Z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej producenci będą musieli nadać wielu swoim wyrobom znak CE.
System znakowania CE, umożliwiający swobodny przepływ towarów, jest oparty na tzw. Dyrektywach Nowego Podejścia — dokumentach określających podstawowe wymagania, dotyczące bezpieczeństwa i zdrowia użytkowników oraz ochrony środowiska, które muszą być spełnione przez wyroby wprowadzane na rynek Unii.
— Zanim wyrób uzyska znak CE, jego producent powinien sprawdzić, czy i jakim dyrektywom podlega oraz określić normy techniczne precyzujące wymagania — wyjaśnia Ryszard Cedrowski, prezes polskiego oddziału Kema Quality, organizacji certyfikującej, która jest jednostką notyfikowaną dla 8 z 21 Dyrektyw Nowego Podejścia.
Dotychczas niewielu polskich producentów starało się o nadanie znaku CE.
— Od 1994 r. Kema wykonała kilkadziesiąt różnych projektów dla polskich firm. To niewiele. Sadzę, że wkrótce wystąpi wzrost zapotrzebowania na notyfikację polskich wyrobów — prognozuje Ryszard Cedrowski.
Ułatwione zadanie przy uzyskiwaniu dla wyrobów oznaczenia CE mają producenci, którzy posiadają systemy zarządzania jakością, certyfikowane według norm ISO 9000. Jednak certyfikacja systemów jakości, w przeciwieństwie do obligatoryjnego znakowania CE , jest dobrowolna. Wdrażanie norm ISO jest dyktowane raczej wymaganiami rynku niż prawem. Praktyka dowodzi, że opłaca się je stosować.
Często jednak wytypowanie odpowiednich norm technicznych podczas ubiegania się o znak CE dla wyrobów przysparza trudności.
— Często już na etapie projektowania wyrobu można stwierdzić, czy będzie on zgodny z daną dyrektywą i zawczasu dokonać ewentualnych zmian — przypomina Ryszard Cedrowski.
W takim przypadku udział organów notyfikowanych bywa niezbędny. Ponadto, Dyrektywy Nowego Podejścia nakładają na producenta odpowiedzialność za wadliwy wyrób. Jeżeli jednak w procesie nadawania znaku CE uczestniczyła jednostka notyfikowana, jest odpowiedzialna za wykonane przez siebie prace, co zmniejsza ryzyko producenta. Prace związane z nadaniem wyrobowi znaku CE trwają zwykle wiele miesięcy. Natomiast badania organu notyfikowanego zabierają od kilku tygodni do kilku miesięcy.