Chętnych na tory jednak brakuje

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2004-03-03 00:00

Powiat słubicki przygotowuje przetarg na operatora przejętej od PKP linii kolejowej. Samorządy nie palą się.

Zgodnie z programem restrukturyzacji polskich kolei, do połowy marca ma powstać szczegółowa analiza możliwości przejęcia przez samorządy wydzielonych lokalnych linii kolejowych PKP. Do 15 maja Ministerstwo Infrastruktury i samorządy mają ustalić harmonogram ich przekazywania. PKP chcą pozbyć się tych odcinków, które nie generują przychodu, a są kosztowne w utrzymaniu.

Tylko jeden

Dotychczas tylko jeden powiat zdecydował się na podpisanie z PKP umowy. Słubice przejęły 24-km odcinek Kunowice-Cybinka.

— Trasa biegnie w pobliżu specjalnej strefy ekonomicznej. Liczymy, że będą chcieli z niej korzystać inwestorzy ze strefy. Wybierzemy operatora, który wydzierżawi linię i będzie nią zarządzał. Samorząd nie jest do tego powołany — mówi Wiesław Kubik z wydziału komunikacji w starostwie słubickim.

Problem w tym, że inne samorządy nie są zainteresowane. Z przejęcia zrezygnował powiat Gostyń. Samorząd Bartoszyc też nie doszedł do porozumienia z PKP.

— Problem w tym, że PKP teraz chcą, abyśmy przejęli znacznie większy i dużo bardziej kosztochłonny odcinek. Staraliśmy się o krótszą linię, która miała zarabiać dzięki temu, że dojeżdża aż do granicy. Nie stać nas na utrzymywanie wiaduktu kolejowego — wyjaśnia Jerzy Bachar, wicestarosta powiatu Bartoszyce.

Leży, ale kosztuje

PLK, spółka zarządzająca kolejową siecią, ma około 3,5 tys. km nie używanych tras.

— Utrzymywanie infrastruktury, która nie generuje przychodów, kosztuje nas średnio 50 mln zł rocznie. Problem samorządów polega na tym, że aby na nowo udrożnić te trasy, potrzeba na każdy kilometr zainwestować średnio 300 tys. zł — przyznaje Tadeusz Augustowski, prezes PKP PLK.