Chińskie firmy budowlane nie mają szczęścia w Polsce. Po niepowodzeniu firmy COVEC na budowie autostrady A2 między Łodzią a Warszawą trudno im zdobywać kontrakty.

— Muszą kupić w Europie firmę albo znaleźć krajowego partnera, który pomoże im przetrzeć szlak — mówi jeden z branżowych specjalistów współpracujący z chińskimi firmami.
Duży może więcej
Na celowniku Chińczyków jest trójmiejska Korporacja Budowlana Doraco. Menedżerowie z branży potwierdzają , że Chińczycy chętnie kupiliby tę firmę i jeszcze kilka innych średniej wielkości, by zbudować w Polsce silną grupę kapitałową. Uważają jednak, że Andrzej Hass, trójmiejski biznesmen, który wraz z żoną jest właścicielem grupy kontrolującej m.in. Doraco, tanio spółki nie sprzeda.
— Prowadzimy rozmowy z chińskimi partnerami, ale dotyczą one głównie utworzenia konsorcjum albo wspólnej spółki. Doraco jest zbyt małą firmą, by samodzielnie powalczyć o duże — warte na przykład 1 mld zł — kontrakty energetyczne, potrzebujemy więc silnych finansowo partnerów, z którymi będziemy mogli składać oferty w przetargach o dużej wartości — mówi Andżelika Cieślowska, prezes Korporacji Budowlanej Doraco.
Zapewnia, że obecnie sprzedaż udziałów nie wchodzi w grę, ale jednocześnie podkreśla, że „wszystko jest kwestią ceny” — jeśli chińscy partnerzy złożą atrakcyjną ofertę, właściciele zastanowią się nad jej przyjęciem. Z informacji „PB” wynika też, że inwestycję w Doraco rozważały także działające w Polsce europejskie grupy budowlane, ale nie chciały słono płacić. Doraco jest średniej wielkości spółką budowlaną, ale realizuje kilka atrakcyjnych i prestiżowych kontraktów. Buduje np. stołeczne Centrum Marszałkowska i przebudowuje dawny dom handlowy Smyk przy Al. Jerozolimskich.
Kilka lat temu pracowała też przy budowie terminalu lotniczego w Gdańsku. Jednym z najnowszych projektów spółki są roboty infrastrukturalne w powstającej w Redzikowie amerykańskiej bazie rakietowej. Doraco pełni tam rolę podwykonawcy amerykańskiej firmy Amec Foster Wheeler Environment & Infrastructure, Inc.
Wsparcie z Ukrainy
Chcąc zdobyć kontrakty o większej wartości, spółka zamierza zacieśnić współpracę nie tylko z chińskimi firmami, ale także ukraińskimi.
— W przyszłym tygodniu wybieram się na Ukrainę, żeby zbadać możliwości wejścia Doraco na ten rynek oraz współpracy z ukraińskimi firmami i pracownikami w realizacji kontraktów w Polsce. Brakuje nam ludzi do pracy. Polscy specjaliści, którzy mogliby zostać zatrudnieni w naszej korporacji, oczekują znacznie wyższych wynagrodzeń niż ukraińscy — twierdzi Andżelika Cieślowska.
Doraco nie jest jedyną firmą, która chce zacieśnić współpracę z Ukraińcami. Chęć zatrudnienia pracowników zza wschodniej granicy wyrażali Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, oraz Jerzy Mirgos, szef Mirbudu. Należący do Marka Stefańskiego IDS- Bud startował już natomiast w polskich przetargach z Altis Holding z Ukrainy. Obie firmy zdobyły np. kontrakt na budowę odcinka drogi S7 Kraków — Rabka.
Rodzinna firma nie dla Chińczyków
Z informacji „PB” wynika, że chińskie firmy interesowały się także gdyńską spółką Mega, specjalizującą się w budownictwie energetycznym. Jej właściciele nie zdecydowali się jednak na sprzedaż. — Oczywiście są podmioty zewnętrzne, które nami się interesują, ale nie zamierzamy sprzedać spółki. Jesteśmy firmą rodzinną i mamy nadzieję, że następne pokolenia będą ją rozwijały — mówi Izabela Szulist, prokurent firmy Mega. Jej korzenie sięgają 1937 r., kiedy przedsiębiorstwo energetyczne założył Franciszek Szulist, ojciec obecnego właściciela — Jerzego Szulista. Prezesem jest jego syn — Andrzej Szulist.
Biznesmen z rozmachem
Andrzej Hass to jeden z najbogatszych trójmiejskich biznesmenów — właściciel sopockiego hotelu Haffner oraz Korporacji Budowlanej Doraco. Przed laty zainwestował także w Euroafrica Linie Żeglugowe oraz zarządzał spółką budowlaną Espebepe. Współpraca z nią przysporzyła mu sporo problemów związanych z aferą Stella Maris, dotyczącą nielegalnego przepuszczania gotówki przez kościelne wydawnictwo. Kilka lat temu Andrzej Hass został jednak oczyszczony z zarzutów.