu na wdrożenie — tłumaczy.